Historia



Kalendarium

1962 - 86 | 1987 | 1988 | 1989 | 1990 | 1991 | 1992 | 1993 | 1994 - 95 |
1996 - 99 | 2000 - 02 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007



Historię udostępnili:

Jarmo - Here Today Gone To Hell
Justyna - Guns N' Roses Forever
Lata 2005 - 2007 spisał Zqyx

Historia Guns N' Roses autorstwa SUNRise
Strona 1 | Strona 2 | Strona 3

Rozdział I

Przypomnijmy, że: 25 marca 1986 r. "Gunsi" podpisują kontrakt opiewający na sumę 37,5 tys. dolarów z wytwórnią płytową "Geffen". Dzień później opuszczają swoje "mieszkanie" w garażu i przenosza się do bardziej cywilizowanych warunków.

Kontrakt z Geffen zakładał, że w okresie przygotowywania płyty grupa nie będzie koncertować. Ale nie rezygnują z występów i od czasu do czasu występuja w klubach, jak za dawnych czasów.
28.03.86 - tego dnia daja 2 występy w The Roxy, Hollywood, CA
Dzień póżniej 29.03.86 otwierają koncert zespołu The Lords Of The New Church w Fenders Ballroom, Long Beach, CA
05.04.86 powracają do dobrze znanego juz z dotychczasowych występów klubu "Whisky A Go Go", Hollywood, CA
Nastepne 03.05.86 - The Roxy, Hollywood, CA
I znowu występ, w klubie, w którym po powrocie z HellTour dali swój pierwszy wystep, tym razem odbył się 11.07.86 - Troubadour, Hollywood, CA Podczas występu Axl dziękuje publiczności za ich pomoc w podpisaniu przez zespół kontraktu z Geffen Records. Ponadto Axl zapowiada, że zespół pracuje nad nagraniem swojego pierwszego albumu "Live Like A Suicide" (który poprzedzi wydanie "Appetite For Destruction"). Po tym 'przemówieniu' saksofonista gra 'Move To The City.' A Izzy kawałek utworu 'Satisfaction' - zespołu The Rolling Stones.
31.07.86 wystepują w Timbers Ballroom, Glendora, CA znowu otwierając wystep zespołu The Lords Of The New Church.
23.08.86 - Whisky A Go Go, West Hollywood, CA. Na koncercie wykonują: Instrumental Jam, Out Ta Get Me, Ain't Goin' Down, Think About You, Mr. Brownstone, Rocket Queen, Nightrain, My Michelle, Sweet Child O' Mine, You're Crazy, Welcome To The Jungle, Anything Goes [Alt. Lyrics], Paradise City, Mama Kin, Jumpin' Jack Flash
30.08.86 - Santa Monica Civic Center, Santa Monica, CA
31.08.86 - The Roxy, Hollywood, CA
13.09.86 - Music Machine, Los Angeles, CA
21.09.86 - Street Scene, Los Angeles, CA wykonują: Welcome To The Jungle, Out Ta Get Me, Think About You, Mr. Brownstone po czym koncert zostaje przerwany, ponieważ Axl zostaje uderzony przez kogoś z publiczności butelką, zdenerwowany Axl schodzi ze sceny i nie kończy koncertu (wtedy pierwszy raz dochodzi do przerwania koncertu przez Axla. Później do końca kariery zespołu takie akcje będą na porządku dziennym). 31.10.86 - Ackerman Hall, UCLA, Los Angeles, CA Guns otwierają koncert Red Hot Chili Peppers i Dickies. Koncert z okazji Halloween , (zdjęcie wykonane 31.10. 1986 po występie z 'okazji' jw. Halloween. Od prawej: Slash, Duff, Steven, Axl, Izzy - z tyłu)
15.11.86 - Fenders Ballroom, Long Beach, CA
21.12.86 - Fenders Ballroom, Long Beach, CA
23.12.86 - The Cathouse, Hollywood, CA
Pod koniec grudnia 1986 r. odbywają się jeszcze 2 występy: jeden w The Central, Hollywood, CA (ten wyjątkowo bez Stevena) i drugi w The Stone, San Francisco, CA - ale dokładne daty tych wystepów nie są znane. (poniżej zdjęcie wykonane podczas koncertu w San Francisco: Axl Rose)

W ten sposób kończą sie występy "live" jeśli chodzi o rok 1986, ale nie kończą się ważne wydarzenia w historii zespołu. Bowiem pod koniec grudnia - jako że wydanie debiutanckiego albumu "Appetite For Destruction" przeciąga się, to w "zastępstwie", aby podtrzymać rozgłos, który zaczął narastać wokół GN'R - ukazuje się pierwsze w historii zespołu oficjalne wydawnictwo. Jest to czterokawałkowa, stylizowana na koncert (w rzeczywistości odgłosy publiczności dodane zostały w studio) epka pod tytułem Live?!@* Like A Suicide .

Na zaprojektowanej przez Slasha okładce znajdują się Axl i Duff. Materiał, który znalazł się na płytce został zarejestrowany podczas koncertów granych w klubach 1986 r. Na płycie znajdują się dwie kompozycje Gunsów Reckless Life i Move To The City oraz dwa covery Mama Kin - Aerosmith i Nice Boys - Rose Tatoo

Płyta zostaje wydana pod szyldem ich własnej wytwórni Uzi Suicide. i ukazuje się w nakładzie 10.000 kopi. Otwierające płytę słowa "Hey, fuckers! Suck on Guns N’ Fuckin’ Roses!" zapowiadają bardzo ostrą jazdę. I taka też jest ta EP-ka. Mały nakład rozszedł się błyskawicznie. Chcieliśmy sprawić niedrogi prezent wszystkim naszym przyjaciołom, którzy wspierali nas w czasach, gdy byliśmy kompletnie spłukani. W czasach gdy nie stać nas było nawet na wynajęcie przyzwoitego mieszkania... Chcieliśmy, by wszyscy ci ludzie mieli jakąś pamiątkę, rzecz, którą nie każdy kolekcjoner będzie mógł się pochwalić”. W produkcję materiału początkowo zaangażowany był nawet sam Paul Stanley, jednak bezkompromisowe co do zmian w utworach stanowisko zespołu, sprawiło, że współpracę przerwano.

A jak ich życie prywatne? Właściwie tak samo jak opisywałam w poprzednim rozdziale, czyli:imprezy, alkohol, narkotyki ( w tym czasie cały zespół z wyjątkiem Axl'a, jest uzależniony od heroiny). Tym razem było bardzo pobieżnie i krótko. Ale jeśli ktoś ma potrzebę dowiedzenia się większych szczegółów co do roku 1986 - to proszę pytać indywidualnie - ja tam w tym temacie zawsze do usług

Rozdział II

Po wydaniu Ep-ki w grudniu 1986, zrobili sobie przerwę w występach na 3 miesiące. W końcu musieli się nacieszyć sukcesem jaki osiągnęła. Bo mimo, że ukazała się w limitowanej wersji (tylko 10 tys. egz.), to cały nakład rozszedł się błyskawicznie w ciągu niecałych 4 tygodni. Wreszcie całe Zachodnie Wybrzeże usłyszało głośno o heavymetalowym zespole GN'R. Ale na największy sukces w karierze tego zespołu jakim była płyta Appetite For Destruction trzeba było jeszcze trochę poczekać. Głównym powodem w opóźnieniu prac nad nią było uzależnienie od alkoholu i narkotyków (niemalże całego zespołu). Tak naprawdę to jeszcze w drugiej połowie '86 r. zespół wziął się do pracy nad Appetite for Destrucion. Nagrał kilka śladów, ale ogólnie rzecz biorąc całą sesję diabli wzięli. Niestety obaj gitarzyści, Slash i Izzy, przesadzali wówczas z narkotykami, między innymi z heroiną. Slash przyznał się potem, że był okres, kiedy przez trzy miesiące nie miał w ręku instrumentu. To przykre, ale w przypadku GN'R nie mamy do czynienia z lenistwem (jeśli chodzi o nagrywanie płyt), a z nałogami. Walka z nimi zajmowała sporo czasu, stąd też różne dłuższe i krótsze przerwy w działalności, konflikty i skromny w końcu dorobek płytowy.

Duff: "Mieliśmy mnóstwo problemów z narkotykami. Ze Slashem było już całkiem źle. Ja brałem kokainę i heroinę. On heroinę i właściwie wszystko inne co udało mu się zdobyć. Ale w końcu udało nam się nad tym zapanować". (Przygodę z narkotykami zespół zakończy dopiero w 1989 r. Niechlubnym wyjątkiem będzie perkusista Steven Adler, który nie będzie potrafił odciąć się od narkotyków i z tego powodu rok później wyleci z zespołu. A później oskarży zespół o "doprowadzenie go do uzależnienia narkotykowego" - w 1995 r. sprawę wygra. Slash w 1992 r. narkotyki będzie wspominał następująco:"Moje historie z narkotykami zaczęły się już przed Guns N' Roses. Brałem, bo tak robili wszyscy moi kumple. Potem już na objazdach zauważyłem, że jestem uzależniony. Połykałem wszystko co mi wpadło w ręce. Dla zespołu stanowiłem ryzyko, bo było mi już wszystko jedno. Umarłbym albo w najlepszym wypadku skończyłbym pewnie w więzieniu. Często też budziłem się w szpitalu i to uczucie było takie okropne, że z niechęcią to wspominam." Co do alkoholu, to odkiedy opuścili 'HellHouse' i przeprowadzili się do lepszego mieszkania - zaczęli pijać też lepszy alkohol. Była to głównie whisky Jack Daniels. W 2004 r. na pytanie dziennikarza "W latach 80-tych pozowaliście do zdjęć z butelkami Jacka Danielsa" Slash odpowie:" Nie, my z nimi nie pozowaliśmy. My je wtedy piliśmy". Faktycznie, na jakie zdjęcie z tego okresu nie spojrzeć w towarzystwie Gunsów widać Danielsa, albo w postaci butelki, albo koszulek z napisami "Jack Daniels"

Ale za bardzo wybiegam w przyszłość. W tej chwili mamy rok 1987

. Po 3 miesięcznej przerwie 16 marca 1987 r. powracają do klubu "Whisky A Go Go", Hollywood, CA. Przez ostanie 2 lata zmieniają trochę swój image na bardziej powiedzmy...mniej kolorowy (moja subiektywna opinia ). Mniej się malują, co na pewno sprawia lepsze wrażenie. Biorąc pod uwagę występy z roku 1985, podczas których Duff i Steven, a zwłaszcza Axl występowali z wymalowanymi na złoto powiekami i ogólnie prezentowali wtedy tak zabójcze makijaże (tutaj to już dotyczy właściwie tylko Axla), że wyglądali jak gwiazdy z epoki glam rocka. Teraz zaczyna być już ok. Z tych czasów zostają jeszcze tylko wytapirowane włosy Axla (podczas koncertów). Po występie w Go-Go były jeszcze dwa klubowe występy: 29.03.87 w The Roxy, Hollywood, CA i jeszcze jeden 10 maja 1987 gdzieś w Hollywood. Poza tymi trzema występami, przez wiosnę '87, jeżdżą w trasy po Stanach jako support Iron Maiden i Aerosmith. Miesiąc później 19 czerwca Gunsi po raz pierwszy przybywają na kontynent europejski. Debiutują w Wielkiej Brytanii w londyńskim klubie The Marquee w którym dają 3 koncerty (19, 22 i 28 czerwca) oraz grając z Motley Cure (Stosunki między GN'R a Motley Cure wkrótce bardzo się popsują. Dwa lata później, w kuluarach imprezy MTV Video Music Awards, dojdzie do bójki pomiędzy Izzym stradlinem a wokalistą Motley - Vincem Neilem. Potem Axl wyzwie Neila na pojedynek. Topory wojenne nie zostały zakopane do dziś! ).

19 czerwca we wspomnianym wyżej Londynie po raz pierwszy wykonują na żywo klasyk Boba Dylana - Knockin' On Heaven's Door. Mimo nieprzychylności brytyjskiej prasy i mediów oraz kilku mniejszych bądź większych incydentów (m.in. awantura w sklepie płytowym wywołana przez Axla) Gunsi mogli zaliczyć swój pierwszy europejski wypad do jak najbardziej udanych. Po występach odwiedzali bary. Slash, do spotkanego tam przypadkiem dziennikarza powiedział: "it's OK, man... Po prostu piję kolejny kieliszek wódki przed występem by wszystko było cool...". Ten sam dziennikarz (obecny na obydwóch występach w Marquee, napisał później :" the two shows were brilliant. If anyone has an mp3 of that version of "Knockin' On Heaven's Door" from the Marquee in 1987, I'd really love to hear it again." Z wystepów w Anglii - ojczyznie Slasha, właśnie slash był szczególnie zadowolony. Nie chodziło raczej o nostalgię - ze swoją brytyjską rodziną Slash w ogóle nie utrzymywał kontaktów - ale o tamtejszą publiczność, która jego zdaniem jest wspaniała. Slash twierdzi, ze jeżeli zostaniesz zaakceptowany w Anglii, to możesz już spokojnie, grać na całym świecie.

Po tych występach powrócili do Ameryki. Wydanie pełnego albumu, zapowiadane na lato 1987, zostaje poprzedzone wypuszczeniem na rynek końcem czerwca 12-sto calowego singla zawierającego posenki It's So Easy, Mr. Brownstone oraz Move To The City i Shadow Of Your Love. Premiera Appetite For Destruction - debiutanckiego albumu grupy i jednocześnie jednej z najgłośniejszych płyt w historii rocka - jednym słowem rockowe arcydzieło ma miejsce 31. lipca 1987 roku. Dwanaście kawałków, z których kilka wstrząsnęło światem i hmm... listami przebojów. Emocje budziła nie tylko wspaniała rockowa muzyka. Niektórych bardziej od świetnego riffu Sweet Child O'Minę podniecała okładka — w oryginale widniała na niej panienka zgwałcona przed chwilą przez jakieś mechaniczne monstrum. W efekcie w Stanach Zjednoczonych dopuszczono płytę do sprzedaży w innej obwolucie (jeden z tautuaży Axla na czarnym tle). Bulwersowały także przekleństwa przewijające się w tekstach. Oczywiście Guns N' Roses zbytnio się tym nie przejęli manifestując skądinąd popularną wśród rockowców postawę "we don't give a fuck". Jednak po tym jak płyta wystartowała ze swym debiutem, nic nie wskazywało, że kilka miesięcy później okaże się ogromnym sukcesem. Na razie (po premierze) płyta przeszła niezauważona. Pierwsze 30 tysięcy egzemplarzy płyty wycofano szybko ze sprzedaży po tym, jak główne sieci sklepów odmówiły jej dystrybucji. Zawiniła (już wyżej wspomniana) okładka, na froncie której, za namową Axla, znalazł się obraz Roberta Williamsa, zatytułowany właśnie "Appetite For Destruction". Jak napisałam przedstawiał on robota - kosmitę i zgwałconą kobietę.

Okładkę więc zmieniono. Została ona zastąpiona krzyżem - tatuażem Axla z pięcioma czaszkami, z których każda przedstawia innego członka zespołu. I z taką właśnie okładką można już było wszędzie nabyć Appetite'a. Ale debiut wciąż był falstartem. Stacje radiowe bojkotowały pierwszy singiel GN'R It's So Easy, z racji wulgarnego słownictwa. Kolejny singiel Welcome To The Jungle ciągnął się w ogonie listy przebojów. Na prawdziwy sukces płyty przyjdzie poczekać jeszcze...rok (do lata 1988), bo dopiero wtedy cały świat usłyszy o zespole GN'R, a Appetite wskoczy na pierwsze miejsce Billboardu.

CHWILA REFLEKSJI NAD APPETITE FOR DESTRUCTION Appetite For Destruction
wydana: 31.07.1987
wytwórnia: Geffen Records
czas: 53:33
1. Welcome to the Jungle (video)
2. It's so Easy
3. Nightrain
4. Out Ta Get Me
5. Mr. Brownstone
6. Paradise City (video)
7. My Michelle
8. Think About You
9. Sweet Child O'Mine (video)
10. You're Crazy
11. Anything Goes
12. Rocket Queen

Ta debiutancka płyta zespołu, uważana przez wielu za najlepszy rockowy album wszechczasów rozeszła się w rekordowych ilościach, w samych Stanach sprzedano 17 milionów egzemplarzy, szacuje się ,że w sumie na świecie sprzedano ok. 35 milionów AFD. Axl: "I wanted this to be the biggest selling debut album from a rock act ever!". Po 12 miesiącach AFD wspięła się na 1 miejsce Billboardu. Płyta sprzedawała się jak świeże bułeczki, Izzy:"Fuck,to sprzedało się w milionach egzemplarzy!".

Axl"The whole album is about someone we've known and hung out with or something we've done(...) We wanted our first record to be a full hard rock record from beginning to end"
To prawda. Cała płyta jest autobiograficzna. Jak powiedział Axl w przytoczonej przeze mnie wypowiedzi, płyta jest o ludziach których znali i o rzeczach, które robili. Jeżeli ktoś chce poznać biografię zespołu lat od połowy 1985- do 1987 niech posłucha tej płyty. W podziękowaniach załączonych w książeczce do płyty, są m.in. nazwiska osób o których piosenki śpiewają. Ponadto Slash (jako jedyny) dziękuje swojej rodzinie: babci, rodzicom, bratu. Są też podziekowania dla osób, którzy przychodzili do ich mieszkania i mieli siłę gadać ze Slashem o jego wężach (Slash's snakes from hell!). Podziekowania kończą się dla tych, którzy finansowali ich sodomę (mowa zapewne o czasach HellHause), dla nauczycieli, dla tych, którzy się za nich modlili, a także dla ludzi, którzy nie wierzyli, że Gunsi kiedykolwiek odniosą sukces. Wiązanka podziękowań kończy się cytatem tych ostatnich, którzy powtarzali im: "Śpiąc z dziwkami i maczając język w kokainie nigdy niczego nie osiągniecie". (sorry za brutalność, ale to jest GN'R bez cenzury).

Duff: "It's funny, but it was never my idea to 'make it' by joining a commercial band. And in fact, this is not a commercial record. Its appeal has really amazed me."
Slash: "'Appetite for Destruction' was only the beginning of what this band is going to do."
Dla mnie i dla wielu innych, jak rozpisywał się o tym m.in. w 1988 r. Rolling Stone "Appetite For Destruction" stanowi doskonały przykład płyty...doskonałej, jeśli chodzi o rock. To kwintesencja rockowego ognia, ale też wrażliwości, kunsztu, wyczucia"

Docenić należy również talent GN'R do rozwijania klasycznych wzorców hardrockowych i tego typu mocnej muzyki z lat siedemdziesiątych. Inna sprawa to historyczne znaczenie tej płyty. AFD ukazała się wszak w czasach, gdy 'szczery brud" ustępował w rocku miejsca "plastikowym" tworom wykonującym muzyke POPularną. Ogromnie bezpośredni, bardzo ekspresyjny przekaz Gunsów odegrał więc wielką historyczną rolę. Zaraz też trzeba wspomnieć o wspaniałych, natychmiast wbijających się w mózg melodiach, czyli o hitach z tego albumu. Appetite For Destruction to prawie same hity, zespołowego autorstwa Gunsów (tylko It's So Easy i Anything goes przypada im skromniejsza rola współautorów). Welcome To The Jungle - już tytuł sam zapowiada dzikość. Ten kawałek pędzi na złamanie karku Welcome to the jungle, We've got fun 'n' games Aż trafia na refren z - charakterystycznym dla krzykliwego głosu Axla - shahaha... knees! i na "page'owską" solówkę Slasha. Patetyczne zwolnienie i... powrót do bezlitosnego łojenia. Nie ma wątpliwości, że Gunsi doskonale wiedzieli, jaka jest najlepsza recepta na hardrockowy przebój. Take Me Down to The Paradise City, where the grass is green and the girls are pretty... - to zna każdy rockman . "Paradise City" łatwo się nuci, fajnie brzmi, a przyłożenie potężnym riffem po wstępie jest majstersztykiem. Na AFD Axl i spółka odsłaniają także swoja wrażliwą, łagodniejszą stronę - w takim "Sweet Child O' Mine". Rzeczywiście, piękna to pieśń, ale czy ten charakterystyczny motyw gitary może zwyciężyć "Smoke On the Water" czy "Whole Lotta Love"? Wg ankiety jaką przeprowadziło czasopismo "Guitar World" jest to możliwe. Mało? Gunsi na pewno nie próbują prowadzić słuchacza do jakiegoś hardrockowego muzeum. W It's So Easy fundują nam niemalże punkową jazdę. Podobnie jest w przypadku fenomenalnego, kapitalnie zwięzłego 'You're Crazy", który zawiera niesamowity ładunek rockowej energii. Za to na koniec proponuja nam rzeczy bardziej urozmaicone brzmieniowo (Anything goes, Rocket Queen). Teksty...Na pewno już dobre pojęcie o nich daje przytoczony wyżej cytat z Paradise City (autorstwa Slasha). Mamy na AFD buntowniczy Out Ta Get Me i romantyczny Sweet Child O'Mine. W mroczny sposób o miłości mówi My Michelle. Pojawia się także swego rodzaju odpowiedź na stonesowski Brown Sugar - Mr. Brownestone. Na koniec jeszcze wspomnę, moją najbardziej ukochaną piosenkę Nightrain - autobiograficzna piosenka (z resztą jak wszystkie inne na tej płycie) opowiadająca o okresie ich życia jakim był dom - garaż "HellHouse'. (Już wspominałam o tym w którymś z poprzednich rozdziałów "Nightrain" to nazwa taniego wina w Ameryce , jakim żywili się mieszkając w PiekielnymDomu). Gdy słyszę pierwsze słowa Nightraina Loaded like a freight train Flyin' like an aeroplane Feelin' like a space brain One more time tonight too...ychh... mogę tego słuchać w nieskończoność po 100 razy dziennie kompletnie zapominając o wszystkim - oto za co tak kocham ten zespół.

Podsumowując: ten wyprodukowany przez Mike'a Clinka (współpracującego wcześniej m.in. z Ozzym Osbournem) krążek po prostu rzucił wszystkich na kolana. Lars Ulrich, perkusista Metalliki wspomina: "Leciałem samolotem i przesłuchiwałem jakieś kasety, gdy natrafiłem na 'Appetite'. Kiedy usłyszałem 'It's So Easy', drugi kawałek na płycie to normalnie odjebało mi głowę. Nigdy nie słyszałem czegoś z taką werwą. Nie chodziło o to co było powiedziane - chodzi o to jak Axl to powiedział. To było takie jadowite. To było tak cholernie prawdziwe i tak cholernie złe".

I znowu wyprzedzę nieco przyszłość...
Po sprzedaniu pierwszego miliona Appetite For Destrucfion Slash następująco streścił historię zespołu: Na początku wyglądało to mniej więcej tak - jesteśmy kapelą rockową i nie mamy pojęcia o niczym innym. Ale graliśmy, więc wiedzieliśmy, jak załatwić koncerty. Potem były propozycje od tych wszystkich firm płytowych, które chciały podpisać z nami kontrakt. Nasza reakcja była, hmm... pieprzyć ich! Zwiążemy się tylko z tą wytwórnią, która da nam, co chcemy. Weszliśmy więc w układ z Geffen i następną rzeczą była trasa koncertowa z The Cult w roli głównej. Pomyśleliśmy - rany, trasa z The Cult! To musi być wielka sprawa! Sześć miesięcy później mieliśmy już swoją trasę z koncertami dokładnie w tych samych miejscach. Doszliśmy do wniosku, że chyba oni nie byli tacy strasznie wielcy, nie?! Potem doszło do tego, ze przychodzili do nas organizatorzy tras i mówili:"Nie powinniście otwierać koncertów Iron Maiden, a raczej na odwrót".

Schodami w górę...

Gunsi wyruszyli jako support dla The Cult w trasę po Stanach i Kanadzie, po czym wraz z Faster Pussycat udali się na występy do Europy (Niemcy, Holandia, Anglia). Slash szybko stał się chodzącą maskotką zespołu. Poskręcane czarne włosy, opadające na twarz (jakby był nieśmiały), z której widać w zasadzie tylko usta ze zwisającym petem. Cylinder, skórzane, albo dżinsowe wdzianka. Jak nie gitara to Jack Daniels pod pachą. Czasem - owszem lubi trochę porozrabiać. To wybije jakąś szybę w klubie, to trochę pohałasuje. Ale w gruncie rzeczy naturę ma pokojową. Najmłodszy, najmilszy i najskromniejszy z całego zespołu. Podobnie jak wszyscy w zespole chce być uważany za normalnego faceta, a nie jakąś pieprzoną rock'n'rollową gwiazdę. Nie maluje się ani nie przebiera się jak Axl wychodząc na scenę. Mówi:Wyznacznikiem wielkości zespołu jest wyłącznie muzyka. Niby to takie oczywiste, ale...Slash: Pieprzę stroje sceniczne, zakładam po prostu swoje dżinsy. Myślę, że jeżeli nie możesz wyjść na scenę ot tak i dać czadu, jeśli są ci niezbędne te wszystkie efekty, światła, ciuchy i tak dalej, to pewnie coś jest źle z tobą i twoim zespołem. Jeżeli ludzie zaczynają chodzić w kowbojkach i cylindrach, ale mają gdzieś to, jak grają, wychodzi z tego kupa gówna. No tak u Slasha całe życie przede wszystkim liczy się szczerość. To główny element jego image'u, albo raczej postawy życiowej.

Powróćmy do występów, zwłaszcza tych w Anglii. A dokładniej do angielskiej prasy...Tymi wszystkimi koncertami, a w szczególności swoją wizytą na Wyspach, Guns N' Roses zdobywają na świecie opinię potężnych rozrabiaków, którzy klną na scenie, szaleją po klubach w pijanym widzie i w ogóle. Brukowa prasa brytyjska umiejętnie tworzy atmosferę wokół zespołu pisząc - jeszcze zanim muzycy postawili stopy na brytyjskiej ziemi, że hobby Axla to zabijanie psów, a Slash i Duff nie trzeźwieją od dwóch lat. Takie właśnie bajki i fakty zapewniły Guns N' Roses reputację najdzikszych i najniebezpieczniejszych rock'n'rollowców. A rok później przez prasę brukową zostaną oficjalnie ochrzszczeni "Najniebezpieczniejszą grupą świata". Przed ich koncertami prasa będzie apelować na swoich pierwszych stronach do rodziców "Matki, chowajcie przed nimi swoje córki". Przez co na pewno sporej ilości rodziców muzycy z Guns N' Roses jawili się jako niebezpieczne potwory. Nie ulega wątpliwości, że pociechy niczego dobrego się od nich nie nauczą. Mogą najwyżej zostać chuliganami, terrorystami, narkomanami, że o dziewczynkach nie wspomnę. Ale wiadomo, brukowce zawsze robią z igły...widły, a ...Slash i 'reszta' w rzeczywistości są tak niebezpieczni jak każdy przeciętny człowiek na ulicy. Zdjęcia z 21 października 1987, z koncertu w Holahdii

Po powrocie ze Starego Kontynentu odbywają szereg koncertów po Wschodnim Wybrzeżu,

... by później (Od tej pory aż do końca roku koncertują juz niemal codziennie ) supportować takie gwiazdy jak Mötley Crüe i Alice Cooper

Wtedy to Stevena, który złamał rękę podczas burdy w barze , zastąpił na bębnach Fred Coury z Cinderelli. Warto też dodać, że podczas jednej z libacji razem z Mötley, Nikki Sixx (basista) przedawkował heroinę i gdyby nie Slash i Steven nie udałoby mu się przeżyć... Mimo to kapele ostro ze sobą rywalizowały i nie raz dochodziło do przeróżnych utarczek, nie tylko słownych, głównie Axla i Izzy'ego z woklaistą Vincem Neilem. W tym samym czasie klip do Welcome To The Jungle, puszczany początkowo jedynie w nocy, zaczynał królować w MTV. Na Sylwestra Gunsi zagrali wspólną imprezę wraz z kumplami z Jane's Addiction, i tak zakończył się pracowity dla GN'R rok 1987.

Rozdział III

Na początku 1988 roku Guns N' Roses zaczęli myśleć o pierwszym, prawdziwie wielkim, własnym tournee po Stanach. Trasa odbyła się szlakiem wcześniejszych koncertów z The Cult. Guns N' Roses towarzyszyli Zodiac Mindwarp, UDO, T.S.O.L, David Lee Roth, później Iron Maiden i Aerosmith.

Jednak przed trasą weszli do studia i nagrali pięć akustycznych kawałków, z których cztery znajdą się na wydanej pod koniec roku 1988 płycie "GN'R Lies". Ten rok upłynął zespołowi w podróży jw. wspomniałam - trasa koncertowa. Poza nią wystąpili też na festiwalu Monsters Of Rock w Donington, a pod koniec roku odwiedzili Japonię i Australię. W czasie trasy z Maiden Axl stracił głos. Slash:"Facet nie może nawet mówić. Wyobraź sobie - Axl nie jest w stanie otworzyć ust. Próbował śpiewać, a wychodził mu krzyk. Myśleliśmy - dokąd on jedzie?! Zero tonacji to było bardzo dziwne." Innym ciekawym wydarzeniem był ślub Duffa. Ożenił się ze swą dziewczyną Mandy by na początku 1990 roku przeżywać rozwód.

******************

Jak miało się okazać kolejny rok miał być nie mniej pracowity i obfitować w niemniejszą ilość wrażeń od poprzedniego 1987. Początek roku to koncerty wspólnie z T.S.O.L. i Zodiac Mindwarp. W marcu GN'R mieli również supportować Davida Lee Rotha, lecz ich występy zostały odwołane. Za to na maj i czerwiec zaplanowano koncerty GN'R otwierające występy największej gwiazdy brytyjskiego heavy metalu - Iron Maiden. Jednak nie wszystkie doszły do skutku. Przeważająca część z nich została odwołna ze wzgłędu na kłopoty Axla ze strunami głosowymi. W międzyczasie Duff wziął ślub z Mandy Brix i miał go w kapeli zastąpić basista Zodiac Mindwarp i, chwilowo, Kid Chaos z The Cult, jednak ze względu na problemy Axla zamiana nie okazała się być konieczna.

Gdy Rose powrócił do zdrowia spełniło się jedno z wielu marzeń Gunsów - koncerty wspólnie z Aerosmith. Slash: "Moje pierwsze zetknięcie z rock'n'rollem - poza sprawami rodzinnymi (rodzice Slasha byli związani z przemysłem muzycznym) - miało miejsce gdy miałem 13 lat. Przez trzy miesiące łaziłem za największą laską, która była ode mnie jakies dwa razy starsza. Gdy w końcu zaprosiła mnie do siebie, puściła mi "Rocks" (album Aerosmith). Przesluchiwałem to jakieś cztery czy pięć razy, kompletnie zapominając o dziewczynie i opuszczając jej mieszkanie. To jest właśnie to, co znaczy dla mnie Aerosmith". I właśnie podczas przerwy w supportowaniu Aerosmith, gdy Gunsi polecieli Concordem do angielskiego Donnington na festiwal Monsters Of Rock, zdarzyła się największa tragedia w historii grupy. Fakt, że ludzi przyszło trochę za dużo - według niektórych obliczeń nawet 110 tysięcy. Padał deszcz, nie były to najlepsze warunki do zabawy. Koncert odbył się 20 sierpnia. Gdy na scenie pojawili się Gunsi (grali jako drudzy, po Helloween a przed Megadeth, Kiss, Davidem Lee Rothem i Iron Maiden), tłum zaczął napierać. W pewnym momencie gdzieś w pierwszych rzędach wytworzyła się luka. Może ktoś się przewrócił. Bezmyślny tłum zaczął napierać natychmiast pochłaniając wolne miejsce. Niedługo potem lekarze opatrywali rannych fanów. Dwóch z nich niestety nie udało się uratować. 20-sto letni Landon Siggers i 18-sto letni Alan Dick zginęli na miejscu - zostali dosłownie wgniecieni w ziemię przez napierający stutysięczny tłum. Zespół nie przerwał koncertu od razu, bo o niczym nie wiedział. Chociaż zespół starał się uspokoić tłum, który na widok Gunsów zaczął opętańczy taniec, wyglądający na tyle groźnie, że Axl trzykrotnie przerywał koncert dla uspokojenia widowni (nawet specjalnie grali spokojniejsze "Sweet Child O' Mine" i "Patience" oraz akustyczną wersję You're Crazy). Jak na ironię Axl schodząc ze sceny rzucił: "Have a good fuckin' day and don't kill yourselves"... O śmierci dwóch fanów dowiedzieli się już po koncercie... Nazajutrz pojawiły się w prasie bzdury typu: GN'R nie chcieli zejść ze sceny nawet, gdy powiadomiono ich o tragedii. Inni pisali, że scena się zawaliła i tak dalej. Zabroniono organizowania festiwali w Donington na dwa lata i ustalono, że może w nich brać udział do 70 tysięcy widzów.

Tak drastyczny wypadek nigdy nie powtórzył się już na koncercie GN'R, lecz gwałtowne i nieodpowiedzialne zachowanie zespołu nie należało do rzadkości również wśród fanów zespołu. Nie było ono zresztą wyłącznie domeną widowni. Axl przy każdej okazji wdawał się w bójki z kim popadło: z ochroniarzami, z parkingowymi, z policją, a nawet z gośćmi w hotelach. Podczas trasy w 1988 roku aresztowano go w Atlancie, następnie w Chicago i później w Filadelfii za zakłócenia porządku. Brukowce szeroko rozpisywały się na temat temperamentu wokalisty Guns N' Roses i czasem można było odnieść wrażenie, że Axl bawi się swą opinią nieobliczalnego furiata, która przylgnęła do niego w prasie. Ale nawet jeśli Axl miał dystans do swojego wizerunku, to i tak zachowywał się agresywnie. Zniesmaczony dziennikarz czasopisma "Vox" donosił w październiku 1991 roku, że na koncercie w San Francisco Rose rzucił w pracownika technicznego statywem do mikrofonu, a potem krzyknął w stronę tłumu: "Mam jeden z tych irracjonalnych napadów złego humoru, o których wciąż czytacie w gazetach!" Natomiast u siebie w domu Axl niszczył instrumenty, tłukł lustra, wyrywał ze ściany telefon itp. Te ataki wściekłości tłumaczył dziennikarzowi "Rolling Stone": "Kiedy coś mnie stresuje, staję się agresywny, żeby to z siebie wyrzucić. Ciąłem się brzytwą, ale potem doszedłem do wniosku, że posiadanie blizny szkodzi bardziej, niż nie posiadanie sprzętu stereo. Kopię więc moje stereo, zamiast się kaleczyć. Kopię moje stereo zamiast, walnąć kogoś w twarz." Podczas trasy w 1988 roku, poza skłonnością do wybuchów złości, Axl ujawnił jeszcze jedną swoją wadę. Była nią tendencja do lekceważenia publiczności, oczekującej na występ Guns N' Roses. W lutym Axl nie raczył się pofatygować na koncert w Phoenix. Potem często będzie opóźniał koncerty albo kończył je przed czasem (i z tego chyba nigdy się nie "wyleczy", bo postępuje w ten sposób do dziś dnia). Slash, który do końca lat dziewięćdziesiątych, w publicznych wypowiedziach czy też wywiadach zarzekał się, że: "Z Axlem jest wszystko w porządku. Nie ma z nim żadnych pieprzonych problemów i to wszystko co piszą gazety to bzdury! On nie jest żadnym dyktatorem. Jesteśmy bardzo demokratycznym zespołem i na Axla zawsze można liczyć". A jego spóźnialstwo i lekceważenie fanów, tłumaczy tym, że Axl przed każdym koncertem, potrzebuje się odpowiednio skoncentrować, a to zabiera mu trochę czasu. W końcu jednak i Slashowi po jakimś czasie puszczą nerwy i przestanie głosić idylliczną, braterską miłość jaka panuje w zespole, a zacznie głośno wypowiadać teksty typu: "Szaleństwo Axla doprowadza mnie do szału!". - ale to będzie dopiero w 1991 r. Na razie jednak mamy rok 1988 r. w którym wszystko (wg. Slasha) jest cacy, a zachowanie Axla jest jak najbardziej normalne - bo nic złego się nie dzieje. Czasem jednak przyznawał, że: "Fakt, że Axl jest kolegą dość nerwowym - od szczeniackich lat uwielbiał się wdawać w bójki z byle powodu" Slash nawet żartował, że Axl jest kolejnym wcieleniem Ajatollaha. No cóż jeszcze w tym momencie zespół jest dla Slasha jedyną rodziną a jej członkowie kochającymi się braćmi. W tym momencie jeszcze ciągle mieszkają wszyscy razem całą piątką. Ale już niedługo, bo na początku 1989 r. 'rozstaną się' - w sensie, że zaczną kupować sobie własne domy. Mimo tego o czym zapewniał publicznie Slash, prawda był nieco inna. Axl Rose wciąż był tak samo skory do agresji i konfrontacji jak w czasach Lafayette

Mamy sierpień. A dokładniej 6 sierpnia 1988 roku, tego dnia płyta "Appetite For Destruction" dotarła do pierwszego miejsca "Billboardu" z racji 5 milionów sprzedanych kopii (tylko w samych Stanach Zjednoczonych. Płyta która miała premierę rok wcześniej, sprzedawać zaczęła się dopiero w okolicy wiosna-lato '88. Przyczyniły się do tego m.in. żywiołowe koncerty Gunsów, dopiero wtedy ludzie zaczęli tak naprawdę odkrywać ten zespół). W tym samym roku grupa pojawiła się na pierwszej stronie "Rolling Stone" i była nominowana do nagrody Grammy. Do spektakularnego sukcesu GN'R w dużej mierze przyczyniła się telewizja MTV, emitująca, a potem nagradzająca teledyski zespołu. Piosenka "Welcome To The Jungle", która ostatecznie osiągnęła 7 miejsce na liście przebojów, otrzymała na imprezie MTV Video Music Awards nagrodę dla najlepszego teledysku nowego artysty. Singiel "Sweet Child O' Mine" dotarł na sam szczyt notowań, a wideoclip do tego utworu wygrał nagrodę MTV w kategorii "najlepszy teledysk heavymetalowy". W "Sweet Child O' Mine" Axl opowiadał o swojej narzeczonej Erin Evely (zawarte po pijanemu w 1990 r. małżeństwo Axla i Erin przetrwało tylko ...48 godzin. Ale rozwód dostali dopiero po 9 miesiącach. Po latach w magazynie "People", Everly wyznała, że Axl nie stronił od przemocy domowej). Radiowa wersja utworu została przy tym skrócona do czterech minut, co wokalista tak skomentował w wywiadzie dla "Rolling Stone" z sierpnia 1989 r. : "Nie żeby te piosenki się ze sobą równały, ale wkurzasz się jak słyszysz skrócona wersję "Layli" [mowa o "Sweet Child.."], zwłaszcza kiedy miałeś zamiar posłuchać dużej końcowej partii fortepianu. Nienawidzę radiowej wersji "Sweet Child O' Mine". Stacje radiowe mówią: "Przecież twój wokal jest w całości". Moja ulubiona część tej piosenki to solówka Slasha, najostrzejszy fragment nagrania. Nie ma żadnego powodu jej wycinać, poza tym, że dzięki temu robi się więcej miejsca na reklamy, a właściciele stacji mogą zgarnąć więcej forsy". W październiku 1988 roku piosenka "Welcome To The Jungle" zostaje ponownie wydana na singlu (z nową okładką) - ze względu na ogromne zainteresowanie. A płyta Appetite - sprzedaje się w zawrotnym tempie. Mniej więcej w tym okresie zaczyna się totalna Gunsomania wśród Amerykańskich dzieciaków. Do dziś w samych tylko Stanach sprzedano 17 mln. kopii "Appetit'a", a na świecie około 35 mln. egz. Tym samym płyta znajduje się dziś w pierwszej piętnastce - najczęściej kupowanych płyt na świecie (na 1 - niezwyciężony Thriller M.Jacksona).

W połowie września trasa z Aerosmith dobiegła końca po czym Gunsi po raz pierwszy udali się do Japonii, w której to występy poprzedzone zostały wydaniem niskonakładowej EP-ki "Live From The Jungle", zawierającej częściowy zapis trzeciego koncertu z Marquee (patrz rozdział VI) oraz "Move To The City" i "Sweet Child O' Mine".

Okładka Live from the jungle EP (Japanese title)/Guns N' Roses EP (English title) 1)It's so easy** live at the marquee club, London, 28/6/87
2)Shadow of your love** live at the marquee club, London, 28/6/87
3)Move to the city
4)Knockin' on heaven's door** live at the marquee club, London, 28/6/87
5)Whole lotta rosie** live at the marquee club, London, 28/6/87
6)Sweet child o' mine

I właśnie "Sweet Child O' Mine", dynamiczna ballada okraszona popisową wręcz solówką Slasha stała się wkrótce Gunsowym #1 na liście Billboardu, podczas gdy sprzedaż "Appetite For Destruction" nieustannie wzrastała! Aby zaspokoić apetyty fanów czekających na nową płytę i jednocześnie spełnić oczekiwania domagających się re-edycji Live ?!*@ Like A Suicide -(->patrz rozdział VI), Geffen wypuścił na rynek pierwszą EP-kę grupy połączoną z czterema nowymi, akustycznymi kawałkami.

Guns N' Roses Lies - The Sex, The Drugs, The Violence, The Shocking Truth lub po prostu G N' R Lies ujrzała światło dzienne 6. grudnia 1988 roku (Appetite zajmowało wówczas 3. miejsce na liście Billboardu). Okładka tego mini-albumu ośmieszała brytyjskie brukowce, które wypisywały bzdury na temat GN'R i systematycznie oczerniały zespół. Płyta zaczęła rozchodzić się jak ciepłe bułeczki i zadebiutowała na 2 miejscu listy Billboardu. A tym samym Gunsi jako pierwszy zespół w historii mieli dwa różne albumy w czołówce Billboardu.

Tak jak pierwsza okładka "AFD", tak i oryginalny cover "GN'R Lies" nie został dopuszczony do sprzedaży. Obie okładki ukazują wycinki z gazet brukowych. Początkowo album miał się nazywać: "Lies! The Sex, The Drugs, The Violence, The Shocking Truth" ,ale zrezygnowano z tego pomysłu ponieważ nazwa była zbyt długa. Płyta rozeszła się w około 13 milionach egzemplarzy.

"G N' R LIES"
wydana: 06.12.1988
wytwórnia: Geffen Records
czas: 33:23

1. Reckless Life
2. Nice Boys
3. Move To The City
4. Mama Kin
5. Patience (video)
6. Used to love Her
7. You're Crazy
8. One in a Million
Duff: "It wasn't a huge project. It's just a thing to show another side of the band, sort of. Also, our next album is not gonna be out for a while, there's this huge void space we'd like to fill in a bit." Slash: "We just had these songs, that I didn't really think should go on the acutal album. And we needed to put something out(...) It's not ment to be taken seriously. It's real sloppy. It got us talking in the background, guitar picks dropping and y'know, stuff like that. It's out of tune a lot of places. And, you know it's just us sort of hanging out, getting drunk and playing."

Krążek składa się z dwóch części, na których zamieszczone są dwa różne materiały. Na pierwszy składają się nagrania grupy z początkowego okresu działalności czyli - jest to materiał, który był na niskonakładowej "Live !?*@ Like A Suicide" (przyp. Witek - Live !?*@ Like A Suicide zostało nagrane w studio a odgłosy publicznoœci zostały dograne) , ale, że nie każdy mógł w 1986 roku kupić tę EPkę (teraz ta czwórka to płytowy biały kruk - po kilkaset dolarów za sztukę), więc postanowiono umieścić te piosenki na "GN'R Lies" żeby ludzie niemający trudno dostępnego oryginału też mogli posiadać te utwory. Czyli tę najbardziej dziką i nieoheblowaną propozycję Guns N' Roses. Koncertówka jest elektryzująca (szkoda tylko, że nie zamieścili tu "Whole Lotta Rosie" zespołu AC/DC, które też mieli w reperuarze. Dominuje punkrockowe zacięcie, młodzieńcza energia i szorstkie granie. "Reckles Life" - pierwsza pozycja na płycie to numer zwiastujący kawałki typu "Rocket Queen", ale nie skażony studiem, w związku z czym jeszcze bardziej przekonujący. Kolejny kąsek to "Nice Boys" z repertuaru Rose Tatoo. Axl nie naśladuje (bo to niewykonalne) Angry Andersona, dodaje za to ciut więcej melodii. Dzięki temu kawałek sporo zyskuje. Jak to śpiewa Axl "Grzeczni chłopcy nie grają rock'n'rolla" Bloesujące "Move To The City" jest odpowiednio surowe. A song 'bout your fuckin' mother - jak słyszymy w zapowiedzi - czyli zagrane z prawdziwym kopem "Mama Kin" z repertuaru Aerosmith, wspaniale potwierdza, iż Gunsi już na tym etapie (rok 1986) mieli własny styl.

Strona B "G N' R LIES" to również 4 piosenki, ale jakże inne od strony A. Jest to akustyczna połowa albumu, która pozwala wsłuchać sie lepiej w techniczne możliwości zespołu. Ponadto warto dodać, że te 4 kawałki zostały nagrane jednego wieczoru. Duff: "The acoustic stuff we did in like a day". Niektóre z nich były już czasem grane na koncertach (np. "Patience" - bo trzeba przypomnieć, że materiał został nagrany na początku 1988 r. , a na płycie ukazał się dopiero po 11 miesiącach - czyli w grudniu 1988). To jak "wyszywają" tu na gitarkach Slash i Izzy, musi zachwycać. A ile swoich "melizmatów" wprowadza Axl... W innej, lepszej (?) niż na "Appetite..." wersji "You're Crazy", wokalista zdradza słabość do stylu Janis Joplin... Jeśli komuś wydaje się, że Gunsi bez Marshalli (czyt. gitar) traca moc - to nic bardziej mylnego. Ładunek emocji, który mają w sobie akustyczni Guns N' Roses, jest nawet większy niż w tych szalonych koncertowych kawałkach, które otwierają płytę. A przecież są tu pięknie brzmiące ballady jak "One In A Million" czy "Patience" (o jeszcze większym uroku). Niby nic oryginalnego, ale od razu czuć, że to Gunsi. Dla równowagi mamy dość pogodną pioseneczkę, napisaną jako żart - z tekstem: "I used to love her, but I have to kill her, I have to put her six feet under. I knew I'll miss her, so I have to keep her, she is buried right in my backyard (Used To Love Her) Płytę zamyka piękna lecz opatrzona kontrowersyjnym tekstem "One In A Million". I to właśnie przez tę ostatnią piosenkę dano Axlowi po raz kolejny odczuć, że wolność ma swoje granice. Jak na wymagania Axla także mieszkańcy wielkiego świata nie mieli wystarczająco otwartych umysłów (ludzi ze swojego rodzinnego miasteczka Lafayette określał mianem "ciasnych umysłów"). Dowiedli tego oburzając się na tekst piosenki "One In A Million". Wcześniej, przy okazji singla "It's So Easy", na głowę Axla posypały się oskarżenia o mizoginizm. Teraz wybuchł ogólnonarodowy skandal. W One In A Million Axl śpiewa bowiem o czarnuchach, którzy mają mu zejść z drogi, a także o imigrantach i homoseksualistach : Imigranci i pedały / Nie rozumiem ich / Przyjeżdżają do naszego kraju / I myślą, że będą robić, co im się podoba / Założą mini - Iran / albo rozniosą jakąś cholerną chorobę. Wersy te oburzyły opinię publiczną i poruszyły organizacje mniejszościowe i narodowościowe w USA. "Centrum Szymona Wiesenthala" potępiło tę piosenkę jako rasistowską, a gejowska organizacja "Gay Meb's Health Crisis" oprotestowała udział Guns N' Roses w nowojorskim koncercie charytatywnym na rzecz ofiar AIDS z którego zostali wykluczeni. Utwór ten Axl napisał siedząc pewnego dnia u a Wersa Arkeena, który swoją drogą jest kimś w rodzaju szóstego członka zespołu GN'R. Axl: "Był to moment, w którym poczułem nieodpartą chęć wydostania się z bagna jakim wydało mi się Los Angeles. Po prostu poczułem się cholernie zmęczony". W wywiadzie dla "Rolling Stone" z 1989 roku Axl nie mógł zrozumieć, dlaczego Guns N' Roses zostali wykluczeni z koncertu: "Bardzo chcieliśmy zagrać na tym koncercie, ale nam to uniemożliwiono... To duma, ignorancja i dziecinada" Z tekstu "One In A Million" wokalista tłumaczył się następująco: "Użyłem słowa "czarnuch" dlatego, że nie można go używać. Dlaczego czarni mogą mówić do siebie "czarnuch", a kiedy to samo robi biały facet, nagle zamyka mu się usta? Nie lubię żadnych ograniczeń. Nie lubię, gdy mi się mówi co mogę, a czego nie mogę powiedzieć. To po pierwsze. A po drugie kiedyś jadąc autobusem wysiadłem na Greyhound Station, czyli w miejscu, gdzie roi się od grupek Murzynów sprzedających kradzioną biżuterię, heroinę i innego rodzaju "smakołyki". By np. zaparkować tam samochód, musisz opłacić coś w rodzaju haraczu". Jeśli chodzi o homoseksualistów wyjaśnił: "Miałem bardzo złe doświadczenia z homoseksualistami. Kiedy przyjechałem do Los Angeles, byłem osiemnasto- czy dziewiętnastolatkiem. Jechałem autostopem i jeden gość powiedział, że mogę zostać w jego hotelu. Poszedłem spać i obudziłem się, kiedy ten facet chciał mnie zgwałcić". Jeśli zaś chodzi o imigrantów: "Zostaliśmy ze Slashem wygonieni ze sklepu przez dwumetrowego Irańczyka z nożem rzeźnickim, ponieważ nie podobało mu się nasze ubranie. Wystraszył mnie na śmierć. Oczami wyobraźni widziałem już tryskającą wkoło krew i moją rękę na ziemi. Kiedy się boję wpadam w szał. Złapałem kubeł na śmieci i wróciłem z tą tarczą, krzycząc : "chodź no tu!". Nie chciałem się od faceta odczepić. To właśnie dlatego napisałem o imigrantach".

Osobiście stanę tutaj w obronie Axla - bowiem trzeba podkreślić to o czym prasa "zapominała" wspominać. Mianowicie to, że tekst nie wziął się z rasizmu Axla. Opowiada on o przeżyciach młodego chłopaka, który przybył do wielkiego miasta z małej dziury i jest przytłoczony tym co się wokół niego dzieje - czarnoskórymi, próbującymi na każdym rogu sprzedać mu narkotyki bądź kradzioną biżuterię, skorumpowaną policją itp. Jeśli zaś chodzi o "faggots", to jest to aluzja jak już wyżej wspomniałam do przygody, która spotkała Axla podczas podróży do LA, kiedy to omal nie został wykorzystany przez homoseksualistę. Ogólnym przesłaniem piosenki jest jendak to, że ani on (Axl) ani czarnuch, pedał czy ktokolwiek inny nie może się uważać za kogoś wyjątkowego, lepszego i jednego na milion (stąd też słowa "I'm (just) a small town white boy"). Jednak piosenka poszła w świat i niestety dla GN'R nie została ona zinterpretowana tak jak miała być w założeniu. Zespół przeżył przez nią istne piekło. Niecałe 4 miesiące wcześniej ten nieszczęsny koncert podczas którego zginęło 2 fanów, teraz ta piosenka.

Z drugiej strony, nawet jeśli Axl miał swoje powody, żeby zaśpiewać to, co zaśpiewał, pozostali członkowie GN'R nie byli zachwyceni atmosferą, która wytworzyła się wokół zespołu. Slash, którego matka jest Afroamerykanką, a on sam ciemnoskórym imigrantem, zwierzył się dwa lata później na łamach "Rolling Stone": "Kiedy Axl przyniósł tę piosenkę i chciał ją zagrać, powiedziałem mu, że nie jest zbyt fajna. Ale Axl jest nieugięty, jeśli chodzi o wyrażanie siebie, a jego teksty są bardzo bezpośrednie. Jest bardzo szczery i ma swoje racje... Nie żałuję nagrania "One In A Milllion", żałuję tylko tego, co musieliśmy przejść z powodu tej piosenki, tego, w jaki sposób ludzie nas odbierali". Izzy stradlin stwierdził natomiast na łamach "VOX" : "Życie z tą całą awanturą wokół "One In A Million" było mocno gówniane. Nie wiem czy Axl wyniósł coś z tego doświadczenia - mam nadzieję, że tak". Być może Axl rzeczywiście wyniósł coś z tego doświadczenia. Z wypowiedzi wokalisty wynika, że w tekstach, pisanych z myślą o kolejnym albumie GN'R (mowa tu o wydanym w 1991 r "Use Your Illusin I" oraz "Use Your Illusion II"), starał się o bardziej uniwersalne, a mniej kontrowersyjne przesłanie: "Staram się pisać tak, żeby publiczność rozumiała moje emocje. Poza tym myślę, że wielu ludzi będzie w stanie odnieść te piosenki do własnych doświadczeń; teksty nie są aż tak osobiste, żeby wyrażać tylko mój pokręcony punkt widzenia".

Minie jednak wiele czasu zanim fani będą mogli usłyzseć nową płytę GN'R. Pierwsze próby studyjnej pracy nad nowym albumem nie przyniosły żadnych konkretnych rezultatów. Na razie GN'R płyną więc na fali swoich wcześniejszych sukcesów.

Pod koniec roku Gunsi wylecieli na kilka występów do Australii i Nowej Zelandii, po czym po powrocie zrobili sobie miesięczną przerwę od koncertowania i zajęli się trochę sobą. Opuścili mały domek na Santa Monica Boulevard, do którego przenieśli się z HellHouse 26 marca 1986 r i w którym mieszkali przez prawie 2 lata. Slash i koledzy wynajmowali lub kupowali domy, wreszcie mogli sobie pozwolić na wygodne życie. Czasy Hellhouse wydawały się już egzotyczną przeszłością. Ale na przykład Slash nową lepszą rzeczywistość nie zawsze znosił dobrze. Zwierzał się wtedy w "Rolling Stone", że odkąd nie mieszka już z chłopakami to : "Nie wychodzę zbyt często z domu, nie mam wielu bliskich przyjaciół, a nawet tych, co mam, dawno nie widziałem. Czuję się w sumie trochę samotny,.." Pieniądze i sława nie przewróciły gitarzyście w głowie: "Powtarzam to przy każdej okazji - niezależnie, kim jesteś, jeden zespół nie może być pępkiem świata. Nie należy brać siebie tak poważnie." Slash zapewnia, ze ich muzyka jest przeznaczona dla zwykłego dzieciaka z ulicy. Podkreśla, ze bogactwo nie jest mu do niczego potrzebne - byle miał gdzie spać, co jeść i gdzie grać na gitarze. To chyba prawda. Bo to samo powtarza do dziś dnia.

Podsumowując: Mimo wszystkich mniej lub bardziej nieprzyjemnych wydarzeń Guns N' Roses zaliczyli rok 1988 do najbardziej udanych w karierze.

Przełom 1988 /1989
Gunsów można zobaczyć teraz (a właściwie to już od jakiegoś czasu) na okładkach gazet całego świata, a szczególnie dwóch spośród nich. Axl i Slash - bo to oni jak wiadomo są najważniejszymi osobami w grupie. Koledzy z zespołu mówią o nich "big boys" - ponoć bez cienia zazdrości. Duff: "Oni są jak rysunkowe postacie. Chcą tego czy nie - a myślę, że najczęściej nie - na nich koncentruje się uwaga, bo Axl jest wokalistą, a Slash pieprzonym gitarzystą. Obydwaj są niesamowici. Slash... On jest nie do opanowania! Kto był ostatnim takim dzikim gitarzystą, Hendrix? Nie porównuję go do Hendrixa, ale..."

Axl i Slash mają też najwięcej problemów związanych ze sławą. Namolność fanów, poufałość ludzi, którzy myślą, że są ich kumplami, bo tyle razy widzieli ich w telewizji. Nie mogą pójść do jakiegoś klubu czy sklepu bez narażenia się na męczące towarzystwo takich, co to na ich widok oczekują jakichś niesamowitych wydarzeń. Slash: "Myślą - o Boże! Slash tu jest, albo - Axl tu jest, na pewno zrobią jakąś zadymę... A ja nie jestem takim złym kolesiem. Czasem tylko trochę hałasuję." Slash mówi, że zdarzali się i tacy którzy podchodzili do nich i rozmawiali na zasadzie "ty, małpa, masz tu piwo i zrób coś śmiesznego".

1989

Po błyskotliwych sukcesach nastąpiła (prawie) pełna cisza. Mimo różnych deklaracji w wywiadach drugi longplay nie ukazał się ani w 1989 roku, ani w następnym. Choć muzycy opowiadają, jak to się komponowało w trasie, wymieniali tytuły utworów. W 1989 roku ich działalność ograniczyła się praktycznie do zagrania pięciu koncertów.

Pod koniec stycznia, a dokładniej 30.01.1989 roku GN'R zagrali na American Music Awards (Stevena na bębnach zastąpił jednorazowo Don Henley),

Za to podczas sierpniowej edycji tejże imprezy nieco pijany Slash w dość niecenzuralny sposób odbierał nagrody, dziękując m.in. menadżerowi Alanowi Nivenowi kilkakrotnie użył słowa "fuck" i jego rozmaitych odmian (transmisja leciała na żywo w TV)... "...we want to f***ing thank our manager Alan Niven for f***ing getting us there...oops!", causing mass complaints..." . To wydarzenie stało się najgłośniejszym wydarzeniem roku 1989 w życiorysie Gunsów. W trakcie transmitowanej na żywo uroczystości zespół zdobył 3 nagrody AMA m.in.: został uznany, za najlepszego artystę heavymetalowego, "Appetite For destruction" - za najlepszy album, a piosenkę "Paradise City" - za najlepzsą w kategorii heavymetal. Jak wyżej wspomniałam Slash gęsto przeklinał, co w wywiadzie dla "Rolling Stone" tłumaczył swoim zmieszaniem i nieśmiałością: "Mieliśmy miejsca w trzecim rzędzie, a sama impreza była naprawdę nudna. Paliliśmy, piliśmy wino i nagle dostaliśmy tę nagrodę. Nie byliśmy na to przygotowani. Nie wiem, co powiedziałem na scenie, ale to było krótkie i słodziutkie. Nie sądzę, żeby było tam zbyt dużo słowa "fuck"... . Potem wróciliśmy na miejsca i kiedy przyznano nam kolejną nagrodę, zupełnie się tego nie spodziewaliśmy. Podszedłem do mikrofonu i zacząłem dziękować ludziom, którzy pomogli nam przez te wszystkie lata. Powiedziałem "fuck", a wiedząc, że jestem na żywo w telewizji, dodałem "Ups!". Jednak zaraz wymknęło mi się znowu i znowu. Kiedy raz zacząłem, dalej już samo poszło... Tego wieczora nie miałem mojego kapelusza, nie miałem gitary, za którą mógłbym się schować i nie występowałem. Idziesz w takie miejsce i czujesz, jakby cię prześwietlano promieniami Roentgena.". Zaraz jednak przyznał, że poczucie skrępowania nie było jedynym powodem jego wystąpienia: "Poza tym trochę chciałem, żebyśmy narozrabiali, bo wszyscy inni byli tacy uprzejmi, sztywni i nienaturalni. Chcieliśmy się dobrze bawić i sądzę, że ze wszystkich ludzi, którzy tam byli, tylko my nie ukrywaliśmy się za żadną fasadą"

A propo tego "fuck...Ups!" - od tego czasu Slash zacznie często używać tej formy. Tzn. po słowie Fuck zacznie mówić Ups!. Np. podczas sesji zdjęciowej zespołu Velvet Revolver w 2004 r. przyjdzie w koszulce z czerwonym napisam "Fuck...Ups!" - to na upamiętnienie swego wystapienia na AMA 1989.

W styczniu 1989 roku płyta "GN'R Lies" zajmowała 2 miejsce Billboardu. Poza tym w marcu został wydany singiel "Paradise City", który zadebiutował na piątym miejscu Billboardu, a w czerwcu oczko wyżej uplasowała się piosenka "Patience" z "GN'R Lies". Z kolei w sierpniu na singlu został wydany "Nightrain" z "AFD". W międzyczasie w lecie Izzy zdążył parę razy odwiedzić Europę (podczas jednej z podróży w alkoholowym upojeniu, nie mógł skorzystać z zajętej akurat toalety, w wyniku czego oddał publicznie mocz na pokładzie samolotu do popielniczki, za co został ukarany pieniężną grzywną. Po tym incydencie przyrzekł raz na zawsze skończyć z piciem). Axl w tym czasie wystąpił gościnnie na albumie Steve'a Jonesa z The Sex Pistols oraz dał dwa występy wspólnie z Tomem Pettym

Prawda był taka, że muzycy rzadko się teraz spotykali, mieszkali już osobno, rzadko razem grali, a grupę w dalszym ciągu nękał problem narkotykowy. Żeby ożywić niemrawą atmosferę w zespole, Slash zorganizował w październiku dla GN'R cztery koncerty z Rolling Stonesami w Los Angeles Coliseum. Tymczasem Axl był na granicy wytrzymałości nerwowej: sam nie brał narkotyków i złościła go myśl, że uzależnienie reszty kolegów, zagraża istnieniu grupy. Zdecydował się więc na radykalny krok. 18 października 1989 roku podczas pierwszego występu obok grupy Micka Jaggera, Axl zrugał Slasha za branie heroiny oraz oznajmił, że odchodzi z zespołu. Jednak sytuacja się uspokoiła i Gunsi pozostali razem grając jako support dla The Rolling Stones. 22 października 1989 po raz ostatni supportowali Stonesów. Jednak najważniejsze jest to, że po raz ostatni supportowali KOGOKOLWIEK!

Dwa lata później Slash wspomniał to wydarzenie w wywiadzie dla "Rolling Stone": "Axl powiedział, że nie będzie występował dopóki nie wyjdę ze swojego pokoju i nie przeproszę, ale odmówiłem". Mimo to następnego dnia Axl znów był na scenie, a Slash przeprosił, choć potem nie chciał swojej wypowiedzi nazwać przeprosinami: "To nie były przeprosiny, tylko rodzaj wyjaśnienia. Nie, nawet nie to - otworzyłem się i powiedziałem, co czułem na temat heroiny i tego, co ona robi z ludźmi, kogo już zabiła i jakie to złe. Ale w tym samym czasie sam byłem ćpunem". Na szczęście w ciągu kilku miesięcy prawie wszyscy heroiniści w Guns N' Roses uporali się z nałogiem. Prawie, bo Steven Adler starał się za mało i we wrześniu 1990 roku, został usuniety z zespołu. We wspomnianym wyżej wywiadzie Slash opowiadał: "Steven jest tak rock'n'rollową osobowością, jak tylko się da. Żył tylko dla seksu, narkotyków i rock'n'rolla. Albo raczej w tej kolejności - dla narkotyków, seksu i rock'n'rolla. Potem dla narkotyków i rock'n'rolla. Później były już tylko narkotyki". Złościł się tez na Adlera: "Opowiada rzeczy w rodzaju Jak oni mogli mi to zrobić?'. Ale rzecz nie w tym co my zrobiliśmy jemu, tylko w tym, co on zrobił nam. Ten zespół się o niego troszczył. Wszyscy, którzy myślą, że tak po prostu go wykopaliśmy, nie mają pojęcia o czym mówią i nie wiedzą co się działo. Czekaliśmy na niego cały cholerny rok. Ile czasu zespół ma czekać? Chcieliśmy grać i on też chciał grać. Był tylko za bardzo zaćpany. Naprawdę, robiliśmy wszystko, żeby ten dzieciak wyszedł na prostą, a on odmówił. Za każdym razem przerywał odwyk. To znaczy, ja tez przerwałem leczenie, ponieważ nie chciałem, żeby ktoś mnie kontrolował. Odszedłem i oczyściłem się sam. Steven nad niczym nie panował. Nie chciał być na odwyku i ciągle chciał robić to, co robił. Myślał, że to bardzo rock'n'rollowe. Co powiedzieć takiemu facetowi? Ja powiedziałem: "Pieprzyć to, nie daję już rady, musimy znaleźć nowego perkusistę". Adler rzeczywiście czuł urazę do kolegów z GN'R. Prał publicznie brudy zespołu podczas wywiadów. Złożył do sądu pozew, w którym zaskarżył grupę o niesprawiedliwe potraktowanie i doprowadzenie go do uzależnienia narkotykowego. Sprawę wygrał i w 1995 roku otrzymał 2,5 miliona dolarów odszkodowania (ale ponoć tak naprawdę niewiele z tej sumy dostał). Pod koniec roku 1989 na uroczystości rozdania nagród MTV, po raz kolejny publicznie ujawnił się temperament Axla. Popadł w konflikt z Vince'em Neilem, wokalistą Motley Crue (Axl wyzwał go na pojedynek bokserski, do którego dotąd nie doszło) i już wiemy, jakie złote serduszko ma Frontman GN'R. Bowiem w tym przypadku Axl akurat ujął się za kolegą Izzy'm. Vince uderzył w twarz Izzy'ego, gdyż rzekomo gitarzysta dobierał się do jego kobiety. Axl stanął w jego obronie.

Widać, że Gunsi ciężko zapracowywali sobie na miano "złych chłopców" i, jak już wtedy ich określano, "najniebezpieczniejszego zespołu świata".

*************************

Kończy się rok 1989. A więc jesteśmy na półmetku istnienia zespołu GUNS N' ROSES. Krótkie podsumowanie....

Slash w 2000 r. w "Guitar World", ten okres ich życia ujął w dwóch zdaniach: "W połowie lat osiemdziesiątych wszystkie zespoły chciały nagrywać przeboje, nawet grupy takie jak Motley Cure. My chcialiśmy tylko skopać parę tyłków."

"Appetite For Destruction" (wydana 31 lipca 1987), której sukcesu nikt się nie spodziewał, wspięła się na szczyt Billboardu, płytka do dziś sprzedała się w nakładzie +/- 35 mln. egzemplarzy i zajmuje w dniu dzisiejszym 15 miejsce na liście najczęściej kupowanych płyt wszechczasów. (Na 1 jest Thriller MJ'a ).

Płyta, uzyskała nominacje do Grammy i zdobyła wiele innych nagród m.in. AMA "za najlepszy albym" i jeszcze w kilku innych kategoriach.

Alan Niven (wtedy menadżer GN'R) po latach powiedział:
"Kiedy związałem się z tym zespołem, nie wiedziałem, czego oczekiwać. Po przesłuchaniu pierwszego albumu pomyślałem, ze jak dobrze pójdzie sprzedamy dwieście tysięcy sztuk. Gdybyś mi powiedział, ze da się z niego wykroić przeboje na single, roześmiałbym się w twarz" ( A ta płyta to właśnie prawie same hity). Agencja Stravinsky Brothers, której Alan był pracownikiem, miała wówczas swojego pupilka, Great Wbite (platynowa płyta), i nie sądziła, iż Guns N' Roses przebiją jego osiągnięcia. A że debiutancki album Appetite For Destruction mniej więcej w rok po wydaniu znajdzie się na pierwszym miejscu listy "Billboardu".... . Taką uwagę w dniu premiery "Appetite" (31.07.1987) Alan potraktowałby wówczas jako kiepski żart ze strony wyjątkowego złośliwca.

Hmm.. dlaczego właśnie oni? Skoro po Los Angeles obijało się stado glam rockowych grup składających się z długowłosych wytatuowanych młodzieńców, co dużo piją, palą, wszystko olewają i grają mniej lub bardziej ugrzeczniony rock'n'roll. (czyli dokładnie to samo co robili Gunsi). Slash określił pod koniec '89 r. to następująco: "Myślę, że wypełniliśmy pewną lukę. Udało nam się nie dlatego, że nasze kawałki są jakimiś wielkimi hitami. Nie - są to zwykłe rock'n'rollowe numery i pieprzyć Top Forty, rozumiesz? Jesteśmy po prostu zepsutymi i obleśnymi Guns N'Roses. Widocznie tego ludziom było trzeba"

Myślę, że miał rację. Pod koniec lat osiemdziesiątych byli starzy dobrzy rockowcy co zaczynali w latach 60-70-tych i były plastikowe twory o nazwie pop. Gunsi byli buntownikami, nieśli za sobą dzikość grania i prawdziwy powiew świeżości. Amerykańskim dzieciakom tego było trzeba. I nie tylko Amerykańskim, bo Gunsomania szybko rozprzestrzeniła się na cały świat.

Co do samego albumu "Appetite for Destruction" to ani produkujący go Mike Clink, ani sam Zespół nie spodziewał się, że wszyscy wspólnie stworzą arcydzieło, które mimo swej nieklasyfikowalności, stanowić będzie esencję tego, co potocznie zwykliśmy nazywać rock'n'rollowym graniem. Szybkość, agresja, melodia, charakterystyczny, skrzekliwy głos Axla, gitara Slasha stworzyły mieszankę, którą długo, długo zachwycać mieli się zarówno krytycy jak i fani rock'n' rolla. Efekt - album sprzedano w liczbie, którą dotychczas nie mógł poszczycić się żaden debiutujący w Stanach wykonawca rockowy. Pod względem liryków, album stanowił odzwierciedlenie wszystkich bolączek nurtujących jego twórców. Tak więc, na równych prawach znalazły się tam utwory "zaangażowane", jak i kawałki traktujące o miłosnych perypetiach autorów.

Komentarze

Witek
2012-09-04 15:46:26
' OR 1 = 1
Aby dodać komentarz musisz się zalogować