Autor Wątek: Hirek Wrona o AFD na 39 rocznicę  (Przeczytany 434 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline sunsetstrip

  • Scraped
  • **********
  • Wiadomości: 9309
  • 18000 postów
  • Respect: +4783
Hirek Wrona o AFD na 39 rocznicę
« dnia: Lipca 23, 2026, 09:30:54 am »
+1
Dziennikarz muzyczny Hirek Wrona wrzucił na swojego FB wspomnienia związane z debiutanckim albumem GNR. 21 lipca minęło 39 lat od wydania tej wybitnej płyty.



21 lipca 1987 roku ukazała się jedna z moich ulubionych płyt rockowych "Appetite for Destruction” Guns N' Roses. To nie tylko wielki rockowy album. To jeden z tych krążków, które stały się dokumentem swojej epoki, a jednocześnie pomogły tę epokę zmienić. Gdybym miał określić jej znaczenie jednym zdaniem: "Appetite for Destruction” było ostatnim wielkim triumfem niebezpiecznego, ulicznego rock’n’rolla przed nadejściem alternatywy — płytą, która w samym środku plastikowych lat 80. przywróciła rockowi brud, seks, strach i autentyczne poczucie zagrożenia.
To jest absolutny kanon historii rocka — 10/10 pod względem znaczenia Debiut Guns N’ Roses z 1987 roku postawił zespół niemal natychmiast wśród największych rockowych grup świata. Co niezwykłe, nie był to album skonstruowany jak bezpieczny produkt dla masowego odbiorcy. Był wulgarny, agresywny, seksualny, narkotyczny, czasem wręcz odpychający. I właśnie dlatego działał. W epoce, gdy mainstreamowy hard rock coraz częściej oznaczał natapirowane włosy, błyszczące teledyski i perfekcyjnie wyprodukowane refreny, Guns N’ Roses wyglądali jak ludzie, których naprawdę lepiej było nie spotkać o trzeciej nad ranem na Sunset Strip. To była ogromna różnica. Przywrócili rockowi niebezpieczeństwo To dla mnie klucz do znaczenia tej płyty.
Rock’n’roll od początku miał być trochę niebezpieczny. Elvis był niebezpieczny dla rodziców. The Rolling Stones byli niebezpieczni. The Doors byli niebezpieczni. Iggy Pop był niebezpieczny. Sex Pistols byli niebezpieczni. A w połowie lat 80. duża część rockowego mainstreamu została już świetnie opakowanym produktem MTV. I wtedy pojawiają się Guns N’ Roses. Oni nie grali niebezpiecznych. Oni sprawiali wrażenie, że naprawdę tacy są.
"Welcome to the Jungle” nie brzmi jak fantazja o Los Angeles. Brzmi jak ostrzeżenie. To jeden z najważniejszych utworów otwierających album w historii. Pierwsze sekundy są genialne dramaturgicznie. Gitara Slasha. Narastające napięcie. Krzyk Axla. I nagle jesteśmy w dżungli. To muzyczne wejście do Los Angeles widzianego nie jako Fabryka Snów, ale jako miejsce, które pożera ludzi przyjeżdżających po sukces. Dlatego ten utwór wyrasta poza rock. Stał się elementem języka popkultury: sportu, kina, telewizji, reklamy, gier. Fraza: "Welcome to the Jungle” funkcjonuje dziś niemal niezależnie od piosenki. To jeden z najlepszych dowodów na to, że album przekroczył granice muzyki.
A potem mamy "Sweet Child o’ Mine” — jeden z najbardziej rozpoznawalnych riffów w historii. I tutaj wydarzyło się coś fascynującego. Zespół, który wyglądał jak gang przestępców, nagrał... jedną z najpiękniejszych rockowych piosenek miłosnych lat 80. Slash stworzył riff, który można rozpoznać po kilku nutach. To poziom kulturowej rozpoznawalności: "Smoke on the Water”, "(I Can’t Get No) Satisfaction”, "Whole Lotta Love”, "Sunshine of Your Love”. Takich riffów jest w historii naprawdę niewiele. A dzięki "Sweet Child o’ Mine” Guns N’ Roses przestali być tylko groźnym zespołem z Los Angeles. Stali się zespołem dla milionów ludzi.
"Paradise City” dopełniło świętą trójcę.
Niewiele albumów ma trzy utwory o takim statusie: "Welcome to the Jungle" "Sweet Child o’ Mine" "Paradise City". Każdy z nich stał się klasykiem. Ale co nażniejsze — każdy pokazuje inną twarz zespołu. "Jungle” — zagrożenie. "Sweet Child” — emocje. "Paradise City” — wielki rockowy hymn. To właśnie dlatego "Appetite” nie jest płytą jednego przeboju. Ale największa siła albumu kryje się poza singlami. Tu zaczyna się prawdziwa wielkość tej płyty. "Mr. Brownstone” — narkotyki i uzależnienie. "Nightrain” — alkohol, ulica, życie bez hamulców. "My Michelle” — brutalny portret życia daleki od romantycznego rockowego mitu. "Rocket Queen” — seks, obsesja, dekadencja, ale też zaskakująca emocjonalność. "It’s So Easy” — nihilizm i arogancja. To właściwie kronika nocnego Los Angeles drugiej połowy lat 80. Tyle że napisana przez ludzi znajdujących się wewnątrz tego świata, a nie obserwujących go z bezpiecznej odległości. I dlatego jest tak wiarygodna.
Slash stworzył archetyp gitarzysty rockowego na następne dekady: cylinder, Les Paul, papieros (choć tu protoplastami byli Eric Clapton i Keith Richards), kręcone włosy zasłaniające twarz. Slash stał się ikoną wizualną popkultury. Można pokazać jego sylwetkę bez twarzy i większość fanów muzyki natychmiast wie, kto to jest. To poziom ikonografii porównywalny z Hendrixem z afro i Stratocasterem czy Elvisem w charakterystycznym scenicznym kostiumie. A co najważniejsze — Slash przywrócił mainstreamowemu rockowi gitarę zakorzenioną w bluesie, hard rocku lat 70., Aerosmith, Zeppelinach, Stonesach. Nie chodziło o gitarową olimpiadę techniczną. Chodziło o feeling.
Axl Rose był jednym z ostatnich wielkich rockowych frontmanów starego typu. Axl był jednocześnie charyzmatyczny, nieprzewidywalny, wściekły, wrażliwy, autodestrukcyjny, kontrowersyjny. Czyli posiadał wszystko, czego popkultura potrzebuje, żeby stworzyć mit rockowej gwiazdy. I co ważne — jego głos był natychmiast rozpoznawalny. Od niskiego, niemal złowrogiego rejestru po charakterystyczny wrzask. Nie dało się go pomylić z nikim.
"Appetite for Destruction” pojawia się w 1987 roku. Jeszcze trwa epoka MTV, Bon Jovi, Def Leppard, Mötley Crüe, glam metalu, wielkich budżetów, stadionowego rocka. Już jednak nadchodzą Nirvana, Pearl Jam, Soundgarden czy Alice in Chains. I tutaj pojawia się paradoks: Guns N’ Roses należą wizualnie do świata lat 80., ale emocjonalnie zapowiadają lata 90. Bo w ich muzyce nie ma optymistycznej fantazji - są alienacja, uzależnienie, przemoc, chaos, rozczarowanie czy autodestrukcja.
"Appetite” jest pomostem między dekadami. To także jeden z ostatnich momentów absolutnej dominacji rocka. Kilka lat później świat muzyki popularnej będzie już wyglądał inaczej. Hip-hop zacznie coraz mocniej przejmować rolę muzyki młodzieżowego buntu. Grunge zburzy estetykę hair metalu. Elektronika stanie się językiem nowego pokolenia. Pop zacznie ewoluować w stronę zupełnie innego modelu gwiazd. Dlatego "Appetite for Destruction” można potraktować jako jeden z ostatnich wielkich pomników epoki, w której zespół z gitarami mógł stać się centrum światowej popkultury. Guns N’ Roses nie uratowali "hair metalu". Oni pokazali, dlaczego za chwilę musiał umrzeć bo byli zbyt prawdziwi. Na ich tle wiele innych zespołów zaczęło wyglądać jak kostium. A cztery lata później Nirvana zrobiła kolejny krok.
Gdzie umieściłbym "Appetite” w historii? Gdybym tworzył listę 50 najważniejszych albumów w historii muzyki popularnej, "Appetite for Destruction” miałoby bardzo poważne argumenty, żeby się na niej znaleźć. W kategorii najważniejsze debiuty wszech czasów — ścisła czołówka. Obok: "Are You Experienced” Hendrixa, "The Velvet Underground & Nico”, pierwszego albumu The Doors, "Horses” Patti Smith, "Never Mind the Bollocks” Sex Pistols czy "Illmatic” Nasa. Nie dlatego, że wszystkie są podobne muzycznie. Łączy je coś ważniejszego: po ich pojawieniu się świat muzyki nie wyglądał już dokładnie tak samo.
A "Appetite” ma jeszcze jedną niezwykłą cechę: nie brzmi jak muzeum lat 80. Włączasz "Welcome to the Jungle” głośno w 2026 roku — i ta płyta nadal gryzie.
« Ostatnia zmiana: Lipca 23, 2026, 10:12:45 am wysłana przez sunsetstrip »
NAJBARDZIEJ KONTROWERSYJNY

 Q. Are you a manager or director of Team Brazil?
 A. I can barely manage myself.

Offline daub

  • Byli moderatorzy/newsmani
  • Garden Of Eden
  • *****
  • Wiadomości: 4308
  • Płeć: Mężczyzna
  • Unra go mać!
  • Respect: +1708
Odp: Hirek Wrona o AFD na 39 rocznicę
« Odpowiedź #1 dnia: Lipca 23, 2026, 01:32:13 pm »
0
Fajnie napisane....

Offline sunsetstrip

  • Scraped
  • **********
  • Wiadomości: 9309
  • 18000 postów
  • Respect: +4783
Odp: Hirek Wrona o AFD na 39 rocznicę
« Odpowiedź #2 dnia: Lipca 27, 2026, 12:02:37 pm »
0
 Mój ranking kawałków z AFD na dziś:

1 RQ
2 NT
3 PC
4 SCOM
5 TAY
6 ISE
7 MM
8 OTGM
9 WTTJ
10 MRB
11 YC
12 AG
NAJBARDZIEJ KONTROWERSYJNY

 Q. Are you a manager or director of Team Brazil?
 A. I can barely manage myself.

Offline Tymeg_2

  • Atittude
  • ******
  • Wiadomości: 1449
  • Płeć: Mężczyzna
  • We died before we start to live...
  • Respect: +363
Odp: Hirek Wrona o AFD na 39 rocznicę
« Odpowiedź #3 dnia: Lipca 29, 2026, 10:23:55 am »
0
A u mnie tak, trochę inaczej, osiem absolutnych killerów i cztery mniej zabójcze  :P:
Nightrain
Out Ta Get Me
Paradise City
Welcome to TheJungle
Rocket Queen
Mr. Brownstone
It's So Easy
You're Crazy

My Michelle
Think About You
Sweet Child O' Mine
Anything Goes

Ph’nglui mglw’nafh Cthulhu R’lyeh wgah’nagl fhtagn

 

Duff: Zależało nam, żeby AFD brzmiało jak na próbach [duff]

Zaczęty przez naileajordan

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 1156
Ostatnia wiadomość Lutego 17, 2024, 07:58:07 am
wysłana przez Zqyx