Autor Wątek: Slash – wywiad dla Virgin Radio Italy  (Przeczytany 522 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline naileajordan

  • Atittude
  • ******
  • Wiadomości: 1688
  • Płeć: Kobieta
  • "So never mind the darkness"
  • Respect: +1703
Slash – wywiad dla Virgin Radio Italy
« dnia: Wrzesień 29, 2018, 11:38:17 am »
+2

DJ Ringo z Virgin Radio Italy przeprowadził w tych dniach w Los Angeles wywiad ze Slashem. Rozmowa dotyczyła ostatniego albumu Konspiratorów, ale nie tylko.

Poniżej tłumaczenie. 

 
- Jesteśmy tu, żeby pogadać o nowym albumie, jaki nagrałeś z Konspiratorami, „Living The Dream”. Czy uważasz, że to najlepszy krążek z dotychczasowych?

- Nie chcę powiedzieć, że jest najlepszy, chociaż… tak, w pewnym sensie tak, jest najlepszy z dotychczasowych.

- Wysłuchałem całości w studiu radiowym w Mediolanie i muszę powiedzieć, że brzmi świetnie!

- Ten album reprezentuje drogę, jaką przemierzyliśmy od początku do teraz. Odzwierciedla rozwój zespołu i brzmi naprawdę dobrze. Myles świetnie śpiewa, no i ma mnóstwo fantastycznych kawałków.

- Kiedy zacząłeś tworzyć „Living The Dream”? Ile miesięcy temu?

- Tak naprawdę zręby niektórych piosenek powstały jeszcze podczas trasy promującej „World On Fire”. Czyli za kulisami, w hotelach… Zacząłem zbierać pomysły na riffy, ale nie poszliśmy do studia, żeby cokolwiek z tego nagrać. Przez półtora roku grałem z Guns N’ Roses, a do Konspiratorów wróciłem podczas przerwy w trasie [Not In This Lifetime]. Wzięliśmy na warsztat pewne dawne pomysły, wpadliśmy na nowe… Wykorzystaliśmy tych pięć miesięcy, żeby doprowadzić prace nad albumem do końca.

- Czyli najpierw ty pisałeś riffy, a potem Myles dodawał do nich teksty? 

- Tak. Rzucałem jakąś myśl, Myles dorzucał melodie, po czym graliśmy to z zespołem, dopracowywaliśmy brzmienie i aranżacje.

- Ciekawi mnie jedna rzecz… Zdarza ci się pisać teksty, czy tylko grasz na gitarze?

- Nie, granie na gitarze całkowicie mi wystarczy! Myles to dobry tekściarz, co jest dla mnie bardzo wygodne, bo nie muszę się przejmować tekstami.

- Zatem świetna z was drużyna. Powiedziałeś, że album mówi o tym, co dzieje się na świecie, ale nie z politycznego, tylko z twojego osobistego punktu widzenia.

- Masz na myśli tytuł, „Living The Dream”?

- Tak.

- Jest on czymś w rodzaju sarkastycznego komentarza do tego, co dzieje się w polityce. Wielu ludzi nie ma pojęcia, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Tak, „Living The Dream” to sarkastyczny komentarz, który należy odczytywać „na opak”.

- Jednym słowem: życie jest dla ciebie inspiracją. Przyglądasz się światu i to on podsuwa ci pomysły, dźwięki, riffy?

- Muzyka rodzi się w wielu kontekstach. To emocja, a nie tylko to, co ci się konkretnego dnia przydarzyło i co potem opisałeś. Muzyka jest kombinacją tych wszystkich elementów.

- Nie wyłączając snów.

- Taak… Czasami budzisz się w środku nocy i wpada ci do głowy pewien pomysł. Idziesz, żeby to zagrać, a potem wracasz do łóżka.

- Czyli zdarza ci się w nocy wstawać i grać?

- Owszem.

- To ciężka robota!

- Kiedy jestem w trasie, to zdarza się często, bo gram praktycznie bez przerwy.

- Krótko mówiąc: Slash nadal marzy! Z mojego punktu widzenia „Living The Dream” to najlepiej skonstruowany i najlepiej brzmiący album, jaki nagrałeś z Konspiratorami. Brzmienie jest naprawdę imponujące.

- Tak, jest tam dobra energia, a sposób, w jaki album został nagrany, jeszcze ją potęguje. To da się zauważyć, kiedy go słuchasz. Trudno to dokładnie wytłumaczyć, ale choć brzmienie niekoniecznie jest agresywne, to robi wrażenie.

[Komplementy pod adresem albumu i jego ciepłego odbioru ze strony słuchaczy radiowych.]

- Powiedziałeś, że „Living The Dream” to twój pierwszy album nagrany z użyciem Pro Tools. Jak to było?

- Całkiem nieźle. Cały proces trochę przypomina tradycyjne nagrywanie na taśmy, trzeba tylko pewne rzeczy zmienić. Z drugiej strony, to jednak technologia cyfrowa, a ja wolę techniki analogowe, które dają cieplejsze brzmienie. Jednak dzięki użyciu dostępnych obecnie narzędzi różnica staje się niezauważalna.

- Czytałem, że studio, w którym nagrałeś album, to niezwykłe miejsce. Pełno w nim dziwnych przedmiotów i fotografii twoich muzycznych idoli, takich jak Rory Gallagher czy Keith Richards. Czy te wszystkie rzeczy tchną w ciebie nową energię?

- Fajnie jest przebywać w otoczeniu rzeczy, które ci się podobają. Tamto miejsce wcale nie jest takie niezwykłe. Jest bardzo małe, ale wygodne i – przede wszystkim – moje. Kiedy pracuję, nie muszę się więc o nic martwić – na przykład o to, kiedy wyjść itp.

- Jednym słowem: możesz spokojnie grać.

- Owszem. Mogę grać przez cały dzień.

- Czy pamiętasz, kiedy dokładnie postanowiłeś, że zostaniesz gitarzystą? Pytam, ponieważ wiem, że kiedy byłeś młodszy, świetnie jeździłeś na BMX-ach. Czy przypominasz sobie moment, kiedy powiedziałeś: „Koniec z rowerami, chcę grać”? 

- Przypominam sobie tę chwilę w miarę dokładnie. Na początku zdecydowałem, że będę grał na gitarze basowej. Nie wiedziałem jednak zbyt dokładnie, czym z technicznego punktu widzenia gitara basowa różni się od gitary klasycznej, dlatego postanowiłem pójść na lekcje. Nie miałem jednak instrumentu. Kiedy przyszedłem, chłopak, który uczył w tamtej szkole, grał akurat kawałki Erica Claptona. Powiedziałem, że też chcę to robić, a on na to, że to nie gitara basowa, ale klasyczna! [śmiech] Wróciłem więc do domu i zapytałem babcię, z którą wtedy mieszkałem, czy miała gitarę. Pamiętałem, że gdzieś się na nią kiedyś natknąłem. Babcia wyjęła klasyczną gitarę do flamenco i tak to się zaczęło. Zacząłem uczyć się gry na tym instrumencie, sęk w tym, że miał on tylko jedną strunę!

- Jak zaczęła się twoja przygoda z na gitarą elektryczną?

- To nie była gitara Gibsona, a jedynie jej kopia. Na sprzęt Gibsona nie mogłem sobie wtedy pozwolić. To była podróbka Les Paul.

- W młodości grałem na perkusji, ale kiepsko mi to wychodziło.

- Ja też na początku wcale nie grałem dobrze.

- Nie, nie wierzę…

[…i tu komplementy dalsze pod adresem Slasha i tego, jak zagrał na koncercie GNR we Florencji. Slash odwdzięcza się stwierdzeniem, że na wszystkich koncertach w Europie publiczność była wielka, ale te florencka była wyjątkowa.]

Dziennikarz zadaje pytania, które padły ze strony słuchaczy radiowych.

- Czy zanim zaczynasz grać, masz jakiś rytuał? Rozmawiasz z kimś, pijesz coś, czytasz książkę?

- Nie. Jedyna ważna rzecz to rozgrzewka. Przed wyjściem na scenę zawsze gram przez co najmniej godzinę. Potrzebuję czegoś w rodzaju przygotowania, żeby potem wyjść i dobrze wypaść. Zawsze możesz też rozgrzać się już na scenie, ale wtedy załapujesz odpowiedni rytm dopiero około piątej, szóstej piosenki. Właśnie dlatego przed koncertem gram przynajmniej przez godzinę.

- Jakie są twoje wymagania, kiedy jesteście w trasie?

- Nie mamy żadnych wymagań. Co najwyżej woda i orzeszki, nic nadzwyczajnego.

- Wielu słuchaczy nalegało, żebym zapytał cię o horrory. Zajmujesz się przecież ich produkcją. Nadal lubisz to robić?

- Tak. Obecnie mam na warsztacie cztery projekty na różnych etapach zaawansowania. Właśnie podpisałem umowy na dwa filmy. Radzę sobie, choć to znacznie wolniejszy proces niż tworzenie muzyki. No i jest w niego zaangażowanych znacznie więcej osób.

- Jesteśmy w Los Angeles. Jak zmieniała się tutejsza scena od połowy lat osiemdziesiątych?

- Wiesz, może to dziwne, ale nie było mnie tutaj, kiedy dokonała się przemiana. Do 1987 Gunsi nie mieli tutaj najlepszej prasy. Wyjechaliśmy, a po powrocie, w latach ‘88/’89, na rockowej scenie nie działo się już nic specjalnego. Ta sytuacja utrzymuje się właściwie do teraz.

- Myślisz, że rock and roll cieszy się dobrym zdrowiem? Bo w prasie często pojawia się opinia, że umarł…

- Taak. Ludzie lubią spekulować. Tak naprawdę to rock and roll jest czymś w rodzaju wewnętrznego nastawienia i jako takie towarzyszy nam wszędzie. Do tego trzeba dodać fakt, że zmienia się też pod względem komercyjnym… Raz jest na fali, a raz nie. Po prostu trzeba czekać, aż wróci tendencja zwyżkowa.

- Czy nowe pokolenie jest twoim zdaniem faktycznie rockowe, czy bardziej nastawione na komercję?

- Widzę naprawdę wielu młodych ludzi pasjonujących się rockiem w sposób, którego od dawno na oglądałem. Ciekawie byłoby obserwować, jak to się rozwinie w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Trudno powiedzieć, ile w tych tendencjach będzie komercji, ale lubię myśleć, że pewne rzeczy są owocem czystej pasji, która nie ma nic wspólnego z pieniędzmi, przemysłem muzycznym czy sukcesem komercyjnym. Ta tendencja wydaje się obecnie przeważać i to nastraja mnie optymistycznie. 

- Powiedziałeś swego czasu, że granie uratowało ci życie. Jakich rad mógłbyś udzielić przyszłym muzykom?

- No cóż… każdy człowiek jest inny. W moim przypadku wchodziło w grę wiele czynników zewnętrznych, projektów, w które byłem zaangażowany. Ale owszem, udało mi się wyjść na prostą dzięki gitarze i muzyce w ogóle. Co się tyczy porady dla młodych muzyków. Jak mówiliśmy wcześniej, najważniejsze to grać dlatego, że kocha się to robić.

- W twojej muzyce aspekt wizualny zawsze miał spore znaczenie. Współpracowałeś na przykład z wybitnym artystą Ronem Englishem. Dlaczego go wybrałeś? Podoba ci się jego sztuka?

- Lubię jego styl. Zawsze miałem słabość do pop-artu, a sądzę, że on jest obecnie jednym z najwybitniejszych artystów tego nurtu.

- Jesteś fanem portali społecznościowych? Wiem, że jesteś na Twitterze. Sęk w tym, że na takich portalach można znaleźć zarówno rzeczy wartościowe, jak i zwykłe śmieci.

- Na portalach jest się po to, żeby wyszukiwać interesujące rzeczy albo ludzi, którzy coś interesującego publikują.

- Rozmawialiśmy już o gitarze. Jesteś pierwszym światowym ambasadorem Gibsona. To wielkie wyróżnienie, ale sądzę, że wiąże się również z wielką odpowiedzialnością.

- Prawda jest taka, że gram właściwie tylko na Les Paul, nie jest to więc aż takie trudne. Oczywiście tego rodzaju wyróżnienie to wielki zaszczyt. 

- Moi słuchacze są ciekawi, jakie są twoje relacje z pozostałymi członkami zespołu. Z Mylesem na przykład. Czy jesteście przyjaciółmi? Spotykacie się? Jeździcie razem na motorach?

- Tak, spotykamy się. Niedawno byliśmy razem w kinie. Nie mamy motorów, ale wychodzimy razem, jeździmy na koniach, na gokartach, chodzimy do restauracji. Tak, jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.

- Co teraz? Robisz sobie przerwę, a potem znowu ruszasz w trasę? 

- Nie, gramy we wtorek.

- Zatem: zero relaksu?

- Właściwie tak. Gram teraz w dwóch zespołach i chociaż wcześniej też wiecznie byłem zajęty, teraz jest inaczej. Kiedy dłużej gram z Gunsami, muszę pędzić do Konspiratorów. Jadę z nimi w trasę, później wracam do Gunsów, potem znowu do Konspiratorów… i tak dalej. 

- Chciałabym o coś jeszcze zapytać. Byłem na koncercie we Florencji i wiem, że grałeś bezbłędnie. Jak to robisz, że znasz wszystkie numery na pamięć?

- Zabieram ze sobą płyty do samochodu, żeby w podróży móc słuchać tego, co danego wieczoru mamy grać. Czasami też ćwiczę w domu, odgrywając piosenki od końca do początku. To trochę tak, jakbyś uczył się grać na gitarze – musisz ćwiczyć palce, żeby pewne partie po prostu zapamiętać. Nic nie przychodzi ot tak, bez treningu.

- Jaka jest różnica pomiędzy koncertami w Ameryce i Europie?

- Europejska publiczność zazwyczaj znacznie bardziej się emocjonuje, łatwiej wzbudzić w niej entuzjazm. Publiczność amerykańska jest trochę bardziej powściągliwa. Wynika to głównie stąd, że jest tutaj coś, co my nazywamy „overkill”… Cały czas pojawia się mnóstwo nowych propozycji. Dlatego trzeba ludźmi wstrząsnąć, pokazać im, że coś się dzieje… Trzeba bardziej się postarać, żeby ich „rozgrzać”.

- Jaki jest twój ulubiony album, oczywiście poza tymi, które sam stworzyłeś?

- Nigdy nie słucham własnych albumów, jedynie kiedy ćwiczę.

- Czy jest jakiś artysta, który daje ci wyjątkową energię? Albo przypomina czasy dzieciństwa?

- Często słucham muzyki na Pandorze czy Spotify. Głównie są to Stonesi, Led Zeppelin, Aerosmith i AC/DC.

- Jednym słowem: dziarscy staruszkowie.   

- Tak naprawdę nie ma dzisiaj w obiegu niczego, co byłoby równie intensywne. Ale słucham też wielu nowych artystów i mnóstwo bluesa. Może więcej bluesa niż czegokolwiek innego. Moi trzej ulubieńcy to Albert King, B.B. King i Freddie King.

- Płynie w tobie angielska krew.

- Tak. To w Anglii po raz pierwszy zetknąłem się z rock and rollem. Mój ojciec i jego bracia uwielbiali rocka. Moja przygoda z muzyką zaczęła się od takich zespołów jak Yardbirds, Stones, Kinks, oczywiście The Beatles… Gene Vincent…   

 Podziękowania.
Na koniec Slash dziękuje włoskim fanom i zaprasza ich na koncert Konspiratorów, który odbędzie się 8 marca w Mediolanie.
   


Filmik z wywiadu:
https://www.virginradio.it/video/video/252068/slash-guarda-l-intervista-integrale-esclusiva-realizzata-da-ringo-a-los-angeles.html
« Ostatnia zmiana: Październik 01, 2018, 08:38:01 am wysłana przez mafioso »
"Robiłem to w najlepszej wierze, jak mówił jeden gentleman, który uśmiercił swą żonę, gdyż była z nim nieszczęśliwa."

Offline sunsetstrip

  • Garden Of Eden
  • ********
  • Wiadomości: 4681
  • 13000 postów
  • Respect: +2631
Odp: Slash – wywiad dla Virgin Radio Italy
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 01, 2018, 10:45:56 pm »
+2
Slash: nie spie, bo udzielam wywiadow
NAJBARDZIEJ KONTROWERSYJNY


guest2849

  • Gość
Odp: Slash – wywiad dla Virgin Radio Italy
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 02, 2018, 08:04:12 am »
0
Mnie tyko martwi tworzenie przez Slash'a filmów typu horror,po za tym wszystko jest  w   idealnym porządku.

 

Slash na "pikniku" rockowym

Zaczęty przez Zqyx

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 2328
Ostatnia wiadomość Październik 13, 2009, 03:47:12 pm
wysłana przez Meximax