Autor Wątek: Where's Izzy: w poszukiwaniu zaginionego Gunsa  (Przeczytany 2866 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline naileajordan

  • Better
  • *******
  • Wiadomości: 2718
  • Płeć: Kobieta
  • "So never mind the darkness"
  • Respect: +2837
Where's Izzy: w poszukiwaniu zaginionego Gunsa
« dnia: Czerwca 27, 2017, 07:48:52 pm »
+9
W tych dniach LA Weekly zebrało sporo nagród w ramach LA Press Club Awards.
W kategorii Personality Profiles Online został nagrodzony biograficzny artykuł na temat Izziego.



Art Tavana, Where’s Izzy, „LA Weekly”, 22 października 2016





Podczas gdy jego były zespół jednoczy się i wyrusza w światową trasę, Izzy Stradlin zaszywa się w Mayberry w Kalifornii, w malowniczej Ojai Valley. Mieszka w domu otoczonym żelaznym ogrodzeniem i krzewami różowych róż. Różowych jak marynarka, którą zaprezentował w roku 1984, na koncercie Judas Priest w Long Beach Arena. 

Mury swojej posiadłości opuszcza jedynie wtedy, gdy pogoda sprzyja surfowaniu. Albo kiedy jest mu potrzebna nowa gitara. Czasem wyjeżdża też do rodzinnego Lafayette w Indianie, aby pojawić się w McGuire Music & Sound, gdzie – jeśli wierzyć Johnowi Millerowi, który przygotowuje film dokumentalny na temat pierwszych lat istnienia Guns N’ Roses – od października wystawiona jest na sprzedaż część jego sprzętu. 

Złośliwe języki utrzymują, że Izzy zdezerterował; inni dostrzegają w nim kogoś w rodzaju purysty, uczulonego na stadiony rockmana, który zapłacił wysoką cenę za sukces Guns N’ Roses. Fakt, że zabrakło go na kręceniu teledysku do „Don’t cry”, ballady, którą napisał wraz z Axlem i która pojawiła się na albumie „Use Your Illusion”, był początkiem końca.
„Nie jestem stworzony do brania udziału w kręconych z takim rozmachem teledyskach”, zdradził Stradlin w wywiadzie dla „Lafauette Journal & Courier” z 1993 roku.

Izzy odszedł z GNR, ponieważ drażniły go apodyktyczne inklinacje Axla. Od schyłku lat osiemdziesiątych jego wpływ na to, co działo się z zespołem, którego był współzałożycielem, sukcesywnie się zmniejszał. W wywiadach sprzed Monsters of Rock 1988 Axl mówił, że zespół jest „tworem politycznym”. A Izzy nigdy nie chciał grać w kapeli pokroju Rolling Stonesów, uchodzącej za najbardziej upolityczniony zespół rockowy na świecie.
Chciał tylko grać jak Keith Richards.

„Chciałem, żebyśmy po prostu grali, i tyle”, zdradził Izzy we wzmiankowanym już wywiadzie. „A w Guns N’ Roses to nie było już możliwe”.

Z biegiem lat Stradlin stał się kimś w rodzaju Man in Black swojego pokolenia. Tak właśnie o nim myślałem, kiedy zaszył się gdzieś z dala od świata, żeby śpiewać „Sunshine go away today. Don’t feel much like dancing”.

Izzy mi umknął. I nie tylko mnie. Dziennikarze z „Wall Street Journal” i „Rolling Stone” też chcieli przeprowadzić z nim wywiad.
Szukałem go nie tylko po to, żeby zapytać, dlaczego nie bierze udziału w reunionie, ale też po to, żeby zrozumieć okoliczności jego odejścia z zespołu w 1991 roku. I porzucenia Ju Ju Hounds trzy lata później. Chciałbym też dowiedzieć się czegoś więcej o 11 solowych albumach, które unikają wielopłaszczyznowości równie skrzętnie jak dzieła Warhola. Takie kawałki jak „Train Tracks”, rockowo-bluesowy utwór na temat dorastania w Lafayette, są znakiem charakterystycznym Izziego. Gdyby dodać do nich wokal Axla Rose’a, powstałyby utwory typowe dla Guns N’ Roses. Po opszczeniu zespołu Izzy stworzył mnóstwo takich numerów. 

Są też pastisze Stonesów, takie jak „Chop Away”.
Ten, kto przyjrzy się bliżej jego pogunsowej twórczości, może odnieść wrażenie, że Izzy tworzy muzykę, która jest dokładnym przeciwieństwem albumów „Use Your Illusion” oraz „Chinese Democracy”. Jej znakiem rozpoznawczym jest doprowadzony do ostatnich granic minimalizm, widoczny na przykład w „Concrete” z albumu o tym samym tytule, na którego okładce widnieje kawałek… betonu.

W piosence “Here Comes the Rain”, z albumu “Ride On” z 1999 roku, do znudzenia powtarzane są słowa „Here comes the rain”, będące odpowiedzią na „Here Comes the Sun”.

Pod wieloma względami Izzy jest George’em Harrisonem Guns N’ Roses – cichym człowiekiem, który nigdy nie otrzymał tego, co mu się należy. Z drugiej strony, nie można odmówić słuszności tym, którzy twierdzą, że Izzy dostał… za dużo. Eufemizmem byłoby stwierdzenie, że Izzy nigdy nie stworzył arcydzieła na miarę „All Things Must Pass” Harrisona. Gdyby nie Axl i Slash, piosenki Izziego byłyby jak psy myśliwskie, które boją się odgłosu wystrzałów. 

Któryś z użytkowników MyGnRForum mówi mi, że Izzy napisał „Here Comes the Rain”, oglądając Weather Channel – kanał poświęcony prognozom pogody. Nietrudno mi w to uwierzyć. To właśnie prostota zyskała Izziemu tylu fanów. Prostota stała się dla niego formą buntu. Jednocześnie jest dowodem na to, że Stradlin potrzebował kolegów z Guns N’ Roses, żeby wznieść się na szczyty artystycznej płodności.     

Pisząc o Izzym, mogłem się opierać wyłącznie na stworzonej przez niego muzyce. Stradlin nie doczekał się godnej tego miana biografii. Tę z 2005 roku, „Dust N’ Bones: The Untold Story of Izzy Stradlin”, trudno uznać za punkt zaczepienia.
„Pozbyłem się jej, kiedy tylko dotarło do mnie, że jej przeczytanie mija się z celem”, twierdzi Jimmy Ashhurst, basista z zespołu Ju Ju Hounds.   

Z tej przyczyny, a także z powodu introwertycznego usposobienia samego muzyka, trudno jest powiedzieć o Izzym cokolwiek pewnego. Stephen Davis pisze, że Izzy urodził się w 1962 roku na Florydzie. Ta sama informacja pojawia się w „Legends of Rock Guitar” Pete’a Prowna i H.P. Newquista.
W roku 1989, po tym, jak aresztowano go za oddanie moczu na pokładzie samolotu, Izzy wyprowadził w pole funkcjonariusza FBI, utrzymując, że pochodzi z Idaho.
„To błazen z krwi i kości”, skomentował tę sytuację Rick Richards, gitarzysta Georgia Satellites.   

W rzeczywistości Izzy Stradlin (a właściwie Jeffrey Dean Isbell) najprawdopodobniej przyszedł na świat 8 kwietnia 1962 roku w Lafayette, w stanie Indiana, na wschodnim brzegu rzeki Wabash. W owym czasie przez samo centrum miasta przebiegały jeszcze tory kolejowe.
Rodzina Izziego żyła w Indianie od wielu pokoleń. Jego babka ze strony matki urodziła się w 1916 roku w Bloomington. Ojciec Izziego, zatrudniony w firmie Alcoa, i jego matka, pracownica centrali telefonicznej, wzięli ślub w hrabstwie Tippecanoe. Było to 10 sierpnia 1961 roku.
Ojciec Izziego nazywa się Richard Clyde Isbell. On sam – albo przynajmniej człowiek o identycznych imionach i nazwisku – do dzisiaj figuruje w kartotekach hrabstwa Pasco, na Florydzie. To wyjaśnia, dlaczego Izzy bywa wiązany z tymże stanem. Wszystko wskazuje jednak na to, że muzyk wywodzi się z Indiany, a dokładniej z Lafayette.   

Ze zgromadzonych w archiwach dokumentów wynika, że pra-pra-pra-pra-pradziadkiem Izziego był kapitan Godfrey Isbell z Karoliny Północnej, znany z udziału w amerykańskiej rewolucji. Wydaje się, że w czasie zbrojnych rozruchów zamordował on sąsiada, Johna Chapmana, który naruszył jego dobra. W roku 1783, kiedy Stany Zjednoczone uniezależniały się od Wielkiej Brytanii, władze wysłały za kapitanem list gończy. 
„Wszystko wzięło się stąd, że Chapman wdarł się na włości Isbella i wyciął tam drzewo”, utrzymuje Ray Isbell, który przez ostatnich trzydzieści lat zgłębiał historię rodu Isbellów.
Ray jest dalekim kuzynem Izziego. Jego zdaniem Chapman potrzebował drzewa na… choinkę.     

Zapytany o muzyczne korzenie Izziego, Ray zwraca moją uwagę na osobę przyrodniego brata dziadka Stradlina, Josepha Wiiliama Isbella, znanego jako „Little Joe”.
Joseph urodził się w 1916 roku w Bloomington, w stanie Indiana. 6 czerwca 1953 na łamach „Billboardu” pojawiło się ogłoszenie. Niejaki „Little Joe”, zamieszkały w Indianie, poszukiwał „DZIEWCZĄT, z którymi mógłby powołać do życia HILLBILLY E WESTERN”. Co ciekawe, autor ogłoszenia doprecyzował, że nie interesują go „dziwni ludzie ani pijusy” (Wiele lat później, w roku 1984, Izzy umieścił w rubryce „Poszukuję” „Recyclera” bardzo podobne ogłoszenie; pisał w nim, że jest zainteresowany nawiązaniem współpracy z gitarzystą, który inspiruje się Aerosmith lub Hanoi Rocks, i dodawał, że ów gitarzysta „nie powinien mieć brody ani wąsów”).
Babka Izziego ze strony ojca, Elizabeth Adeline Barton, grała na perkusji w High Notes Organ Club w Indianie.   

Izzy zaczął swoją przygodę z muzyką od gry na bębnach. Na gitarę przerzucił się pod wpływem Ramones, których koncert z 19 września 1977 roku wyemitowała telewizja.
„Ramones to był mój ulubiony zespół”, zdradził Izzy Jeffowi Price’owi w wywiadzie z 2006.
Mistrzem gitary okazał się dla młodego muzyka Johnny Ramone.

W roku 1980 Izzy przybył do Hollywood. W tamtym czasie gra na perkusji wychodziła mu lepiej niż zmagania z gitarą.
„Miałem wtedy 18 lat”, opowiadał Izzy w 1993 w wywiadzie dla „Lafayette Journal & Carrier”. „Zabrałem ze sobą pieniądze na benzynę i moje rzeczy. Zamierzałem znaleźć dla siebie odpowiedni zespół i poopalać się trochę na miejscowych plażach”.
Izzy miał punkowe inklinacje i… uczulenie na przeróbkę aluminium, której to pracy oddawali się jego ojciec i dziadek.

Pośród mnóstwa osobliwych postaci, które zaludniały podówczas Sunset Strip, Izzy wyróżniał się sposobem bycia. Chris Weber – były gitarzysta Hollywood Rose, czyli pierwszego zespołu, który Izzy utworzył w Los Angeles wraz z Axlem Rose’em – opisuje go w takich słowach: „Nikt nie palił papierosów tak jak on. Wyglądał jak żywcem przeniesiony z lat czterdziestych. Ja widziałem w nim Jamesa Deana”.

Izzy i Axl przyjaźnili się już jako dzieci, jednak ich osobowości były diametralnie różne: podczas gdy Axl był „w gorącej wodzie kąpany”, Izzy zawsze utrzymywał dystans.
13 maja 1986, w klubie Raji’s w Hollywood, wokalista Circle Jerks, Keith Morris, miał sposobność poznać obu panów. „Dziewczyna mojego przyjaciela upiła się, a potem stanęła tuż pod sceną i przeszkadzała Axlowi. Ten zdzielił ją w głowę stojakiem na mikrofon. Widząc to, moi przyjaciele postanowili wedrzeć się na scenę i nauczyć moresu członków zespołu”.
Morris przypomina sobie, że tamtego wieczoru Izzy skwapliwie się oddalił, natomiast Axl wręcz przeciwnie: wdał się w bójkę.
„Izzy zorientował się, że nadciągają czarne chmury, i najspokojniej w świecie zdezerterował”.

„Ucieczka to mechanizm obronny Izziego”, pisze Slash w swojej książce. (Zdarzenie w Raji’s – co prawda bez wzmianki na temat ucieczki Izziego – opisuje również Marc Canter w książce „Reckless Road: Guns N’ Roses and the Making Appetite for Destruction”. Niewykluczone, że tamtego wieczoru w klubie był obecny także Paul Stanley z zespołu Kiss).

Co tak naprawdę wydarzyło się między Izzym i Axlem?
Z moich źródeł wynika, że Izzy odkrył heroinę w roku 1983, czyli w czasie, kiedy wraz z Axlem powoływał do życia Hollywood Rose. Później, około roku 1988, gdy Guns N’ Roses święciło triumfy w MTV, nałóg siał w życiu Izziego coraz większe spustoszenie.
„Pamiętam, że mieszkał w Sherman Oaks, z dala od Hollywood, i szczelnie zasłaniał okna czarnymi storami – tak, aby promienie słońca nie przedostawały się do wnętrza”, opowiada Ashhurst. „Narkotyki poupychał do skarpetek, jak Gollum”.

W 1989 wyszedł z nałogu i w niczym nie przypominał człowieka, który najspokojniej w świecie palił papierosy w hollywoodzkich klubach nocnych, takich jak Cathay de Grande, gdzie Morris spotkał go po raz pierwszy.
„Izzy był skromny i zamknięty w sobie”.
Heroina pomagała mu się odnajdywać w roli gwiazdy rocka.
„Cały ten sukces nie był mu potrzebny”, twierdzi Morris. „Ani świństwa, które pociąga za sobą bycie na topie”.       

W latach 1988-1991 stosunki Izziego z pozostałymi członkami zespołu ochładzają się. W 1989, podczas nagrywania „Use Your Illusion”, Stradlin skarży się na utrudniające pracę problemy i odsuwa się od reszty.
„Produkcja albumu i związane z nim oczekiwania nabrały gigantycznych rozmiarów”, opowiada Slash w 2011 roku, w wywiadzie dla Music Radar. „Izzy zaczął znikać i przepadać gdzieś na dłuższy czas. To, co robiliśmy, przeczyło jego wizji rock & rolla, i pod tym względem nie mogę nie przyznać mu racji”.

W 1991, kiedy triumfy święci Nirvana, w obozie GNR zaczyna się piekło. Kim Neely z „Rolling Stone”, która w tamtym czasie przeprowadza z członkami zespołu obszerny wywiad, pisze: „Lipiec dobiega końca, a Guns N’ Roses jak zwykle wszystko komplikują”.
W maju zostaje zwolniony manager zespołu, Alan Niven, który w najtrudniejszych chwilach poprowadził kapelę na szczyt. W lipcu, podczas koncertu w St. Louis, Axl rzuca się na fana, doprowadzając do zamieszek. Perkusista Steven Adler, wydalony z zespołu, pozywa byłych kolegów do sądu. Jakby tego było mało, Axl chronicznie spóźnia się na koncerty, i to z co najmniej osobliwych powodów. Pewnego razu w mieście Tampa wyszedł na scenę spóźniony, ponieważ musiał obejrzeć do końca… Żółwie Ninja!   

Izzy ma po dziurki w nosie problemów z Axlem.
„Ja jeździłem busem, a oni latali samolotem. Mimo to pojawiałem się na miejscu koncertu jako pierwszy”, mówi w 1992 roku, w wywiadzie z Kurtem Loderem z MTV.

7 listopada 1991 świat dowiaduje się, że Izzy odchodzi z zespołu. Ostatni koncert z udziałem Stradlina odbywa się 31 sierpnia 1991 na stadionie Wembley w Londynie. Izzy śpiewa wtedy „14 Years” – piosenkę, którą w 1990 roku stworzył we współpracy z Axlem. Utwór opowiada historię przyjaźni, która się rozpada. Można, rzecz jasna, uznać, że w grę wchodzi dziewczyna albo walczący o uznanie zespół (który to wątek przewija się w wielu piosenkach Guns N’ Roses), ale wielu fanów utrzymuje, że owa rozpadająca się przyjaźń jest przyjaźnią Izziego i Axla.   

„Doszło do tego, że Axl decydował o wszystkim”, opowiada Izzy w wywiadzie dla „Lafayette Journal & Courier” w 1993. „Chciał zarządzać Guns N’ Roses, a ja doszedłem do wniosku, że nie chcę brać w tym udziału”.

Ashhurst twierdzi, że w 1992, po odejściu z zespołu, Izzy podjął wszystkie oszczędności (około dwóch milionów dolarów) z konta i upchnął je do torby. Kilka dni później zjawił się w domu Ashhursta w Zachodnim Hollywood. W takich okolicznościach narodził się Ju Ju Hounds.
„Kiedy przyszedł, miał okulary zakurzone po jeździe na motorze”, mówi Asshurst. „Nie ufał nikomu!”.

Asshurst pomaga mi dotrzeć do Izziego. „Jeżeli chcesz go odnaleźć, idź do mechanika, który naprawia motory”, radzi.
„Izzy sam naprawia swoje motory”, prostuje ktoś inny.
„Lubi surfować w pobliżu Ojai”, zdradza była manager Guns N’ Roses, Vicky Hamilton.
Prawda jest taka, że w ciągu długich lat Izziego widziała ledwie garstka ludzi z branży. Ashhurst nie widział go, ani z nim nie rozmawiał od 1994. Podobnie jak Charlie Quintana, były basista Ju Ju Hounds.
„Szanuję jego prywatność”, mówi Ouintana, kiedy dzwonię do niego do Meksyku.
Weber, były gitarzysta Hollywood Rose, nie rozmawia z Izzym od dziesiątek lat.   

Izzy nie pokazuje się publicznie i od czterech lat nie występuje na scenie. Po raz ostatni można go było zobaczyć 3 grudnia 2012 roku w Los Angeles, jako gościa Aerosmith’s Global Warming Tour. Miał wtedy na sobie dwurzędowy garnitur i zagrał „Mamma Kin” – piosenkę, którą Gunsi lubili wykonywać.
W tym samym garniturze wystąpił na dwóch innych koncertach. Odbyły się one 23 i 24 listopada w Hard Rock Casino w Las Vegas. Kobieta, która pracowała kiedyś jako manicurzystka w Hard Rock Spa (i która utrzymuje, że w 1988, podczas wspólnej trasy Guns N’ Roses i Aerosmith, odbyła z Izzym stosunek seksualny; ponoć miało to miejsce w busie zespołu, przy dźwiękach „Long Cold Winter”), powiedziała mi, że przypadkowo natknęła się na Izziego w Hard Rock: „Wydawał się błądzić myślami gdzieś indziej i mówił w bardzo tajemniczy sposób. Nie był sobą, a przynajmniej różnił się od człowieka, którego zapamiętałam”.   

Tamtego wieczoru na scenie Izzy podchodzi do mikrofonu i mówi coś, co bez trudu można odczytać z ruchu jego warg: „Cześć, mamo”. Ma na sobie okulary przeciwsłoneczne i wygląda jak ktoś, kto nienawidzi świateł reflektorów. Na scenie czuje się nieswojo i trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby to było możliwe, wróciłby do Indiany i robił to, o czym w 2006 roku opowiedział Jeffowi Price’owi z TuneCore: jeździłby na rowerze za Mary Lou Donuts, kupowałby pizzę w Arniego na Market Square albo uprawiał kilka hektarów ziemi (tym ostatnim marzeniem podzielił się w 1993 w wywiadzie dla „Lafayette Journal & Courier”).

Jest 4 września 2016 roku.
Axl Rose i Duff McKagan po raz pierwszy od wielu lat udzielają brazylijskiej telewizji wspólnego wywiadu. To, że Axl przedłożył media brazylijskie nad amerykańskie, zaskoczyło jedynie tych, którzy nie wiedzieli, że Guns N’ Roses są w Ameryce Południowej otaczani religijnym niemal kultem. Co więcej, przygotowują grunt pod południowoamerykańską część trasy Not in This Lifetime. 

Dziennikarz pyta Axla, czy istnieje możliwość, że Izzy dołączy do zespołu.
„Nie wiem, co odpowiedzieć”, wyjaśnia Axl. „Rozmawiasz z nim i wydaje ci się, że rzeczy mają się tak. Ale już dzień później okazuje się, że sprawa wygląda zupełnie inaczej. Nie krytykuję Izziego. Tyle że on jeden wie, co tak naprawdę myśli”.

8 września na rzekomym profilu Izziego na Twitterze pojawia się wielokrotnie modyfikowany wpis: „Bzdury! [Guns N’ Roses] nie chcieli podzielić się pieniędzmi po równo. To proste. Idę dalej swoją drogą”.
Emerytowany „pistolero” wychodzi więc na chwilę z cienia i godzi w swój były zespół. (28 września wpis zostaje usunięty.)

Na przestrzeni lat Izziemu zdarzało się okazjonalnie występować z Guns N’ Roses. W 1993 Gilby Clark miał wypadek na motorze i złamał nadgarstek. Izzy zastąpił go na pięciu koncertach granych w ramach europejskiej części trasy Use Your Illusion. W 2006 dołączył do zespołu w Europie, a w 2012 wziął udział w dwóch koncertach w Las Vegas.
Dlaczego więc nie może wrócić raz jeszcze?
Dlaczego 1 kwietnia 2016 nie pojawił się w Troubadour z resztą zjednoczonego zespołu?
Czy naprawdę chodzi jedynie o podział pieniędzy?           

Zdaniem tych, którzy znają (bądź znali) Izziego, jego decyzja o pozostaniu poza zespołem jest próbą podkreślenia własnego wkładu w sukcesy GNR bez angażowania się w jakieś większe przedsięwzięcie. Izzy chce, żeby fani zapamiętali go jako współtwórcę zespołu, a nie jako człowieka, który od czasu do czasu dołącza do kolegów na scenie.
„Izzy był mózgiem Gunsów. To dzięki niemu zespół zaistniał”, twierdzi Chris Weber. „Axl przejął tę funkcję później”.   

Jak wyglądało tworzenie piosenek?
Izzy tworzył strukturę, Axl dodawał do niej słowa i wokal (a także partie fortepianowe), Duff i Adler odpowiadali za „kręgosłup” danego kawałka. Slash, który wyróżniał technicznie, dorzucał wysublimowane partie gitarowe.
Tak się rzeczy miały aż do momentu, kiedy zaczęły się prace na „Use Your Illusion”. Dialog pomiędzy gitarą Izziego i Les Paul ’59 Slasha okazał się gwarancją sukcesu „Appetite for Destruction”.     

Izzy jest symbolem pierwszej fazy istnienia Guns N’ Roses – tej, kiedy zespół nie uzyskał jeszcze miana największego zespołu na świecie. Uczynił z Gunsów potężnie ryczącego Harleya, i to w epoce, kiedy większość zespołów przypominała raczej „spacerowy” motor Kawasaki.
Nie wszyscy się z tym, rzecz jasna, zgodzą. Zwolennicy Axla, zwłaszcza zaś ci, którzy zakochali się w Guns N’ Roses 27 czerwca 1992, kiedy to na MTV zadebiutował teledysk do „November Rain”, postrzegają ewolucję, jakiej uległ zespół, jako owoc mariażu pomiędzy hard rockiem i Szekspirem. Ich zdaniem skłonności Izziego do minimalizmu zubożyłyby osiągnięcia GNR. 

Ja sam widzę to tak: Axl stał się kimś w rodzaju mistrza, kogoś, kto pracował nad dość pospolitą rzeźbą dopóty, dopóki ta nie zmieniła się w arcydzieło godne dłuta Michała Anioła. Jednak to właśnie mrówcza i mniej widoczna praca Izziego położyła fundamenty pod powstanie zespołu.
W czasie, kiedy Axl był jeszcze Billem z Lafayette, Izzy grał już w kapelach kalibru Naughty Women. Zanim Guns N’ Roses dał pierwszy koncert, Izzy wybadał teren i ponawiązywał sporo podejrzanych kontaktów. Sprzedawał heroinę gwiazdom rocka, negocjował kontrakty, wydzwaniając do odpowiednich ludzi z budek telefonicznych, pomagał roznosić „LA Weekly”, pracował jako telemarketer. Według byłego basisty Hollywood Rose, Steve’a Darrowa, Izzy bywał nawet… stylistą!
„Chciał, żebyśmy przychodzili do jego domu, a potem układał nam włosy i robił makijaż. Wszystkim, Axlowi też”.
Jego smykałka do interesów okazała się kręgosłupem Guns N’ Roses. Dopiero później Axl zmienił tę maleńką firmę w wielkie, międzynarodowe przedsiębiorstwo.       

Niektórzy mówią, że gdyby Axl nie wziął spraw w swoje ręce, zespół by nie przetrwał. Nie można temu zaprzeczyć.
Inni utrzymują, że autokratyczne zapędy Rose’a doprowadziły do klęski zespołu. W tym też jest ziarnko prawdy.

Jeżeli chcemy zrozumieć, co tak naprawdę zaszło między Axlem i Izzym, musimy cofnąć się do roku 1977, kiedy to w liceum imienia Jeffersona w Lafayette Jane Boswell prowadziła zajęcia ze sztuki. 

W drugiej klasie szkoły średniej Jeff Isbell i William Bailey (Axl Rose) uczęszczają na prowadzone przez Boswell zajęcia. Izzy lepiej radzi sobie z rysunkami (należy do szkolnego klubu plastycznego), natomiast Axl – ze śpiewem (jest członkiem chóru). Jednak pewnego dnia obaj koleżkowie za nic sobie mają słowa nauczycielki.
„Mam was, małe urwisy!”, zamierza powiedzieć Boswell. Ale zanim z jej ust pada chociażby jedno słowo, staje jak wryta i z zachwytem patrzy na wykonane przez niesubordynowanych uczniów rysunki.

„Łączyli ze sobą sprzeczne z pozoru elementy, tworząc wspaniałą całość”, powiedziała Boswell, kiedy rozmawiałem z nią przez telefon. „Kiedy teraz o tym myślę, uświadamiam sobie, że narysowali czaszkę, a w niej pistolety i róże”.

Nauczycielka utrzymuje, że Axl i Izzy ilustrowali własne uczucia; oboje mieli za sobą traumatyczne dzieciństwo. Jak wynika z akt sądowych, rodzice Izziego rozwiedli się w roku 1973. Mieszkaniec Lafayette, który dobrze znał rodzinę Isbell, twierdzi, że matka chłopca zniosła rozstanie z mężem bardzo źle. Była przekonana, że mąż, Richard Clyde Isbell, porzucił ją i trójkę ich dzieci.

Axl z kolei był wykorzystywany przez swojego biologicznego ojca, Williama Rose’a, który opuścił rodzinę, kiedy chłopczyk miał raptem dwa lata.

Chłopcy zaprzyjaźnili się i zaczęli nanosić swój rysunek na proste, białe koszulki, twierdząc, że stanie się on logo ich przyszłego zespołu.
„Do tego trzeba było wielkiej odwagi”, uważa Boswell.
Nauczycielka widziała Izziego po raz ostatni w roku 1979.
„Powiedział mi, że wybiera się do Kalifornii, gdzie zamierza założyć zespół rockowy”.

Biorąc pod uwagę wszystkie te szczegóły, nietrudno zrozumieć, dlaczego Izzy domaga się równego traktowania. W szkole on i Axl zawsze trzymali się razem. Na Sunset Strip razem powołali do życia zespół, który pod koniec lat osiemdziesiątych miał się stać „najbardziej niebezpiecznym zespołem świata”. Najbardziej niebezpiecznym, ale i najbardziej autodestrukcyjnym (w 1991). Z czasem Izzy został w Guns N’ Roses tym, czym Brian Jones był dla Rolling Stonesów – założycielem kapeli, który został zepchnięty w cień przez bardziej charyzmatycznych Jaggera i Richardsa.

Jones zmarł jako zaledwie dwudziestosiedmiolatek. W tym samym wieku odszedł Kurt Cobain. Izzy Stradlin w wieku 27 lat wyszedł z nałogu – w ostatniej chwili umykając czającej się w pobliżu śmierci. Choć to zakrawa na ponury żart, jego ratunkiem okazał się epizod, jaki miał miejsce… 10 000 metrów nad ziemią.

27 sierpnia 1989 roku. Jeffrey Isbell, 180 cm wzrostu, 27 lat, 68 kg wagi, ubrany w czarny garnitur i kozaczki w tym samym kolorze, zostaje aresztowany na lotnisku Sky Harbor w Phoenix za skandaliczne zachowanie na pokładzie samolotu USAir 350 linii Indianapolis – Los Angeles. Prościej mówiąc: Izzy postanawia nie czekać, aż zwolni się łazienka, otwiera zamek w spodniach i oddaje mocz na oczach pozostałych pasażerów.

„Z tego, co pamiętam, samolot do Los Angeles wyruszył z opóźnieniem, dlatego przed wejściem na pokład Izzy i jego dziewczyna prawdopodobnie mieli już za sobą kilka godzin w barze na lotnisku”, twierdzi Scott Rivas, były funkcjonariusz FBI, który odtransportował Izziego do więzienia w hrabstwie Maricopa.

„Nie był jednym z kretynów, od których aż roi się wśród sławnych ludzi”, wspomina Rivas. „Prawdę mówiąc, był całkowitym przeciwieństwem kretyna. To równy gość. Aha, i powiedział mi, że pochodzi z Idaho”.

To było wołanie o pomoc. Izzy nie oddał moczu dlatego, że miał pełny pęcherz. On po prostu się poddał; status gwiazdy rocka powoli go wyniszczał.

Whizzy [„whiz” to synonim „moczu”], jak żartobliwie nazwali go później koledzy z zespołu, pojawia się na scenie 18 października 1989 roku w L.A. Coliseum. Tego samego wieczoru Axl, który szczegółowo zanalizował sposób, w jaki Jagger zarządzał Stonesami, wykonuje kolejne ryzykowne posunięcie. Przed wyjściem na scenę, do czekających na koncert 72 000 rozemocjonowanych fanów, ogłasza: „Jeżeli pewne osoby w tym zespole czegoś z sobą nie zrobią, to będzie ostatni koncert Guns N’ Roses… Mam szczerze dość ludzi, którzy uparcie tańczą z przeklętym panem Brownstone”.

W grudniu Izzy jest już czysty i dzięki temu odkrywa rzeczy, których w narkotycznym amoku nie dostrzegał. Dalsze bycie w zespole staje się dla niego zbyt wielkim ciężarem.
„Upadłem najniżej, jak się dało. W 1989 byłem na dnie”, zwierza się (w 2006) Jeffowi Price’owi z TuneCore.
Tego samego roku nabywa dom w Lafayette. Jest to jedna z najstarszych posiadłości w całym hrabstwie.
W 1990 umiera babcia, która nauczyła go grać na perkusji, a Izzy zaczyna odkrywać swoje korzenie.

Za kilka dni Gunsi wystapią na Dodger Stadium. Ciągle jestem w Ojai. Pot ścieka mi po skórze, kiedy wrzucam do skrzynki Izziego Stradlina liścik następującej treści:
„Drogi Izzy, wiem, że nie udzielasz wywiadów…”.

Jadąc do domu Izziego, wpatruję się w krajobraz i nagle wszystko nabiera sensu.
Ojai skrywa się pomiędzy górami Topatopa i wybrzeżem Kalifornii. To spokojne, górskie miasteczko, położone jakieś 150 km na północ od Los Angeles. Byli rockmani przyjeżdżają tutaj, żeby uprawiać ziemię, zająć się praca i szerokim łukiem omijać pokusy.
„On ma bzika na punkcie zdrowego stylu życia”, mówi Rick Richards z Georgia Satellites – jedna z niewielu osób, które, jak wynika z moich informacji, przez wiele lat pozostawała w kontakcie z Izzym.

Około godziny dziewiątej wieczorem Ojai zapada w sen. Ten i ów bar nadal co prawda jest otwarty, ale dla większości mieszkańców zachód słońca oznacza koniec dnia.
„Czasami mam wrażenie, że góry przyprawiają mnie o klaustrofobię. W takich chwilach wsiadam do samochodu i jadę na plażę”, mówi pewien inżynier dźwięku z Nowego Jorku.
Tutaj Izzy może odpocząć od ekscesów Hollywood, całkowicie się z nim nie żegnając.

Początkowo mam wielką ochotę otworzyć bramę i wejść na teren jego posiadłości. Po drodze zerwałem pomarańcze (w Ojai roi się od drzew cytrusowych) i mógłbym go nimi poczęstować. Potem jednak przypomina mi się historia, którą opowiedział mi Jimmy Ashhurst. 

Rzecz wydarzyła się w roku 1992.
„Właśnie nagrywaliśmy album Ju Ju Hounds, kiedy doszło w Los Angeles doszło do zamieszek”, mówi Asshurst. „Nasz inżynier dźwięku zawołał: ‘Strzelają!’. Wtedy Izzy zebrał wszystkie kasety i cały sprzęt. Poszliśmy do sklepu z bronią i tam Stradlin nabył całą torbę pistoletów. Potem udaliśmy się do jego domu w Palos Verdes. Tam zauważyłem stojak i karabin maszynowy. ‘Nie sądzę, że dotrą aż tutaj, przyjacielu’, powiedziałem Izziemu”.

Idę na piwo do Deer Lodge w Ojai. Tam pewien muzyk, który aktywnie walczy o prawa zwierząt, mówi mi, że Izzy nagrywa w tym samym studiu co Kenny Loggins (który obecnie, jak się dowiaduję, tworzy piosenki dla dzieci).
W maju widziano Izziego w Brotheryn Studios w Ojai. Nagrywał coś z muzykami kalibru gitarzysty Ricka Richardsa. Ten ostatni zawdzięcza swoją sławę głównie teledyskowi do utworu „Keep Your Hands to Yourself” kapeli Georgia Satellites. Ma też na swoim koncie przygodę z Ju Ju Hounds. Teraz dzwoni do mnie z Atlanty, żeby porozmawiać o Izzym.

„Izzy nie bierze udziału w reunionie Guns N’ Roses, ale chciał, aby jego fani wiedzieli, że nadal gra”, twierdzi Richards.
Podczas sesji w Brotheryn Studios, w których wzięli udział również basista J.T. Longoria i bębniarz Taz Bentley, Izzy nagrał sporo nowego materiału.
„Być może chodzi o jakiś większy i bardziej ambitny projekt, ale niczego nie wiadomo na pewno”, twierdzi Richards. „Widzisz, Izzy nie lubi, kiedy wywiera się na niego presję”.     

Jak dotąd ukazały się tylko dwie piosenki, „Walk ‘N Song” i „F.P. Money”. W tej drugiej Izzy śpiewa refren, który brzmi mniej więcej tak: „Making fighter pilot money, it’s a bag of gold”. Czy coś w tym rodzaju. Choć niewykluczone, że tekst jest inny – na przykład: „They can fight about it, money, it’s a bag of gold”.

W tworzeniu tego kawałka brał udział były bębniarz Guns N’ Roses, Matt Sorum. Z moich źródeł wynika, że Sorumowi zaproponowano gościnne występy w ramach trasy Not in This Lifetime, ale perkusista nie dogadał się z byłymi kolegami z zespołu co do finansów.
Izzy, jak powszechnie wiadomo, też nie otrzymał zadowalającej go propozycji.
„F.P. Money” można odczytywać jako zaszyfrowaną wiadomość albo – jak napisał Stradlin w tweecie z 6 lipca, który potem został usunięty – jako efekt fascynacji telewizyjnym serialem „The Brink”. Każda interpretacja wydaje się równie zasadna.

Znowu jestem w Los Angeles. Siedzę w bardzo wytwornej kawiarni w Zachodnim Hollywood. Jimmy Ashhurst przyjeżdża motocyklu, który nabył za gotówkę w Sturgis. Guns N’ Roses jest w drodze na Dodger Stadium. Jimmy ma okulary, siwiejące bokobrody, długie włosy i wyblakłe tatuaże. Jego zmęczona twarz nosi znaki kariery muzycznej w zespołach pokroju Buckcherry.

Na początku lat osiemdziesiątych Ashhurst spotyka Izziego na Sunset Strip. Razem z nim tworzy Ju Ju Hounds, zespół, którego jedyny album – „Ju Ju Hounds” – ukazał się w roku 1992 nakładem wytwórni Geffen Records.
„Oglądałem MTV. W pewnym momencie Kurt Loder ogłosił, że Izzy odszedł w Guns N’ Roses. Jakiś czas później zadzwonił telefon. To był on. Zadzwonił z Lafayette z propozycją utworzenia nowego zespołu. A ja w tym samym czasie oglądałem go telewizji – nie żartuję!”.

Alan Niven, który został zwolniony przez GNR na siedem miesięcy przed odejściem Izziego, zostaje managerem Ju Ju Hounds.
„Moje doświadczenie managera mówiło mi, że Izzy może zrobić taką samą karierę jak Tom Petty”, twierdzi Niven. „Krótkie, sześciotygodniowe trasy, żadnego przemęczania się, żadnych poświęceń. Izzy był tego samego zdania. Nie bez kozery odrzucił propozycję otwarcia koncertu Bon Joviego. ‘Wolę grać w klubach niż otwierać jego koncerty’, powiedział mi”.

Izzy i Ashhurst werbują Ricka Richardsa i Charlie’ego Quintanę. Powstaje rockowy zespół o olbrzymim potencjale. Izzy marzył o kapeli, która łączyłaby reggae spod szyldu Toots & The Maytals z pijanym pub rockiem Faces. Niektórzy mówią, że nigdy nie był na scenie tak szczęśliwy jak wówczas. Zespół doczekał się nawet przeboju, który święcił triumfy w radiu – „Shuffle It All”.

Ju Ju Hound mogliby stać się dla Stradlina czymś na wzór Heartbreakers. Tymczasem stali się raczej X-Pensive Winos. 21 lipca 1993 roku Geffen publikuje EP, „Izzy Stradlin and Ju Ju Hounds Live”. Materiał, nagrany w 1992 w Irlandii, składa się z pięciu kawałków. Ukazuje się jedynie w Japonii – ku zadowoleniu Izziego, który dobrze wie, jakim kultem Japończycy otaczają amerykański hard rock.     

„Izzy jest p***nym gentlemanem”, twierdzi Quintana. „Roztoczył nad nami opiekę. Zero egocentryzmu. To bardzo zamknięty w sobie człowiek i często zdarzało mu się zamykać w pokoju hotelowym. Wszyscy potrafiliśmy uszanować tę potrzebę odosobnienia”.           

A jednak brak ambicji okazuje się dla Ju Ju Hounds początkiem końca. Izzy przeprowadza się na Hawaje i przestaje udzielać jakichkolwiek wywiadów. Woli oglądać prognozy pogody i uprawiać windsurfing niż myśleć o drugim albumie. Z pewnego źródła dowiedziałem się, że odrzucił zaproszenia do Saturday Night Live. Ktoś inny powiedział, że Izzy i Ashhurst pokłócili się, a ich wzajemne niesnaski przyczyniły się do rozpadu Ju Ju Hounds. Jedynym pewnikiem jest to, że Izzy – w przeciwieństwie do Ashhursta – był czysty.

W 1994 Izzy w tajemniczych okolicznościach porzuca kolegów z zespołu (którzy właśnie nagrywają nowy materiał w Tobago, ma Karaibach) i wyrusza w podróż do Europy. Jedni utrzymują, że osiada w Hiszpanii, inni – w Szwecji. Towarzyszy mu narzeczona.
„Po prostu wybrał się w podróż”, mówi Quintana. „Nie powiedział, dokąd jedzie, ale zawsze lubił podróżować – i ja to szanuję”.

Nikt nie wie, jakim sposobem Izzy się ulotnił. Co do tego nie ma pewności nawet Ashhurst, który szybko traci kontrolę nad swoim nałogiem. Po rozpadnięciu się Ju Ju Hounds czuje się zagubiony.
„Kiedy zespół się rozpadł, postanowiłem zażywać heroinę. Potem chciałem wyjść z nałogu – tylko po to, żeby naprawić moje stosunki z Izzym”.     
 
„Izzy jest takim typem człowieka, który zawsze musi być w innym miejscu niż wszyscy”, pisze Slash w swojej książce.

Nie udało mi się spotkać z Izzym. Mój list prawdopodobnie wylądował w śmietniku, podobnie jak wiele innych adresowanych do niego listów. Kiedyś zdołałem zdobyć jego numer i zadzwoniłem, ale nie odpowiedział. 

Urok Izziego opiera się w głównej mierze właśnie na jego umiejętności umykania. A jednak, choć to zakrawa na paradoks, łatwiej utożsamić się z nim niż z jakimkolwiek innym członkiem GNR. Jak onegdaj napisał Alan Niven, Izzy był „sercem i duszą zespołu”. Na scenie skrywał się za swoją „zbroją”, złożoną z Les Paul i kapelusza. 

Prawdopodobnie nie powinno się tego mówić, ale z wszystkich byłych członków zespołu Izzy niewątpliwie jest tym, który najlepiej potrafił zachować opanowanie i godność.

Axl, którego ktoś nazwał kiedyś “Howardem Hughesem Rocka”, jest obecnie najbardziej znanym “ambasadorem” muzyki rockowej. Jego powrót w wielkim stylu – i mam tu na myśli zarówno Guns N’ Roses, jak i AC/DC – okazał się dla hard rocka zastrzykiem nowej energii. Podobnie jak w 2001 roku zrobił to Barry Bonds, Axl zadaje kłam wszelkim oszczercom, a nawet prawom logiki. W momencie, kiedy piszę te słowa, trasa Not in This Lifetime przyniosła już 117 milionów dolarów dochodu – a wszystko dlatego, że Axl wreszcie zaczął zachowywać się tak, jak przystoi. Ba, zdarza mu się nawet pojawić na konferencji prasowej i od czasu do czasu wysłać jakiegoś tweeta! 

Izzy Stradlin, który też czasami uaktywnia się na Twitterze, przestał nosić okulary przeciwsłoneczne i czasem aż trudno go rozpoznać. „Mr. Invisible”, jak niegdyś określił go Axl, chciałby stać się „widoczny”, za bardzo się przy tym nie ujawniając – i tym samym unikając wszystkich trudności, jakich takie „ujawnianie się” może nastręczać. Jego sposobem na pozostanie „w obiegu” jest muzyka, której bynajmniej nie stara się lansować.
Jest ona jednak na tyle „skuteczna”, że fani GNR – zaciekawieni tym, co dzieje się z ich idolem, a zarazem świadomi faktu, że bez Izziego zespół nie jest kompletny – nadal wymachują transparentami z napisem „Where’s Izzy?”.

Na to pytanie nie sposób jednak znaleźć odpowiedzi.






Na podstawie artykułu:
http://www.laweekly.com/music/wheres-izzy-searching-for-the-gnr-reunions-missing-person-7388840

« Ostatnia zmiana: Września 02, 2017, 06:42:30 pm wysłana przez naileajordan »
"Robiłem to w najlepszej wierze, jak mówił jeden gentleman, który uśmiercił swą żonę, gdyż była z nim nieszczęśliwa."

Offline sunsetstrip

  • One In A Million
  • *********
  • Wiadomości: 7016
  • 16000 postów
  • Respect: +3597
Odp: Where's Izzy: w poszukiwaniu zaginionego Gunsa
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwca 27, 2017, 08:52:31 pm »
+1
bardzo ciekawy artykul, czytalem go juz wczesniej w oryginale, dzieki nailea !

pisany jest tak ze czytelnik mysli ze autor w koncu spotka Izziego i zamieni z nim chociaz ze dwa zdania  ;)

Izzy to wielki paradoks, z jednej strony chcialby grac po klubach, bez pompy, z jedna gitara, dla 300 osob, a z drugiej nie zdawal sobie sprawy ze po takiej plycie jak AFD to nie bedzie juz mozliwe...

poza tym, mimo wszelkich sprzecznosci miedzy nim a Axlem, sa tez podobienstwa m.in. tendencja do znikania

natomiast, powtorze to co uwazam od dawna, ze strata Izziego byla duzo wieksza dla tego zespolu niz owczesna strata Slasha, zwlaszcza pod wzgledem kompozytorskim, choc prawda jest to co pisze autor, ze solowe albumy Stradlina wskazuja na to ze on sam nie potrafi stworzyc samemu nic wielkiego, [w przeciwienstwie do Axla]

Cytuj
Stradlin jako jedyny członek GNR nie doczekał się godnej tego miana biografii

nie biore pod uwage bio Adlera, bo nie zamierzam tego czytac, ale co tu autor mial na mysli?
ze niby Axl sie doczekal godnej bio? I ktora to? Ta za ktora przepraszal Wall?
« Ostatnia zmiana: Czerwca 27, 2017, 08:54:11 pm wysłana przez sunsetstrip »
NAJBARDZIEJ KONTROWERSYJNY

"I once bought a homeless woman a slice of pizza who yelled at me she wanted soup."
Axl Rose


Offline naileajordan

  • Better
  • *******
  • Wiadomości: 2718
  • Płeć: Kobieta
  • "So never mind the darkness"
  • Respect: +2837
Odp: Where's Izzy: w poszukiwaniu zaginionego Gunsa
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwca 27, 2017, 09:01:32 pm »
0
Pora do czegoś się przyznać.
Kiedy po opublikowaniu tłumaczenia przeczytałam je po raz drugi, też zaczęłam się zastanawiać, o jaką biografię Axla może chodzić  (a jestem świeżo po lekturze Walla). Ostatecznie zdecydowałam się wyedytować wpis i usunąć z niego tę wstawkę.
A biografię Axla, taką z prawdziwego zdarzenia, przeczytałabym bardzo chętnie.

"Robiłem to w najlepszej wierze, jak mówił jeden gentleman, który uśmiercił swą żonę, gdyż była z nim nieszczęśliwa."

Offline sunsetstrip

  • One In A Million
  • *********
  • Wiadomości: 7016
  • 16000 postów
  • Respect: +3597
Odp: Where's Izzy: w poszukiwaniu zaginionego Gunsa
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwca 27, 2017, 09:26:50 pm »
+1
zeby bio Axla byla z prawdziwego zdarzenia to moze byc tylko 2 autorow:
Del James/Axl Rose, zaden dziennikarz nie bedzie znal szczegolow, zwlaszcza z ery ChD
a James jest kumplem/przyjacielem Axla od 30 lat i ma doswiadczenie w pisaniu/dziennikarce

Aha, zabraklo jeszcze jednego w tym artykule - odniesienia sie do nie pojawienia sie zarowno Axla jak i Iza na RRHOF w 2012 r - kolejna rzecz ktora ich laczy
« Ostatnia zmiana: Czerwca 27, 2017, 09:28:47 pm wysłana przez sunsetstrip »
NAJBARDZIEJ KONTROWERSYJNY

"I once bought a homeless woman a slice of pizza who yelled at me she wanted soup."
Axl Rose


Offline mafioso

  • Marketing
  • Street of dreams
  • *******
  • Wiadomości: 11678
  • Płeć: Mężczyzna
  • Respect: +2066
    • As Koncertowy
Odp: Where's Izzy: w poszukiwaniu zaginionego Gunsa
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwca 27, 2017, 09:43:25 pm »
+1
Dzięki @naileajordan Świetna robota.
W sumie artykuł długi a przebija z niego charakterystyczna dla Izzy'ego tajemniczość.

Offline Śpiochu

  • Global Moderator
  • Garden Of Eden
  • *****
  • Wiadomości: 4889
  • Płeć: Mężczyzna
  • Hail to the chief!
  • Respect: +1654
    • Fotografia Marek Śnioch
Odp: Where's Izzy: w poszukiwaniu zaginionego Gunsa
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwca 28, 2017, 12:20:07 am »
+1
Świetny artykul dzięki wielkie. Przez niego siedzę już 25 min w kuchni zamiast iść spać :ap
...jeśli powyższy komentarz wydaje Ci się zbyt poważny, to zmień zdanie.

Offline maxi023

  • Better
  • *******
  • Wiadomości: 2663
  • Płeć: Mężczyzna
  • Respect: +1105
Odp: Where's Izzy: w poszukiwaniu zaginionego Gunsa
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwca 29, 2017, 03:32:56 pm »
+1
Dzięki @naileajordan -takie materiały są świetne.  :D

 

Izzy Stradlin dla Tapes Archive (1993)

Zaczęty przez naileajordan

Odpowiedzi: 2
Wyświetleń: 804
Ostatnia wiadomość Lutego 29, 2020, 03:07:04 am
wysłana przez Knife