Autor Wątek: Duff McKagan – wywiad dla Spin (lipiec 2019)  (Przeczytany 619 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline naileajordan

  • Atittude
  • ******
  • Wiadomości: 1989
  • Płeć: Kobieta
  • "So never mind the darkness"
  • Respect: +2110
Duff McKagan – wywiad dla Spin (lipiec 2019)
« dnia: Lipiec 20, 2019, 06:17:19 pm »
+3
 


* Duff mówi ostatnio bardzo dużo i często się powtarza, dlatego uszczupliłam wywiad o te fragmenty, których sens był już na forum kilkakrotnie przytaczany (tym niemniej, pewne rzeczy i tak się powtarzają…). 

Jest czwartkowe popołudnie i w eleganckiej restauracji Astor Court w St. Regis Hotel roi się od podróżnych i ludzi interesu, których spodziewałbyś się raczej spotkać w jakimś pięciogwiazdkowym hotelu na Manhattanie.

W kącie, na tapicerowanej niebieskim aksamitem ławeczce siedzi Duff McKagan. Ma na sobie to co zawsze: obcisłe jeansy i koszulkę bez rękawów. Owszem, po wielu latach uprawiania sportów walki i jazdy na rowerze górskim pięćdziesięciopięcioletni basista Guns N’ Roses jest niesłychanie atletyczny, dlatego trudno się dziwić tej jego alergii na długie rękawy.

McKagan jest w mieście, żeby lansować „Tenderness”, solowy album wyprodukowany przez laureata Nagrody Grammy, Shootera Jenningsa.   

Jedno nie ulega wątpliwości: Duff lubi mówić. Rozmowie z nim towarzyszy fizyczny kontakt – McKagan ma zwyczaj wyciągać ręce i lekko dotykać ramienia rozmówcy, żeby podkreślić wagę tego, co mówi – jak ojciec, który chce się upewnić, że dziecko właściwie go zrozumiało. To ujmująca cecha, choć kiedy dany temat budzi żywsze emocje, lekkie klepnięcia niebezpiecznie ocierają się o uderzenia.
A tematem może być wszystko – stara płyta Stiff Little Fingers, której Duff słuchał jako podrostek, współpraca z Jenningsem czy książki historyczne przeczytane w czasie ponad dwuletniej trasy koncertowej z Guns N’ Roses.   
 
I oczywiście punk. Mówienie o starych płytach punkowych wydaje się nigdy Duffa nie męczyć. 


Jak się czułeś, kiedy swego czasu oglądałeś koncerty Black Flag?

Duff: Mój pierwszy koncert był zarazem otwarciem koncertu Black Flag.

Poważnie?

Duff: Ich wokalistą był wtedy Ron Reyes. Nie widziałem Black Flag z Keithem Morrisem. Potem zobaczyłem ich jeszcze z Dezem Cadeną, który ostatecznie został gitarzystą, a jego miejsce na wokalu zajął Henry [Rollins]. Jakiś czas później ja i mój zespół 10 Minute Warning wyruszyliśmy z Black Flag w trasę. Graliśmy w pięciu miastach, od Vancouver po San Francisco i Los Angeles. Występując w Cathay de Grande, zetknąłem się z wczesną sceną punk w Los Angeles.   (…)

Za moich czasów punk był dla różnych ludzi. Każdy mógł dołączyć. Geek, freak, artysta, bezdomny… ktokolwiek. Punk był otwarty na wszystkich: homo- i heteroseksualnych, białych i czarnych. Wszyscy odkryliśmy takie kapele jak The Stooges, MC5, The Sweet, AC/DC, Cheap Trick, wczesnego Prince’a… Potem coś się zmieniło. Trzy razy oberwałem od kolesiów z uniwersytetu w Waszyngtonie tylko za to, że byłem punkiem.   

Kiedy mówisz: „byłem punkiem”, masz na myśli również liberty spikes [charakterystyczna fryzura punkowa – przyp. tłum.]?

To było przedtem. Miałem kurtkę ze skóry, tlenione włosy, zdaje się, że też [buty] Chuck Taylors czy coś w tym guście. Być może poszło o blond włosy w stylu Ramones. W Seattle było raptem około 75 punków. W tamtym czasie za bycie punkiem mogłeś oberwać. Nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że byłeś inny. Ale to tylko nas motywowało. Myśleliśmy: „Skoro ich to przeraża, to znaczy, że robimy coś ważnego”.   

Wiele się nauczyłem na temat prawdy w muzyce. Nigdy nie grałem dla pieniędzy czy lasek. W kapelach punkowych nie grało się dla kobiet czy mamony, bo tego po prostu nie było. Chodziło wyłącznie o muzykę, zawartą w niej pasję, oglądanie ulubionych zespołów.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Axla… [Po przyjeździe do] Los Angeles najpierw poznałem Slasha i on pokazał mi LA Guns. To byli bardzo wcześni LA Guns, a Axl był ich wokalistą. Widziałem, jak wychodzi na scenę, tę jego surowość… Widziałem autentyczny gniew i dzikość. Pomyślałem: „Ten gość mógłby zeskoczyć ze sceny i skopać mi dupę”. Rozbił na scenie szkło. Coś go wkurzyło i to było takie autentyczne… Widziałem, jak ludzie się odsuwają, i powiedziałem sobie: „Uwielbiam, k***a, tego faceta” [śmiech].       
Kilka tygodni później spotkałem Izzy’ego [Stradlina] i on powiedział: „Zakładam zespół z gościem o imieniu Axl”. Zamieszkał po drugiej stronie ulicy. Prawdopodobnie znasz tę historię. 

Czy to wtedy Sly Stone był twoim sąsiadem i przychodził, żeby palić crack w twojej łazience? 

Duff: To było w moim drugim mieszkaniu [w Los Angeles]. Tamto mieściło się za rogiem. Sly and The Family Stone… Znasz ich?

Jasne!

Duff: Wychowałem się na ich muzyce. Kiedy przeprowadziłem się do Los Angeles, nie byłem żółtodziobem. Miałem już na swoim koncie występy w kapelach punkowych, ale wydawało mi się, że Sly musi mieszkać w jakiejś posiadłości. A potem sąsiad, który został moim najlepszym przyjacielem, powiedział: „Sly Stone mieszka nad nami”. Za mieszkanie płaciliśmy 200 dolarów na miesiąc. To była obskurna nora, a on siedział w prostytucji i sprzedawał towar. Pomyślałem: „To jakiś żart, k***a? Więc stąd biorą się te hałasy u góry”. To była dla mnie nauczka: „Nie spier***l tego”.     

Albo załóż biznes.

Duff: Moi rodzice przeżyli czasy recesji. (…) Ojciec był strażakiem i miał ośmioro dzieci, więc college nie wchodził w grę. Mój brat Matt zapisał się na uniwersytet, a mój drugi brat, Mark, pojechał do Wietnamu, uzyskał rządowe stypendium i dopiero potem poszedł do college’u. Tak w naszej rodzinie wyglądała nauka.
Moi rodzice wychowali się w czasach recesji, a do tego byli starsi niż znaczna część rodziców. Inni w ich wieku był już dziadkami. Słuchałem opowieści o tym, jak wyglądało życie w czasach recesji. Na nowej płycie zawarłem piosenkę pod tytułem „Cold Outside”. To, że mnie samego nie spotkał taki los, zawdzięczam wyłącznie opatrzności, Bożej łasce czy może łutowi szczęścia. Do dziś patrzę z tej perspektywy na bezdomnych, o których opowiadali mi rodzice. W tamtych czasach nie było pracy. Niczego nie było.     

Jeżeli chodzi o „Tenderness”, to ciekawi mnie frustracja, jaką wywołują u ciebie komentarze w stylu: „Nie wychylaj się”, dotyczące wypowiedzi na tematy polityczne. Masz korzenie punk rockowe, a punk, jak wiadomo, zawsze mówił o polityce wprost.

Duff: Podobnie jak hipisi i inni. Czy wiesz, że w pierwszych amerykańskich gazetach ostatnia strona była pusta?

Nie.

Duff: W tamtych czasach drukowano jakieś dziesięć gazet na miasteczko. Ostatnia strona była pusta i ludzie mogli komentować na niej przeczytane artykuły. Potem trzeba się było pod nimi podpisać i podać adres. Inaczej mówiąc: wziąć na siebie odpowiedzialność. 

Odpowiedzialność za własne słowa.

Duff: Próbowano propagować zasadę: „My, obywatele, mamy prawo zabierać głos”. Stany Zjednoczone jeszcze nie istniały, a ludzie już rozumowali w następujących kategoriach: „Możemy się wypowiadać. Żyjemy tutaj i chociaż płacimy podatki na rzecz [Anglii], to chcemy być sobą. Dlatego musimy powołać własne rządy, liczyć się, mieć coś do powiedzenia”.
Sądzę, że dzisiaj, w czasach portali społecznościowych, tego rodzaju nastawienie jest w odwrocie. Przyczyniają się do tego niezliczone anonimowe posty, zawierające słowa, których autorzy nie mieliby odwagi powiedzieć komuś prosto w twarz. Bardzo uderzyło mnie to, co spotkało LeBrona Jamesa.

Zawodowi sportowcy często bywali politycznie aktywni.

Duff: To prawda. Kiedy Jackie Robinson [pierwszy Afroamerykanin, który grał w amerykańskiej pierwszej lidze baseballowej – przyp. tłum.] zaczął grać w Major League, szef Los Angeles Dodgers powiedział mu: „Słuchaj, nie będzie łatwo. Na swojej drodze napotkasz sporo gówna. Jesteś na to gotowy? Wierzę w ciebie!”. A Jesse Owens w epoce faszyzmu? Swoją postawą powiedział: „Liczymy się my, ludzie. Koniec końców, to do nas należy władza”.

Debaty polityczne czasami przypominają wrestling.

Duff: Domyślam się, że chodzi o to, żeby widz był przyklejony do telewizora. Ja nie byłem, ale wiem, że niektóre kanały robiły kokosowe interesy, bo ludzie nie mogli się od nich oderwać. Oni mają swoje sztuczki. Zresztą ja też oglądałem. Od listopada [2015] do kwietnia [2016], kiedy rozpoczęła się trasa Guns N’ Roses. Obserwowałem różnych ludzi na Twitterze i totalnie dałem się wciągnąć.   

Oglądałeś serwisy informacyjne i obserwowałeś ludzi na Twitterze?

Duff: Tak. Głównie tych, których znałem z telewizji. Na zasadzie: „Podoba mi się jego podejście, będę go obserwował”. Czytam dużo tekstów historycznych i wiem, że pewne rzeczy są cykliczne. [Powiedziałem sobie:] „To nie jest człowiek, z którym naprawdę chciałbym się spotkać. Za bardzo się w to wciągnąłem”. Dlatego wyłączyłem serwisy informacyjne, przestałem czytać wpisy różnych osób i znowu zacząłem kibicować Seahawks i Mariners. Właśnie dlatego swego czasu zarejestrowałem się na Twitterze – żeby móc śledzić losy moich ukochanych drużyn z każdego zakątka świata. 
 
Czy w dniu wyborów byłeś z Guns N’ Roses w trasie?

Duff: Byliśmy w Sao Paulo w Brazylii.

Jak przeżywaliście to w zespole?

Duff: Moja matka nauczyła mnie, że niegrzecznie jest rozmawiać o pieniądzach, polityce i religii. Dlatego zamiast komentować wynik wyborów i dokonania aktualnych władz powiem tyle: żyję wystarczająco długo i zapoznałem się z naszymi dziejami na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że historia jest cykliczna. Mamy skłonności do przywiązywania zbyt dużej wagi do tego, co dzieje się w danym momencie. Pogrążenie się tak jak ja na tamtych kilka miesięcy wcale nie jest zdrowe. To nie jest rzeczywistość.     

Wiele nauczyłem się dzięki starej muzyce punk. Początkowo nie rozumiałem, o czym śpiewają The Clash. Nie wiedziałem też, o czym tak naprawdę mówią Stiff Little Fingers [północnoirlandzki zespół punkrockowy – przyp. tłum.]. Co to jest „suspect device”? Ale pewnego dnia, kiedy ich słuchałem, moja mama weszła do pokoju i spojrzała na okładkę albumu. Mam irlandzkich przodków, mój dziadek był Irlandczykiem. [Mama] rozpłakała się i powiedziała: „Biedni chłopcy, przecież to Bloody Sunday. Suspect device to nic innego jak bomba, a ci młodzi ludzie musieli się z tym wszystkim zmierzyć”. „Jak to?”, zapytałem. A wtedy opowiedziała mi o „The Troubles” [konflikt w Irlandii Północnej, który rozpoczął się u schyłku lat sześćdziesiątych – przyp. tłum.] i całej reszcie. Do tamtej pory nie miałem o tym pojęcia, ale zacząłem zgłębiać temat, czytać o tym i stałem się bardziej świadomy politycznie.       






Źródło



« Ostatnia zmiana: Lipiec 20, 2019, 11:10:22 pm wysłana przez naileajordan »
"Robiłem to w najlepszej wierze, jak mówił jeden gentleman, który uśmiercił swą żonę, gdyż była z nim nieszczęśliwa."

Offline sunsetstrip

  • One In A Million
  • *********
  • Wiadomości: 5512
  • 14000 postów
  • Respect: +2919
Odp: Duff McKagan – wywiad dla Spin (lipiec 2019)
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 20, 2019, 07:58:10 pm »
+2
takiego Duffa uwielbiam, ten facet naprawde powinien pisac ksiazki, widze ze spokojnie moglby napisac o punku albo o swoim kraju
NAJBARDZIEJ KONTROWERSYJNY


Offline Zqyx

  • Madagascar
  • ************
  • Wiadomości: 32627
  • Płeć: Mężczyzna
  • Why do you look at me when you hate me
  • Respect: +2631
    • Bumblefoot fans Poland
Odp: Duff McKagan – wywiad dla Spin (lipiec 2019)
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 21, 2019, 09:02:52 am »
+1
Duff przeszedł ogromną ewolucję od czasu opuszczenia GN'R. Stał się innym człowiekiem. Liczę na to, że napisze jeszcze coś i nawet niekoniecznie musi to być o Gunsach, choć miło by by było.
Podaruj mi 1% podatku :) Dziękuję!
KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 569/W

Offline owsik

  • magister guns n'roses
  • One In A Million
  • *********
  • Wiadomości: 6062
  • Płeć: Mężczyzna
  • Respect: +787
Odp: Duff McKagan – wywiad dla Spin (lipiec 2019)
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 26, 2019, 05:47:42 pm »
0
Po prostu bardzo mądry i inteligentny gość. Uwielbiam go za to, że wprost i kulturalnie wypowiada się na trudne tematy. Klasa.
Bardzo kocham swoją żonę :)

 

Slash dla "Team Rocka"

Zaczęty przez Lapny

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 2270
Ostatnia wiadomość Sierpień 28, 2016, 03:42:17 pm
wysłana przez Lapny