No siema. Byłem z Wami, nie piłem z Wami
@sylvik i
@mafioso, super, że odnależliście e mnie przy okazji koncertu, miło mi było bardzo

Dzięki wszystkim, którzy próbowali się skontaktować ze mną w czwartek, byłem wtedy jednak w zupełnie innym miejscu i w sumie w sobotę też jeszcze miałem tam być, ale Gunsi ważniejsi.
6 koncert Gunsów, nie było mnie w Gdańsku i na pierwszym gliwickim koncercie. Tradycyjnie unikałem spoilerów setlistowych, więc zaskoczyła mnie długość koncertu, co jeszcze z zaskoczeń? Na pewno Think About You i Black Leather, choć jak spojrzałem, że w czwartkowym secie było Neat Neat Neat to przez moment było mi smutno.
Tym razem skupiłem się na chłonięciu koncertu wszystkimi zmysłami, a nie oglądaniu go przez filmiki w komórce, które nagram i chwilę później o nich zapomnę. Nie śpiewałem, po raz pierwszy chyba, być może dbając o uszy moich koncertowych towarzyszek i o to, żeby jednak na nagraniach słyszały Axla, a nie mnie

Forma zespołu stabilna, forma Axla również, aczkolwiek był wyraźnie bardziej rozgadany i chyba w lepszym nastroju niż w Warszawie.
Ktoś po koncercie zapytał mnie, czy fanom nie przeszkadza forma wokalna Axla, odpowiedziałem, że sądzac po tłumach na obu koncertach niekoniecznie. Osobiście zaakceptowałem tę formę, czasem tylko na twarzy pojawi się banan jak słyszę YCBM i wiem, że inni również słyszą Mikiego, ale jak widać nie wszyscy go wychwytują

Ogólnie uważam, że dostałem to za co zapłaciłem. Czy setlista mogłaby być lepsza? Nie wiem, może. Może gdyby zamiast Absurd, czy Atlas, albo Wichity zagrali np. Maddy to byłbym bardziej zadowolony, może gdzieś tam podświadomie liczyłem na Ain't It Fun, które pojawiło się na jednym z filmików, bodajże Duffa, ale nie wiem. Nie było w tym secie nic na co szczególnie bym czekał, albo jakoś wybitnie mnie zaskoczyło. Najmocniejsze, najbardziej emocjonalne punkty dla mnie ze względów osobistych to November Rain, Estranged i oczywiście TAY. Z animacji najbardziej podobały mi się niepokojące RQ, przemyślane Nightrain, ciekawe Dead Horse i emocjonalne NR. Reszta, z małymi wyjątkami wydawała się dziełem niepowiązanym z piosenkami, ale może coś mi umknęło.
Wiem za to, że po godzinie koncertu chciałem KOHD, bo miałem wrażenie, że ciągle jest mega głośno i hucząco, no i w pewnym stopniu z ulgą powitałem końcówkę koncertu. Może to moja chwilowa niedyspozycja, bo gdy wyszedłem z koncertu na chwilę przy Wichicie potem byłem już w stanie dotrwać do końca. Co ciekawe takich odczuć nie miałem w studni narodowej.
Czy poszedłbym ponownie? Na Śląsku raczej tak, bo to mój rejon "grasowania"

, w Warszawie być może, w innych rejonach Polski chyba już niekoniecznie. Czy czekam na kolejny koncert Gunsów? Na ten moment mój apetyt na destrukcję został zaspokojony. Pytanie na jak długo
