Historia Guns N' Roses - Strona 2



Strona 1 | Strona 2 | Strona 3

Rozdział IV

Rok 1990 to rok ciszy i skupienia się nad produkcją od dawna oczekiwanego nowego krążka. Jest to również rok zmian w składzie (zespół powiększa się o jednego członka). Dołączył do niego klawiszowiec, przyjaciel Axl'a Dizzy Reed grający wcześniej w The Wild (miał on być w GN'R od pierwszej płyty lecz w wypadku doznał zmiażdżenia ręki i długo musiał się rehabilitować). Odszedł natomiast, a raczej został wyrzucony perkusista Steven Adler. Został on wyrzucony ze względu na totalne uzależnienie od heroiny - nie mógł już normalnie funkcjonować jako muzyk (więcej na ten temat pisałam w poprzednim rozdziale). Koledzy z grupy (Slash, Duff, Izzy - Axl nie musiał bo jako jedyny z zespołu nigdy nie był uzależniony od narkotyków) jakoś uporali się z nałogami narkotykowymi i alkoholowymi lecz dla Stevena liczyły się tylko prochy,... szkoda. Zastąpił go bębniarz z The Cult - Matt Sorum

****************************

Przez większą część 1990 roku, zespół działał raczej niewiele. Nie udzielali się publicznie i prawie w ogóle nie koncertowali. Nie mieszkali już od roku razem więc każdy z nich żył własnym życiem. Jak wyżej wspomniałam Slash, Duff oraz Izzy poddali się leczeniu aby skończyć z uzależnieniem od narkotyków. Jedynie Stevenowi nie udało się wyjść z narkomanii. Duff o Stevenie: "Wmawiał nam, że on też już nie bierze. Ale pewnego dnia wcisnąłem zakodowany numer w pamięci jego telefonu i po drugiej stronie zgłosił się jego dostawca narkotyków. Tego było już za wiele, musieliśmy więc się z nim pożegnać. Zastąpił go Matt i było to najlepsze, co mogło się nam przydarzyć" Slash: "Matt okazal sie dla nas ratunkiem. Tchnął w nas nowe siły. Gdyby nie on, grupa chyba by się rozleciala!. Odnośnie sytuacji narkotykowej i Stevena pisałam więcej w rozdziale VII. Teraz tylko przypomnę, że po wyrzuceniu go z zespołu Steven złożył do sądu pozew, w którym oskarżył grupę o niesprawiedliwe potraktowanie i doprowadzenie go do uzależnienia narkotykowego (jak to w Stanach wszyscy o wszystko mogą oskarżyć :/ ). Sam po odejściu z zespołu reaktywował w 1991 r. "Road crew" - czyli nazwę zespołu, z którego to do GN'R dołączył kiedyś w 1985 r. wraz ze Slashem. Slash był na Stevena wówczas bardzo wściekły: "Road crew to nazwa jednego z moich zespołów, więc tylko ja mam prawo do jej używania. Steven nigdy nie był w tym zespole i nie powinien używać tej nazwy. Mimo wszystko powiedziałem sobie - "O.K. Steven, pieprz wszystko dalej w taki sposób!. Mam już go dosyć i widzę, że jest za głupi na to, żeby zdać sobie sprawę z tego co robi!" (tak mówił Slash w 1992 r. Dziś już dawno poszło to w zapomnienie i Steven ze Slashem żyją w bardzo dobrych stosunkach spotykając się ze sobą od czasu do czasu).

***********************************

Axl i Slash spotkali się 03.03.1990 na koncercie w Great Western Forum, Inglewood, CA Gdzie wystąpili razem z Aerosmith i zaśpiewali piosenkę "Train Kept A Rollin'"

Mniej więcej w tym czasie Slash, Axl, Duff napisali piosenkę "Civil War" ("Wojnę Domową" nagrali pierwotnie na składankę firmowaną przez George'a Harrison'a, z której dochód miał być przeznaczony dla ofiar rewolucji rumuńskiej w 1989 roku.). Piosenke tę zaśpiewali 07.04.1990 w Hoosier Dome, Indianapolis, IN na koncercie charytatywnym Farm Aid IV. Poza "Civil War" zagrali tam też "Welcome To the Jungle" i "Down On The Farm" z repertuaru UK Subs. (niżej zdjęcia z tej imprezy Axl i slash)

Koncert ten był ważnym wydarzeniem z jeszcze jednego powodu: był ostatnim na którym zespół GN'R wystąpił w starym składzie, czyli; Axl, Slash, Izzy, Duff i Steven (i w tym składzie nagrali też jeszcze "Civil War"). Steven Adler ostatecznie został wyrzucony z zespołu 11 lipca 1990 .

Matt Sorum przed przejściem do Guns N' Roses był perkusistą w grupie "The Cult" - którą to w 1988 r. Gunsi supportowali na koncertach. Duff: "Nigdy, przenigdy nie chciałbym skrzywdzić innej kapeli, ale jak już wcześniej ze Slashem zobaczyliśmy Matta grającego w Universal Amphitheatre w LA, nie moglem się oprzeć myśli i chęci, że już wkrótce The Cult zostanie pozbawiony perkusisty na rzecz Guns N' Roses". Jakby tego było mało to jeszcze przed zmianą bębniarza Gunsi zostali powiększeni o jednego członka - klawiszowca Darrena "Dizzy" Reeda. Dizzy już wcześniej miał grać w GN'R (znali się już kilka ładnych lat), ale złamana ręka uniemożliwiła mu to. Teraz gdy powrócił do zdrowia stał się pełnoprawnym członkiem zespołu i kapela w sześcioosobowym składzie wreszcie zabrała się na poważnie za ukończenie albumu... [ Dizzy poprzez wprowadzenie klawiszy do zespołu zmienił jego oblicze. Gunsi stali się bardziej bluesowi niż byli do tej pory. W takich utworach jak Estranged, Breakdown klawisze wydają się teraz niezastąpione. Dizzy podczas koncertów grał także na 'bebenkach' (sorki ,ale nie wiem jak to się nazywa), czynnie wspierał Matta ... A materiału mieli naprawdę sporo - chodziły wówczas pogłoski, że będzie to album dwupłytowy lub nawet czteropłytowe wydawnictwo wydawane w półrocznych odstępach. Jednak jak się okazało nowy album było nam dane ujrzeć dopiero we wrześniu następnego roku. Ale o tym w swoim czasie.

Powracając do utworu "Civil War". Dla mnie osobiście jednego z najważniejszych w dyskografii GN'R (głównie z sentymentu, że to ostatnia piosenka, w której nagraniu wziął udział Steven. Steven zawsze będzie pierwszym perkusistą Gunsów, chociaż dziś większości ludziom pyrka kojarzy się raczej z innym Gunnerem - Mattem Sorumem [dziś perkusistą Velvet Revolver ]. ). Utwór ten znalazł się później na charytatywnej składance "Nobady's Child", z której dochód przeznaczono na pomoc dla rumuńskich dzieci (jw. wspomniałam. Sorry za te powtórzenia). A także, oczywiście na płycie "Use Your Illusion II" - GN'R (wydanej we wrześniu 1991 r.).

*****************************************

Slash się w tym czasie nieco usamodzielnił i brał udział w nagraniach albumów inych wykonawców jak Michael Jackson (Dangerous * - na ten temat kilka słów więcej za chwilę - w następnym temacie), Bob Dylan (Under The Red Sky), Lenny Kravitz (Mama Said), Alice Cooper (Hey Stoopid) i wspólnie z Duffem u Iggy'ego Popa (Brick By Brick). Nic nie wyszło ze współpracy Slasha z Davidem Bowie'm, ale Slash powetował to sobie grając na płycie w hołdzie Jimi'emu Hendrixowi. W późniejszym czasie Slash dołączył jeszcze do Motörhead, nagrywając dla nich trochę materiału na płytę March Or Die. 27.4.1990 roku Axl zmienił swój stan cywilny. Jego wybranką była modelka Erin Everly (na zdjęciu niżej)

Jednak nie trwało to długo, bo już po 48 godzinach Erin wniosła do sądu sprawę o rozwód. Oprócz tego 30 października Axl został aresztowany za "czynną napaść z użyciem niebezpiecznego narzędzia" (uderzył butelką z czerwonym winem w głowę sąsiadkę gdy ta skarżyła się, że Axl za głośno puszcza muzykę... Warto wspomnieć, że tą sąsiadką była Polka mieszkająca w Stanach i nieszczęśliwie po sąsiedzku z Axlem, niejaka Gabriela Kantor). Po miesiącu przy głośnym chrapaniu Axl'a na sali sądowej postępowanie zostało umorzone.

Wcześniej jeszcze, bo w lipcu ukazała się ścieżka dźwiękowa do filmu Toma Cruise'a, Days Of Thunder ("Szybki jak błyskawica"), a na niej gunsowa wersja dylanowskeigo "Knockin' On Heaven's Door". Jedną z niewielu przerw na koncertowanie był występ z okazji rocznicy pisma RIP (9 listopada 1990) kiedy to Axl, Slash, Duff oraz Sebastian Bach (Skid Row), Lars Ulrich, James Hetfield i Kirk Hammett (wszyscy Metallica) wspólnie zagrali kilka kawałków (You're Crazy, For Whom The Bell Tolls, Piece Of Me, Hair Of The Dog, Whiplash).

Tak więc rok 1990 upłynął Gunsom głównie na pracy w studiu i na 4 koncertach które dali przez cały rok. Poza tym na ...yyy życiu prywatnym, no i Slashowi na udzielaniu się na płytach innych artystów.

Rozdział V

Kiedy następna płyta? Duff opowiada o czasie ciszy: Mieliśmy zawsze wystarczająco dużo kawałków nie?! Pojechaliśmy do Chicago - Slash, ja i Steven - żeby trochę popracować nad materiałem. Czekaliśmy na Axla i Izzy'ego. Axl miał swoje powody żeby nie przyjechać. Izzy przeżywał akurat ciężki okres i postanowił popodróżować sobie po świecie. Siedzieliśmy więc w trójkę w Chicago przez trzy miesiące i ostro dawaliśmy. Ale przy okazji udało nam się dopracować parę rzeczy. hehe to tak jako wstęp. Tak naprawdę chciałam o czymś innym...

Slasha spotkała w tym czasie pewna mała przyjemność. Gibson poprosił go o pozwolenie na produkcję specjalnego modelu Les - Paul - Slash, który miał zostać nazwany imieniem gitarzysty. Krwistoczerwona deska, jaskrawo-żółty przełącznik tonów, czarne przystawki, czarne żelastwo. Z początku Slash wzbraniał się twierdząc, że nie zasłużył jeszcze na takie wyróżnienie. Mówił, że może po wydaniu drugiego albumu... (ach ta jego słodka skromność), ale ostatecznie zgodził się i... oto jak wygląda produkowany od 1990 roku Slash's Gibson do nabycia w sklepach za..."rozsądną" cenę.

Jeszcze parę rzeczy może o nadchodzącym albumie. Ale kiedy on się pojawi?! Uff, w lecie 1990 weszli do studia. Nowy perkusista, Matt Sorum (wcześniej bębnił w The Cult o czym bla bla juz pisałam), stał się pełnoprawnym członkiem zespołu. W odróżnieniu od dwóch innych, którzy w tym czasie też współpracowali z Guns N' Roses (Adam Marples, Martin Chambers). No i pojawił się też szósty Gunner - Dizzy Reed, klawiszowiec, przyjaciel Axla (bla bla o tym też już pisałam). Ale zaraz, zaraz...Klawisze w Guns N' Roses? Jeszcze niedawno Slash nie dopuszczał takiej możliwości. Slash: Na początku pomyślałem - "Nie potrzebujemy śmierdzących klawiszy !" I dawałem Dizzy'emu popalić. Na zasadzie - "Spieprzyłeś tu przez te swoje klawisze, po prostu nie graj!". Teraz jest naprawdę częścią zespołu i kocham go nad życie. Ale pewnie pamięta, jaki byłem nieprzyjemny... Ja tam wierzę, że dawno zapomniał i przebaczył

Slash i Axl współpracowali wtedy także z innymi muzykami. Axl brał udział w sesjach Dona Henleya, a Slash..., no a Slasher pomagał w nagraniach Bobowi Dylanowi, Michaelowi Jacksonowi, Lenny'emu Kravitzowi i Iggy'emu Popowi., itd. (Blablabla ale o tym już wspominałam). To jego udzielanie się dla innych stało się zresztą powodem częstych kłótni z Axlem . Jeśli mowa o projektach "ubocznych" , nie należy pomijać stworzonego przez Iggy Pop'a "Brick By Brick", w nagraniu którego poza Slashem wziął udział również Duff.

W tym roku, były też w zespole dwa rozwody. Najpierw rozwiódł się Duff (po dwóch latach małżeństwa), a później Axl, który brał ślub zaledwie kilka miesięcy wcześniej (w kwietniu '90). Związek ten przyciągnął uwagę prasy brukowej całego świata i tej "mniej zaangażowanej muzycznie" . Zanim Axl wziął ślub, Erin była jego narzeczoną przez jakieś 4 lata. Związkowi temu bardzo sprzeciwiał się jej ojciec - Don Everly (wokalista popowego zespołu Everly Brothers). Zresztą faktem, który absorbował ową prasę najbardziej, był może nie tyle sam ślub, co nieustanne kłótnie i bijatyki między małżonkami, z których co tu ukrywać, biedna Erin nie wychodziła w najlepszym stanie. Cztery lata spotykania się i zaledwie dwie doby małżeństwa wystarczyły, aby Erin przejrzała na oczy i zobaczyła to czego nie widziała przez wspomniane 4 lata. Rozwód jednak dostała dopiero po 6 (a jak mówią inne źródła) po 9 miesiącach. Później w magazynie "People" żaliła się jak to Axl ją tłukł, ponoć już po nocy poślubnej - co było właśnie powodem po 2 dniach wniesienia do sądu pozwu o rozwód. BTW Axl się już nigdy więcej nie ożenił, do dziś jest sam, więc....jakby ktoś chciał... Co prawda Axl po rozstaniu z Erin nie pozostał długo sam. Sercem krewkiego wokalisty zawładnęła szybko nowa piękność, kolejna modelka Stephanie Seymour - znana z teledysków "Don't Cry" i "November Rain". Ale zostawmy może jednak sprawy, którymi na co dzień zajmuje się kilka...dziesiąt znanych również na naszym rynku czasopism, i przejdźmy do zbliżającego się coraz większymi krokami albumu. Jak już wspomniałam od momentu wymiany perkusisty, prace nad materiałem poczęły iść stosunkowo szybko, czego efektem był pierwszy utwór, który publicznie zaprezentowany został na ścieżce dźwiękowej filmu "Days Of Thunder" chodzi tu oczywiście o doskonały cover utworu "Knockin' Of Heaven's Door", na temat którego z wielkim uznaniem wypowiadał się zresztą sam autor - Bob Dylan.

Rozdział VI
Pomimo złożenia ślubów abstynencji i nie kończących się zapewnień o życiu w czystości i konsolidacji zespołu nowa dekada rozpoczęła się dla Guns N'Roses tak samo, jak zakończyła się poprzednia: w plotkarskich rubrykach gazet, a nie - jakby chcieli - w studiu nagraniowym. 22 stycznia Slash i Duff byli obecni na uroczystości rozdania American Music Awards - poważnym wydarzeniu w życiu amerykańskiego establishmentu muzycznego, które odbywa się co roku w Shrine Auditorium w Los Angeles i jest bezpośrednio transmitowane na cały kraj. Ściskając w rękach butelki z winem, obaj wtoczyli się na podium, by odebrać dwie pierwsze nagrody, do których nominowano zespół (za najlepszy album i dla najlepszego artysty ). Wtedy Slashowi wymknęło się: "gówno". Za drugim jednak razem, gdy rozpoczął swoją przemowę słowami: "Chcę podziękować pierdolonym... o, pardon!", zaproszona publiczność - w przeważającej mierze wbici we fraki, podstarzali magnaci showbiznesu ze swoimi konkubinami - zaczęła zdradzać wyraźne oznaki zdenerwowania. Nietrzeźwy Slash usiłował jakoś ratować sytuację, przechodząc do złożenia podziękowań ekipie z działu artystyczno-programowego Geffen Records "za odkrycie nas" oraz menedżerom zespołu Guns N'Roses "za, kurwa, doprowadzenie nas tu, gdzie jesteśmy". W tym momencie reżyser programu przerwał transmisję na przygotowaną pośpiesznie wstawkę z reklamami. Jednakże sieć ABC, która emitowała całe to widowisko, została literalnie zakrzyczana setkami telefonów od oburzonych widzów z całego kraju. No jak to zwykle w Ameryce - "straty moralne" widzów przed TV były ogromne. Aż się dziwię, że żaden widz go o to do sądu nie podał. No i w dodatku Slash włażąc na scenę miał rozpiętą koszulę i całą klatkę piersiową odsłoniętą. Następnego dnia cała ta historia znalazła się na pierwszych stronach zarówno "Los Angeles Times", jak i "New York Times". Slash jednak zachował stoicki spokój człowieka niepoprawnego. Najpierw się tłumaczył, że jego język to wynik nieśmiałości, zaskoczenia z otrzymania nagrody itede... Ale później dodał, że "Specjalnie chciałem przedstawić nas jako skończonych pie******* ponieważ wszyscy byli tacy uprzejmi, sztywni i nienaturalni" - oświadczył na łamach "Rolling Stone". Czyli w piśmie do którego Slash, zawsze jak coś przeskrobie to idzie się spowiadać. "Próbowaliśmy się trochę rozerwać i sądzę, że spośród wszystkich zgromadzonych tam ludzi my byliśmy jedynymi, którzy nie nałożyli masek".

Wydarzeń roku 1990 c.d.- przynajmniej tych, które zapewniły Guns N'Roses honorowe miejsce na pierwszych stronach prasy "rewolwerowej". Sugerowały one nie wtajemniczonym, iż mamy do czynienia z rock'n'rollowym komiksem albo ze zmodyfikowaną wersją filmu This is Spinal Tap. Jeszcze nie przebrzmiały echa przemówienia dziękczynnego Slasha podczas rozdania American Musie Awards, kiedy wiosną dziennikarze otrzymali niemal jednocześnie aż dwa nadzwyczaj smakowite kąski: burzliwy związek małżeński Axla z Erin Everly (córką Dona Everly'ego ze słynnego w erze przedbeatlesowskiej duetu The Everly Brothers oraz spektakularne wyrzucenie Stevena Adlera z zespołu.

Ślub Axla odbył się 28 kwietnia w Las Vegas (podczas brania go podobno oboje byli pijani). Naturalnie w wydarzeniu tym nie byłoby niczego szczególnie sensacyjnego, gdyby nie fakt, iż już dwie doby później została wniesiona do sądu sprawa o rozwód. A 24 maja Axl oficjalnie potwierdził tę - jak na te czasy sensacyjną wiadomość. Zanosiło się na najkrótsze małżeństwo w historii rock'n'rolla; słynna para postanowiła jednak spróbować jeszcze raz. Próba nie powiodła się - ostateczne rozstanie nastąpiło w grudniu. W zeznaniu złożonym pod przysięgą Axl przyznał, że jeszcze przed ślubem jego związek z Erin cechowała niezwykła gwałtowność: z gruntownym, regularnie powtarzającym się demolowaniem apartamentu w Hollywood i wzajemnymi aktami przemocy i poniżania się. "Jestem artystą, człowiekiem estrady" - czytamy w stenogramie jego wypowiedzi podczas procesu - "i szczerze wierzyłem, że Erin jest moją największą inspiracją. Odczuwałem głęboki lęk i depresję, iż - jeśli nie poślubię Erin w tym czasie - ona opuści mnie i tym samym stracę osobę, którą uważałem za swoją największą inspirację". Dalej Axl oświadczył, że Erin znikała "na całe tygodnie bez słowa uprzedzenia. Swoim postępowaniem i deklaracjami dała mi jasno do zrozumienia, że nie miała zamiaru wypełnić obietnicy, iż stworzy rodzinę i podporządkuje się należytemu wypełnianiu obowiązków małżeńskich". Pomijając różne drobne incydenty, Axl jeszcze dwukrotnie - jeśli chodzi o sprawy pozamuzyczne - trafił na pierwsze strony gazet. 31 lipca do jego (i Erin) apartamentu brutalnie wtargnęła trzynastoosobowa grupa funkcjonariuszy z biura szeryfa z Zachodniego Hollywood - mimo braku oficjalnego nakazu. Pretekstem były skargi sąsiadów na zbyt głośną muzykę podczas odbywającego się tam przyjęcia. Natomiast 30 października wokalista Guns N'Roses został aresztowany (a potem zwolniony za kaucją pięciu tysięcy dolarów) za "napad z użyciem niebezpiecznego narzędzia". Owym narzędziem była pusta butelka po winie, a obiektem agresji była sąsiadka Gabriela Kantor, która pewnej nocy wezwała policję, skarżąc się, iż słynny wokalista zakłóca spokój, nastawiając muzykę na cały regulator.

Axl

Miesiąc później ta sprawa została przez sąd umorzona z powodu braku dostatecznych dowodów przestępstwa. Mówiąc ściślej, okazało się, iż było dokładnie na odwrót, to sąsiadka walnęła w głowę jego. "Axl jest jak magnes przyciągający kłopoty" - skomentował Slash. "Nigdy w życiu nie spotkałem kogoś takiego. Należy do ludzi, którym w gardle może utkwić szczoteczka do zębów tylko dlatego, że przypadkiem okazała się wybrakowana".

Wszystkie te incydenty niefortunnie odwracały uwagę od kwestii zasadniczej - jedynej, która tak naprawdę gnębiła fanów. A mianowicie wciąż nie było tak oczekiwanej nowej płyty Guns N'Roses. Ich samopoczucia bynajmniej nie poprawiła szeroko nagłośniona w mediach sprawa wyrzucenia Stevena Adlera jako ,"elementu destrukcyjnego", którego upodobanie do heroiny uniemożliwiało efektywną pracę w studiu nad nowym materiałem. Dla samego zespołu owa decyzja musiała być niełatwa. Przecież dotyczyła przyjaciela, z którym przebrnęło się bez szwanku przez wiele chudych lat.

"Czułem się fatalnie z powodu Stevena" mówił Slash w wywiadzie dla "Rolling Stone". "On teraz wygaduje takie różne rzeczy w rodzaju: Jak oni mogli mi to zrobić? Ale to nie była sprawa, jak my mogliśmy to jemu zrobić, lecz jak on to mógł zrobić nam. Zespół otoczył go opieką. Ktokolwiek myśli, że tak po prostu go wykopaliśmy, nie ma pojęcia o czym, kurwa, mówi, i nie wie, co się działo. Czekaliśmy na niego przez cały pieprzony rok. Jak długo zespół może tak czekać w pogotowiu? Wszyscy chcieliśmy ruszyć w trasę - grać i on także chciał grać. Ale był za bardzo naćpany, by to zrobić. Naprawdę zrobiliśmy wszystko, co się da dla tego dzieciaka, żeby go przywrócić do normalnego stanu, lecz on odmawiał. Za każdym razem, kiedy szedł na odwyk, zaraz stamtąd zwiewał. To znaczy ja także zwiałem z odwyku, ale dlatego, że nie chciałem być pod czyjąkolwiek kontrolą. Uciekłem i doprowadziłem się do porządku sam. Steven jednak całkowicie stracił nad sobą kontrolę. Nie chciał być na odwyku i dalej robił to, co przedtem. Uważał, że na tym polega rock'n'roll. Co można powiedzieć takiemu facetowi? Ja więc powiedziałem: Pierdolę, dosyć tego. Nie jestem już w stanie dalej się z tym pieprzyć. Musimy znaleźć nowego perkusistę". Na moment pojawił się w studiu perkusista z grupy Sea Hags. Potem - również przez chwilę - zastąpił go Martin Chambers z The Pretenders. Ostateczny wybór padł jednak na Matta Soruma, związanego wcześniej z brytyjską (lecz osiadłą na Zachodnim Wybrzeżu) formacją The Cult. Slash zwrócił na niego uwagę podczas koncertu w Universal Amphitheatre w Los Angeles kilka tygodni wcześniej. "Wykombinowałem sobie, że go po prostu wykradnę" - powiedział w wywiadzie dla "Vox" "Zauważyłem wówczas, że ten perkusista jest świetny i powiedziałem sobie: Dlaczego my nie moglibyśmy mieć takiego perkusisty? W czym problem? Stawałem na głowie, żeby znaleźć faceta, który by pasował do zespołu. Nie chodzi przecież tylko o to, żeby zaangażować kogoś z zewnątrz, kto umie zagrać nasze kawałki. Wtedy przypomniałem sobie koncert The Cult..."

Na wiosnę 1990 roku w prasie muzycznej ukazała się wiadomość, że Guns N'Roses zdecydowali się na wydanie jedno-płytowego albumu, a nie - jak zapowiadali wcześniej - dwu-płytowego. Latem natomiast pojawiła się informacja, iż zespół ukończył pracę nad dwudziestoma dziewięcioma utworami, które światło dzienne ujrzą w styczniu. Każdy, kto choćby raz w życiu widział płytę gramofonową na oczy, bez trudu dostrzeże sprzeczność między tymi dwoma doniesieniami. Zresztą, tyle ich już było... Prawda wyglądała jednak tak, że, owszem, Guns N'Roses rzeczywiście całe lato intensywnie pracowali. Jednakże owe dwadzieścia dziewięć utworów nie mogło być ukończone z jednej prostej przyczyny: w sesjach nie uczestniczył Axl. Cały nagrany materiał stanowiły podkłady instrumenalne, które wymagały nałożenia warstwy wokalnej i finalnego zmiksowania. Axl pojawił się jesienią, a wraz z nim - kolejne kłopoty. Po zgraniu mniej więcej dwóch trzecich zarejestrowanego materiału zespół przyznał wszakże rację liderowi, że całość nie brzmi jak należy. W rezultacie współpracujący dotąd z Guns N'Roses inżynier dźwieku, Bob Clearmountain, otrzymał wymówienie. Jego miejsce zajął Bill Price (Pete Townshend, The Clash), na którego Gunnersi zwrócili uwagę po usłyszeniu debiutanckiego albumu grupy The Nymphs. Cały proces produkcyjny rozpoczął się więc jakby od zera. Nikt nie miał złudzeń, iż kolejny termin nie zostanie dotrzymany. "Ludzie czegoś chcą - komentował to później Axl - i chcą to mieć natychmiast. Spragnieni ludzie. Ja jestem taki sam, z tym że chcę, aby to, co dostaję, było jak należy. Nie chcę niczego na poł gwizdka. Od czasu, gdy wydaliśmy Appetite for Destruction, widziałem mnóstwo zespołów, które wydały od dwóch do czterech albumów. I kogo to obchodzi? Potem oni wyruszyli na wielkie tournee i przez tę chwilę byli wielkimi gwiazdami rocka. Do tego się wszyscy przyzwyczaili - taka jest polityka wytwórni płytowych. Ale ja nie chcę być częścią tego systemu. My nie kleciliśmy czegoś do kupy, by zostać gwiazdami rocka. Chcieliśmy stworzyć coś, co znaczyłoby dla nas wszystko".

Dobrą stroną przedłużającej się hibernacji Guns N'Roses było to że wszyscy - wyłączając naturalnie Stevena - uporali się do lata 1990 roku z problemem narkotyków i poważnie ograniczyli spożycie alkoholu. Jeśli chodzi o to pierwsze, Slash - który z wolna zaczął się upodabniać do Keitha Richardsa z około 1980 roku - powiedział wprost: "To jest prawdopodobnie jedna z najbardziej destrukcyjnych rzeczy, przez którą może przejść tylko człowiek. To tak jak siedzieć cały czas na własnym łożu śmierci". Co do drugiego, oświadczył: "Zwykle kiedy zbyt wiele piję, mam po temu konkretny powód. Moim najgorszym wrogiem jest nuda, a uczucie znudzenia się nawiedza mnie bardzo łatwo. W historii naszego zespołu, dopóki jeździliśmy i graliśmy, nigdy nie miałem problemów tego rodzaju".

Slash

Dopiero latem 1990 roku rozpoczęła się wreszcie na dobre praca nad nowym albumem Guns N'Roses. Nagranie podkładów do (jak się okazało) trzydziestu sześciu utworów zajęło im mniej niż trzydzieści dni. Pierwszym owocem tego nagłego, bezprecedensowego zrywu był długi utwór pod tytułem Civil War, który pierwotnie zespół przeznaczył na płytę Nobody's Angel - składankę firmowaną przez George'a Harrisona, z której dochód miał być przekazany na konto fundacji Romanian Angel Appeal, niosącej pomoc dzieciom osieroconym podczas rewolucji duńskiej w grudniu 1989 roku. Z kolei w lipcu wyszedł album ze ścieżką dźwiękową do filmu Toma Cruise'a Days of Thunder. Znalazła się na nim surowa, jakby wyciszona, wersja Knockin' On Heaven 's Door. Clip, który nakręcono do tego utworu - fragment koncertu granego dwa lata wcześniej w hotelu Ritz w Nowym Jorku - błyskawicznie wspiął się na pierwsze miejsce listy MTV. Naturalnie niecenzuralne okrzyki Axla - coś, czego zorientowani na wpływy z reklam szefowie z MTV nigdy by nie tolerowali - zostały wymazane.

Istotnie, Guns N'Roses w ciągu całego roku 1990 wystąpili tylko dwa razy: 17 marca na uroczystym koncercie That's What Friends Arre For, zorganizowanym z okazji piętnastolecia firmy płytowej Arista w nowojorskim Radio City Hall oraz 7 kwietnia w rockowym maratonie Farm Aid 3 w Indianapolis. Niemniej Slash był człowiekiem niezwykle zajętym. Uczestniczył w sesjach nagraniowych protoplasty punk rocka Iggy'ego Popa (LP Brick By Brick), dawnego kolegi szkolnego, Lenny'ego Kravitza (LP Mama Said), Boba Dylana (LP Under the Red Sky) i Michaela Jacksona (LP Dangerous). Niestety epizod z Dylanem okazał się katastrofą. Bob chciał, aby Slash w jednym tylko utworze "brzdąkał jak Django Rheinhardt". W ostatecznej jednak wersji zrezygnował z partii Slasha. Za to Slash zagrał w dwóch utworach z nowej płyty Michaela Jacksona. Ale, o dziwo, nie zetknął się z nim osobiście. "Nagrywanie jego płyty jest zarówno najbardziej sterylnym, jak i twórczym procesem, w jakim uczestniczyłem" - zwierzył się reporterowi pisma "Select". "Całość składana jest z gotowych próbek z taśmy. Gra perkusji i akordy są gotowe, dodaje się tylko to i owo, aby wszystko brzmiało inaczej. Zupełnie odmiennie niż u nas. Michael ma studio wynajęte na jakieś dziesięć lat, a pojawia się w nim raz w miesiącu. Pewnie nigdy nie poznam go osobiście. To jest trochę dziwne...(...)

W tym samym czasie Slash - choć z niechęcią, ale jednak - odrzucił propozycję Davida Bowiego co do wyjazdu do Australii i nagrania solówek gitarowych do nowego albumu zespołu Tin Machine.

Izzy Stradlin, który przeszedł do annałów rock'n'rollowych ekscesów dzięki publicznemu oddaniu moczu na pokładzie samolotu, stał się zwolennikiem zdrowego i trzeźwego trybu życia. Okres bezczynności Guns N'Roses spędził na podróżach po całym świecie, a po powrocie do domu codziennie wstawał o świcie, by jeździć na deskorolce lub rowerze górskim. I - nie da się ukryć - komponował. Jak się miało okazać, jest autorem lwiej części utworów, które znalazły się na obu albumach opatrzonych tytułem Use Your Illusion.

A Axl? On, być może, najmniej był widoczny jako rock'n'rollowy wykonawca. Ale i on nie zmarnotrawił pierwszego półrocza 1990 roku. Pobierał lekcje śpiewu u instruktorów operowych, by opanować tajniki technik wokalnych. Zważywszy na jego wcześniejsze kłopoty z gardłem, wynikające z forsowania strun głosowych, było to dlań absolutnie niezbędne... Zwłaszcza że Guns N'Roses przygotowywali się do niezwykle intensywnej działalności koncertowej, która jak się później okaże trawała od maja 1991 roku do połowy lipca 1993.

We wrześniu 1990 roku Guns N'Roses weszli do Studia 1 w kompleksie A&M Studios w Los Angeles i rozpoczęli finalną obróbkę trzydziestu sześciu utworów, które - zgodnie z zamierzeniem zespołu - miały znaleźć się na płycie. Zatytułowali ją Use Your Illusion i zarówno Axl, jak i Slash obstawali przy tym aby wszystkie utwory ukazały się w takiej czy innej formie. Początkowo rozważali możliwość wydania czteropłytowego "zapudełkowanego" albumu. Alternatywą było jednoczesne wypuszczenie na rynek dwóch podwójnych albumów. Ze zrozumiałych względów Geffen obawiał się jednak tak ekstrawaganckiej publikacji, bo mogła ona zakończyć się finansową katastrofą! W końcu osiągnięto kompromis: wydany zostanie jeden dwupłytowy album, a rok później - podczas zaplanowano na dwa lata światowego tournee - pojedynczy album oraz czwórka z różnymi wersjami tytułowego utworu. Była też i luźna propozycja wypuszczenia na rynek całej serii czwórek: punkowej, funkowej, rapowej i rockowej - w przerwie między albumami. Mówiono również o albumie koncertowym, wydanym bezpośrednio po zakończeniu trasy, głównie po to, aby nie dać zarobić piratom. Wszystko więc wskazywało na to, że zespół swoją superaktywnością chce odrobić dwa lata prawie całkowitej hibernacji. Jak sie jednak rok później czyli we wrześniu 1991 roku okaże - tak naprawdę ukaże się nie jeden dwupłytowy album, ale dwie osobne płyty, zatytułowane "Use Your Illusion I" oraz "Use Your Illusion II".

Utworami, nad których ostatecznym kształtem zespół pracował w studiach A&M, były - wymieniane wcześniej w wywiadach tych od Micka Walla [--> patrz wcześniejsze posty] - Why Do You Look at Me When You Hate Me (na płycie ta piosenka ukazała się jednak pod innym tytułem, a mianowicie "Get In The Ring"") autorstwa Duffa, nowa, bardziej "jajcowa" wersja Civil War, ukochany epos Axla November Rain oraz dziesięciominutowe monstrum Axla o przedawkowaniu narkotyków - Coma. Ponadto: You Ain't the First, Pretty Tied Up i Dust and Bones - Izzy'ego (w tym ostatnim on sam śpiewa) oraz Perfect Crime Slasha. Inne utwory to akustyczna ballada w wykonaniu Duffa So Fine oraz porcja muzyki na sobotnie wieczory pióra Slasha i Axla: You Could Be Mine, Double Talkin Jive, Don't Cry, Shotgun Blues, Don't Damn Me, Bad Apples, Estranged, 14 Years i Locomotive. Ekshumacji doczekały się również stare - datowane z okresu sprzed umowy z Geffen - hymny Ain't Goin Down, Back off Bitch, Just Another Sunday i The Garden (wykonany w niezwykłym duecie Axla z Alice Cooperem). Ale...ale, właśnie ostatecznie na płytach z tej czwórki ukazały się tylko dwa utwory: Back off Bitch i The Garden

S l a s h

W jednym utworze Slash wykazał się godną odnotowania kompetencją w grze na banjo , w innym - Izzy grał na sitarze. I chociaż - jak ujął to Slash na łamach "Select" (Axl nadal odmawiał udzielania wywiadów, tak więc obowiązek publicznego ujawniania tajemnic zespołu spadł na niezwykle nieśmiałego gitarzystę) - "wiele piosenek mówi o narkotykach i seksie, to jednak cały nowy materiał ma dziwnie romantyczny klimat. To jest coś, w co w jakiś niepojęty sposób wierzę". Zespół nagrał również co najmniej siedem cudzych utworów: Down on the Farm UK Subs, New Rose The Damned (który był pierwszym w historii punkrockowym singlem), Don't Care About You na poły legendarnej grupy punkowej z Los Angeles, Fear, oraz Attitude z repertuaru Misfits. Ponadto: nową wersję Knockin' on Heaven 's Door Boba Dylana i sięgający źródeł, pochodzący z czasów poniewierki w klubach Jumpin' Jack Flash The Rolling Stones. A także, co było kompletnym zaskoczeniem, metalową wersję tytułowego utworu Paula McCartneya do filmu Live and Let Die z serii o Jamesie Bondzie. "Ta płyta obejmuje całą naszą karierę" - swierdził Slash w wywiadzie dla pisma "Vox". "Podchodzimy na niej do siebie z dużym dystansem, toteż wyobrażam sobie, że niektórzy zakrzykną po jej wysłuchaniu: "Co to, kurwa, jest?" Ale mamy to gdzieś, to jest nasza płyta. Jest to zajebisty album i nie ma na nim nic z mainstreamu'. W wywiadzie dla "Rolling Stone" Slash wyznał, że materiał na nowej płycie "ujawnia ciemniejszą stronę naszego życia. Nie ma tam w ogóle jakiejkolwiek radosnej piosenki. W utworach jest wściekłość i bardzo ostry ton, ale jeśli chodzi o naszą grę, można mówić o pewnej subtelności. Poza tym jest tam trochę częściowo humorystycznych kawałków o narkotykach i kilka piosenek o różnych stronach miłości. Niezależnie od tego, czy to brzmi jak blues, czy też nie, jest to dokładnie to, o co nam chodziło".

Jeśli chodzi o pieniądze i sławę, powiedział Slash, to niewiele one w gruncie rzeczy zmieniły w ich życiu - może jedynie bardziej je skomplikowały. "Wyda się to dziwne, co powiem, ale o wiele zabawniej było, kiedy włóczyliśmy się bez celu po ulicach. Teraz, gdy mamy dużo pieniędzy, staliśmy się częścią establishmentu i zostaliśmy zmuszeni do wypełniania wielu zobowiązań. Zdaje mi się, że Jimi Hendrix określił to kiedyś w taki sposób: "Im więcej zarabiasz pieniędzy, tym częściej śpiewasz bluesa"".

W roku 1990 wydawało się, że ten właśnie rok, to stracone złudzenia i że jak to nazwę "jałowy rok". Dziś wiadomo, że był on czasem wielkiej mobilizacji, której pierwszym efektem okazał się koncert w Rio 20 stycznia 1991 roku.

Rozdział VII

Nazwijmy to WSTĘPEM do tego rozdziału W roku 1991 GN'R rozpoczęli gigantyczną nieco ponad dwuletnią trasę koncertową, która zakończyła się dopiero 17 lipca 1993 r. w Argentynie. Guns N' Roses rozpoczął nieoficjalnie "Use Your Illusion Tour" koncertem który odbył się 3 maja 1991 roku. Był wtedy piątek, godzina 22:00 w Warfield Theatre w San Francisco. Koncert opóźnił się o godzinę, co było niejako ironicznym prognostykiem do daty wydania "UYI", która była wielokrotnie przekładana. Pierwszym utworem na tym koncercie i na tym tour był "Pretty Tied Up". Później znaczna część nowego materiału który ukazał się na nowych płytach. Podobne koncerty miały miejsce wkrótce po tym, w Los Angeles oraz w Nowym Yorku. Oficjalnie "UYI Tour" rozpoczęło się 24 maja w Alpine Valley Music Theatre w Michigan. 2 lipca na koncercie w St. Louis doszło do zamieszek, które wybuchły po przedwczesnym zejściu ze sceny Axl'a. Wydarzenia, które miały tam miejsce, dały o sobie jeszcze znać wielokrotnie podczas "UYI Tour". Jak choćby aresztowanie Axl'a, lub odwołanie kilku koncertów z powodu opuszczenia przez Axl'a USA. 31 sierpnia Guns N' Roses zagrali w Londynie na stadionie Wembley, był to kolejny koncert z "UYI tour", niczym specjalnym nie wyróżniał się od innych świetnych występów GN'R. Był to jednak ostatni koncert w zespole Izzy'ego Stradlina, który postanowił opuścić Guns N' Roses. Dopiero 5 grudnia odbył się kolejny występ GN'R, już z nowym gitarzystą ,którym był znajomy Slash'a - Gilby Clarke. A teraz przechodzimy do meritum.

***********************************************************

Trudno wyobrazić sobie bardziej niefortunną lokalizację rockowego superfestiwalu w czasie i miejscu. W przeddzień jego rozpoczęcia 17 stycznia, rozpoczęła się operacja Pustynna Burza, a innymi słowy - wojna w Zatoce Perskiej. Brazylia nękana była przez hiperinflację. W dodatku pogoda była kiepska, a nieudolność służb bezpieczeństwa wręcz prowokowała do ekscesów, toteż Opatrzności należą się podziękowania, iż nie doszło do tragedii. Z tych właśnie powodów na gigantycznym stadionie Maracana pojawiło się tylko sześćset siedemdziesiąt tysięcy widzów - ledwie połowa liczby, której spodziewali się organizatorzy. Mimo to - jak napisał recenzent "Rolling Stone": "Jedyne przyjemności, jakie Rock In Rio II miał do zaoferowania, miały czysto muzyczny charakter. Guns N'Roses, którzy zrobili sobie przerwę w trakcie cyzelowania nowego albumu Use Your Illusion, zagrali dwa nadzwyczajne koncerty, które potwierdziły ich wielkość jako rock'n'rollowego zespołu. Gunnersi zaprezentowali po raz pierwszy, imponujący swą siłą, nowy materiał - w tym m.in. utwory zatytułowane Estranged, Pretty Tied Up i Double Talkin Jive - i przedstawili nowego perkusistę, Matta Soruma, muzyka doskonałego niczym chronometr. Zwłaszcza podczas drugiego oszałamiającego występu Guns N'Roses sprawili, iż Rock In Rio II wydał się, przynajmniej na chwilę, rockowym wydarzeniem o autentycznym znaczeniu muzycznym". Gunsi wystąpili tam 20 i 23 stycznia. Poza nimi grali też m.in. Prince, Billy Idol, Faith No More. (więcej na ten temat dwa posty wyżej) Jak już wspomniałam przed 140-sto tysięczną publicznością debiutowali Matt oraz Dizzy. Fani będący na tym koncercie byli więc pierwszymi wybrańcami, którym dane było usłyszeć większą część, kompozycji z nowego , a właściwie nowych albumów. Tam też po raz pierwszy wykonano "Godslobber" czyli przerobiony przez Slasha motyw przewodni z filmu "Ojciec Chrzestny". A jakiż miał być ten nowy album? To, że zanosi się na coś extra, można było wyczuć po dość znacznym powiększeniu składu zespołu. Oprócz szóstego Gunsa, doliczyć należy dziewczyny z chórków i kilku dodatkowych muzyków. Tak więc bywało, że podczas koncertów promujących "Use Your Illusion" na scenie pojawiała się ekipa, składająca się nawet z dwunastu muzyków. Jednak termin wydania nowej płyty przesuwano jeszcze kilkakrotnie. W efekcie ukazała się dopiero o północy z 16/17 września 1991. I jej poświęcę cały następny rozdział...bo rzeczywiście jest o czym pisać.

Powracając jeszcze do nowych "nabytków" personalnych zespołu to jak mówił Duff: "Matt i Dizzy nigdy nie grali z nami jako z kompletnym zespołem, ponieważ Axl nie pojawiał się na próbach". SLASH: "Tak naprawdę nigdy nie słyszeli Axla śpiewającego na wspólnej próbie, doszło nawet do tego, że nie mieliśmy ułożonego setu na koncert w Rio, dosłownie na kilka minut przed wyjściem na scenę naprzeciw 140 tysięcznej widowni, powiedzieliśmy Mattowi, że zaplanowaliśmy dla niego solówkę. I zrobił to! Natomiast jeśli chodzi o Dizzy'ego, największą publicznością dla której kiedykolwiek grał było może 400 osób, gdy otwierał koncert L.A. Guns w Country Clubie. Łyknął więc kilka szklaneczek koktajlu, i poradził sobie perfekcyjnie. Warto wspomnieć, że nim wyszliśmy na scenę cały zespół zebrał się razem w jednym pokoju - co nie zdarzało się do tej pory zbyt często".

Pod koniec marca 1991 roku branżowa prasa amerykańska ujawniła szczegóły największych rock'n'rollowych atrakcji na nadchodzący sezon wiosenno-letni. Na pierwszym miejscu wymieniono tournee Guns N'Roses, na drugim - trasę pod wezwaniem Clash of Titans z udziałem trzech heavy metalowych gigantów - Slayer, Megadeth i Anthrax, na trzecim - "alternatywny" objazdowy festiwal Lollapallozza, grupujący takich wykonawców, jak Jane's Addiction, Living Color, Rollins Band, Siouxsie And The Banshees i Butthole Surfers.

Guns N'Roses mieli wystartować 24 i 25 maja w Alpine Valley Music Theatre w East Troy, w stanie Wisconsin. Było to w praktyce showbiznesu, która zakładała kolejność: album-trasa - posunięcie bez precedensu. Termin ukazania się albumu wyznaczono na lipiec. Jak wiadomo, on również nie został dotrzymany, chociaż tym razem 1 lipca fani otrzymali na osłodę nowy singel, You Could Be Mine (utwór znany już zresztą ze ścieżki dźwiękowej filmu Terminator 2). Jedno wszakże było pewne: będą dwa niezależne od siebie albumy o tytułach Use Your lllusion I i Use Your Illusion II, które ukażą się tego samego dnia. To także było czymś niezwykłym w codzienności fonografii. "Mnóstwo na ten temat dyskutowaliśmy - powiedział prezydent firmy Geffen, Ed Rosenblatt - lecz doszliśmy do takiego punktu, w którym zdecydowaliśmy się nieco przeciągnąć strunę. Ludzie zazwyczaj woleliby, żeby większość dwupłytowych albumów została przycięta do formatu jednej płyty, nie zawierają one bowiem dostatecznie dużo dobrego materiału. Ten przypadek jest inny. Mamy 38 utworów i 150 minut muzyki i każdy za swoje pieniądze otrzyma towar PIERWSZORZĘDNEJ jakości". Russ Solomon, szef sieci sklepów Tower Records, dodaje: "Gdyby oni [Guns N'Roses] wydali album dwupłytowy, mógłby on okazać się zbyt drogi dla wielu ludzi. W taki zaś sposób każdy będzie mógł sobie pozwolić przynajmniej na jedną płytę. Ostatnio nie było zbyt wiele dobrych, znaczących płyt rockowych. Może ta nią będzie. Może okaże się ona Mesjaszem, który nadszedł, by zbawić przemysł płytowy". Wiadomo było jeszcze jedno: na okładkach obu płyt będą dwie różniące się kolorystycznie reprodukcje obrazu Marka Kostabiego, noszącego właśnie tytuł Use Your Illusion, który przypadł do gustu Axlowi.

Trasa pod hasłem "Get in the Ring Motherfucker" była w karierze Guns N'Roses ważna nie tylko jako powrót po okresie wydłużającej się w nieskończoność hibernacji, ale również dlatego, iż po raz pierwszy zespół był jej gospodarzem i gwiazdą. Na wykonawcę otwierającego koncerty podczas pierwszej, amerykańskiej, części planowanego na dwa lata tournee po świecie, wybrano formację Skid Row z New Jersey. Wydali oni akurat drugi, znakomicie przyjęty album Slave to the Grind, który w pierwszym tygodniu sprzedaży rozszedł się w liczbie półtora miliona egzemplarzy i przeszedł do historii amerykańskiej listy bestsellerów "Billboard" jako pierwszy heavy metalowy album, który bez zbytecznych wstępów znalazł się na jej wierzchołku. Doskonałe połączenie, zważywszy, że Skid Row i stojący na ich czele wokalista Sebastian Bach także dość skutecznie zabiegali o tytuł Złotych Chłopców Rock'n'Rolla.

Na tym nie koniec niespodzianek - miłych i niemiłych - do których Guns N'Roses przyzwyczaili swoich fanów. Do tych pierwszych niewątpliwie należała informacja, iż tuż przed rozpoczęciem się właściwej trasy załoga Axla Rose'a da trzy koncerty na rozgrzewkę w San Francisco, Hollywood i Nowym Jorku, między 9 a 16 maja. Chociaż w założeniu miały być one "próbą przed publicznością", na miano próby zasługiwał - według recenzentów "Rolling Stone" - tylko występ w San Francisco. Jeśli chodzi zwłaszcza o Nowy Jork, to ich zdaniem: "Rzadko zdarzało się Guns N'Roses zagrać lepszy koncert. Zważywszy na postępy, jakie poczynili na przestrzeni tygodnia, o zawrót głowy przyprawia sama myśl, jak rozkosznego spustoszenia dokonają członkowie zespołu, gdy będą mieli już za sobą jakieś cztery lub pięć występów". Po czym ruszyła "Get In The Ring Motherfucker Tour", część wielkiej Use Your Illusion Tour. Podkreślmy, że trasa bez wydanego albumu.

Ponieważ kłopoty to specjalność Axla, podczas koncertu w Nowym Jorku skręcił on nogę w kostce, skacząc z piramidy kolumn głośnikowych. Ale chociaż na scenie naturalnego amfiteatru w East Troy pojawił się w gustownym gipsowym bucie, a deszcz sprawił, że publiczność tkwiła po kostki w błotnistej brei, atmosfera była wspaniała, a Guns N'Roses "dali koncert, który jest marzeniem każdego rock'n'rollowego fana". O trasach wykonawców, którzy w ten czy inny sposób uznani zostają za reprezentantów swojego pokolenia - The Rolling Stones, Led Zeppelin, Aerosmith, David Bowie, The Sex Pistols, U2 - można pisać epickie księgi. Niejedna z nich zresztą została już napisana. Taką samą księgę bez przeszkód można by napisać również o tym dwuletnim tournee Gunsów.

Działo się wiele.
Ważniejsze wydarzenia tej trasy to:
* dwa koncerty w Richfield, Ohio (04. i 05.06.1991), gdzie po raz pierwszy na żywo wykonana jest Coma i gdzie Axl wypowiada się, że bez muzyki Nine Inch Nails prawdopodobnie by już nie żył (warto dodać, że Axl często występował w koszulce NIN - nawet na zdjęciu w książeczce do Use Your Illusion ma ją na sobie). Knockin' On Heaven's Door dedykowana jest zmarłemu fanu, który został pochowany w T-shircie Gunsów.

* Podczas koncertu w Noblesville, w rodzinnym stanie Axla, Indianie, gdzie - zgodnie z zarządzeniem lokalnych władz wszystkie większe zgromadzenia publiczne muszą się kończyć o 22:30, Axl naturalnie nie powstrzymał się od komentarza na ten temat. Owa tyrada trwała pięć minut, a jej punktem kulminacyjnym było pełne współczucia zwrócenie się do publiczności jako nieszczęsnych "więźniów Oświęcimia". Oczywiście nazajutrz, wyrwany z kontekstu, cytat ozdobił nagłówki dzienników.

* W Salt Lake City, podczas bisu, Axl zdenerwował się na widownię, która, jego zdaniem, nie reagowała z należytym entuzjazmem. Urwał w połowie i oświadczył: "Będzie lepiej, jak się stąd wyniosę, zanim ktoś uśnie". Tak też uczynił.

* W Filadelfii, w trakcie wykonywania Welcome to the Jungle przerwał, by skarcić z właściwym sobie wdziękiem dwóch nadmiernie rozbrykanych fanów.

* W Nowym Jorku kazał czekać publiczności aż dwie godziny na wyjście Guns N'Roses. Podobnie było w Dallas i w wielu innych miastach. Zdaniem części obserwatorów, Axl zachowywał się jak rozkapryszona primadonna. Według innych, było to przejawem lekceważenia ludzi. "Działam zgodnie ze swoim wewnętrznym zegarem - powiedział w jednym z wywiadów - i występuje mi się lepiej późnym wieczorem". Na zarzut, iż ma po prostu w dupie publiczność, odparł: "Gdybym miał ją w dupie, wyszedłbym i odwaliłbym gówniany występ. Wyszedłbym i powiedziałbym im, by się odpierdolili. Usiadłbym sobie wygodnie, zaśpiewałbym byle jak i niczym bym się nie przejmował. Ale ja się naprawdę przejmuję i bardzo przejmuję się również tym, jak postępuję. Wprawia mnie w zakłopotanie, gdy ludzie mówią: "No wiesz, ale ja muszę jutro rano iść do pracy". Ale też, gdy idziesz z kimś do łóżka, wcale przecież nie martwisz się, która godzina. Ja wiem, że jest to skomplikowana sprawa, ale tym samym jest właśnie dla mnie wyjście na scenę. Jest mi przykro i próbuję jakoś to ludziom wynagrodzić dając dobry występ i starając się wytłumaczyć tak jasno, na ile mnie stać, co się dzieje w mojej głowie i dlaczego wyszliśmy dopiero teraz". W chwilę później jednak przyznaje: "Tak, jestem naprawdę zepsuty", naturalnie przez sławę i pieniądze...

* Ze spraw, które działy się wokół Guns N'Roses i nadawały trasie znacznie większy niż muzyczny wymiar, warto wspomnieć, że Vince Neil z Motley Crue odpowiedział na wyzwanie Axla w studiu MTV i wyraził gotowość od odbycia publicznego pojedynku. Widocznie wściekłość emanująca z jednego z wywiadów udzielonych przez Axla (->patrz. STYCZEŃ 1990 - WYWIAD Z AXLEM) wyparowała, Axl oświadczył bowiem, że nie zamierza dać mu tej satysfakcji, ponieważ ani myśli "napędzać rozgłosu przegranym". Poniekąd słusznie, bo już kilka miesięcy później pozostali członkowie Motley Core zwyczajnie wylali z pracy swego wokalistę.

Z niebytu wynurzył się także Steven Adler, który wniósł sprawę do sądu przeciwko Guns N'Roses. Zarzucił on dawnym kolegom, iż zachęcali go do brania heroiny, a potem - gdy starał się zerwać z nałogiem - podstępnie pozbawili go pracy. Wszystko więc - można powiedzieć z odrobiną ironii - przebiegało "normalnie". Doskonałe koncerty - prawdziwe rock'n'rollowe święta; bulwersujące filipiki Axla przeciw wszystkim i wszystkiemu; kontrowersyjne incydenty i zachowania, na które łapczywie rzucała się prasa bulwarowa. Jednym słowem, nie spotykane od czasów The Sex Pistols zderzenie uwielbienia o wymiarze kultu ze strony młodych z wściekłą nienawiścią establishmentu. Obierając tak niebezpieczny kurs, należy jednak liczyć się z niespodziewanymi zdarzeniami. Logicznie rozumując, gdzieś przecież musi dojść do kolizji, wykraczającej poza margines zawodowego ryzyka. Tak się też stało

* 2 lipca, podczas koncertu na przedmieściu St. Louis Maryland Heights (02.07.1991) . Skutki owego zdarzenia trwły jeszcze długo. Kłopoty rozpoczęły się wtedy, gdy mniej więcej półtorej godziny po rozpoczęciu się koncertu Axl zwrócił się do ochroniarzy, by skonfiskowali aparat fotograficzny, który zauważył pod sceną u jednego z fanów. Trzeba tu dodać, że Guns N'Roses - tak jak zresztą większość pierwszoligowych wykonawców - nie zezwala na wnoszenie wszelkiego rodzaju kamer do sal koncertowych. Gdy ochrona zwlekała z wypełnieniem jego żądań, Axl przerwał występ i skoczył w tłum, by osobiście dopaść właściciela aparatu i odebrać mu to "narzędzie zbrodni", przy okazji uderzając go w twarz. Wywiązała się szamotanina, do której wmieszali się też, nagle aktywni, ochroniarze. Gdy wokalista wrócił na scenę, nie podszedł już do mikrofonu, lecz udał się wprost za kulisy. Za nim udali się i inni członkowie Guns N'Roses. Koncert dobiegł końca. W całym mieście wybuchły gigantyczne zamieszki, w których wzięło udział trzy tysiące osób, a ponad sześćdziesiąt, w tym piętnastu policjantów, zostało rannych, a szesnaście najaktywniejszych osób zostało aresztowanych. Zdewastowano nie tylko sprzęt Guns N' Roses, ale i amfiteatr. Zniszczenia w nowo wybudowanym Riverport Performing Arts Center oszacowano wstępnie na dwieście tysięcy dolarów. Niemal kompletnemu zdemolowaniu uległa również aparatura nagłaśniająca zespołu. Axl był poszukiwany w całym stanie Missouri. Później został uznany winnym zniszczenia mienia i skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu oraz karę 50 tysięcy dolarów. Trzy kolejne występy GN'R zostają odwołane... Według Axla, incydent z aparatem był ostatnią kroplą. Od początku na widowni działy się niepokojące rzeczy: "Widziałem butelki, widziałem aparaty fotograficzne i widziałem, że ochrona nie ma najmniejszego pojęcia, po co tu jest". Dalej uskarża się, że fani łapali go za kostki, Duff dwukrotnie został trafiony rzuconymi z widowni butelkami, a członkowie motocyklowego gangu, zwanego Saddle Tramps, terroryzowali pod sceną publiczność. Szczególnie uciążliwy okazał się jeden z motocyklistów, Stump, który już na początku koncertu usiłował głośnymi okrzykami zwrócić na siebie uwagę. Axl przerwał i spytał, o co mu chodzi. Tamten wręczył mu kartkę. "Przeczytałem tę kartkę - mówi Axl - i powiedziałem: "W porządku, jesteś Stump z Saddle Tramps, ale czy to jest powód, by przerywać koncert?"" Na pytanie, co ma zrobić z tą kartką, w odpowiedzi usłyszał: "Zapamiętaj ją". Kilka minut później dostrzegł ten aparat fotograficzny. Znajdował się on w rękach Stumpa. Axl twierdzi, że kiedy szamotał się z motocyklistą, ochroniarze bronili nie jego, ale jego przeciwnika: "Gdy wróciłem na scenę, nie miałem jednego szkła kontaktowego i słabo widziałem. Moją pierwszą myślą było: Jestem zwolniony z kontraktu oraz: Wynoszę się stąd. Płacę tym facetom i nie pozwolę, by tak mnie traktowali. Poszedłem za kulisy, by wziąć nowe szkła. Tłum szalał, toteż postanowiliśmy wrócić na scenę i spróbować grać dalej, bo nie chcieliśmy, aby komukolwiek stała się krzywda". Sprawy zaszły już jednak za daleko. Zamiast na scenę, zespół skierował się pod silną eskortą do tylnego wyjścia.

Kilka dni później prokurator okręgowy hrabstwa St. Louis oskarżył Axla o cztery pobicia trzeciego stopnia i odpowiedzialność za straty materialne. Gdy wydano nakaz aresztowania, "winowajca" znajdował się już daleko poza zasięgiem federalnej jurysdykcji stanu Missouri i nie zdradzał najmniejszej ochoty, by stawić się przed sądem. W efekcie kilka następnych koncertów zostało odwołanych, ale to bynajmniej nie rozwiązało sprawy. Mały prywatny rewanż Axla polegał na tym, że na obu płytach Use Your Illusion znalazła się inskrypcja: "Fuck you, St. Louis" (która zresztą wywołała małą manifestację, z udziałem dwu tysięcy mieszkańców miasta).

* Niewiele brakowało, by do podobnych rozruchów doszło podczas koncertu w Tacoma, w stanie Washington. Najpierw na widowni wybuchły fajerwerki, później zaś ktoś odpalił w stronę sceny rakietę która przeleciała tuż obok głowy Izzy'ego. Nietrudno zgadnąć, że Axl przerwał występ i zwrócił się z wściekłością do publiczności: "Jeśli widzieliście, kto to zrobił, macie dziesięć minut, by go wydać ochronie i dopiero wtedy wrócimy. Nie jesteśmy tu po to, by zostać poranieni lub by patrzeć, jak ktoś z was odnosi obrażenia, bo jakaś pijana pierdolona cipa nie kontroluje siebie. Pierdolę go! Nie! P i e r d o l ę w a s! Wszystko zależy od was. Wyprowadźcie go stąd i wtedy wrócimy. Jeśli nie, to dobranoc. Zachowajcie spokój". Wszyscy zamarli. Zadawali sobie pytanie, czy będzie to nowe St. Louis, czy też nowy Donington '88. Axl jednak przez te lata też czegoś się nauczył. Wrócił na scenę i wygłosił jedną ze swoich słynnych mów i, podobnie jak kilka dni wcześniej w Dallas - uspokoił publiczność. Opowiedział, jak po występie w Castle Donington Lemmy z Motorhead poradził mu, by nigdy nie tolerował takich gówniarskich wybryków. Nawet jeśli teraz nic się nie stało, to innego wieczoru, w innym miejscu - a może to dotyczyć także innego zespołu, co nie ma znaczenia - ktoś odniesie obrażenia albo nawet dojdzie do najgorszego. "Większość wykonawców - tłumaczy własne zachowanie Axl - zwróciłaby się do szefa ochrony w swoim entourage'u i sprawa zostałaby załatwiona po cichu. Ja staję twarzą w twarz z taką osobą. Dlaczego nie miałbym zajmować się tym publicznie? To rozprasza uwagę. Ja nie chodzę na jakiś zespół dlatego, że jest gówniany. Jeśli wydajesz w swoim domu przyjęcie i ktoś przychodzi tylko po to, by ci powiedzieć, że to przyjęcie jest gówniane, po prostu każesz mu wyjść. Gdy my jesteśmy na scenie, to jest nasz dom i wszyscy są naszymi gośćmi".

Ogólnie trasa "Get In The Ring" obfitowała w wiele skandali i nie raz nie obyło się bez zamieszek i interwencji policji. Niestety do agresji Axla doszlusowało jeszcze gwiazdorstwo, woda sodowa. Na przykład w styczniu 1991 Axl przerwał pierwszy z koncertów Guns N'Roses na festiwalu Rock In Rio II (o którym wspomniałam na początku) bo publiczność reagowała niedostatecznie entuzjastycznie. Napady agresji pozostały mu do dziś, choć z nimi walczy. Wtedy też publiczność mogła poznać jeszcze jedną cechę swojego idola - była nią - notoryczna wręcz chorobliwa niepunktualność Axla. Otóż dzięki panu Rose bywały koncerty rozpoczynające się nawet z 2-3 godzinnym opóźnieniem. Winowajca tłumaczył się faktem iż nie mógł wyjść na scenę nieprzygotowany psychicznie. Wszystko ze względu na dobro fanów. Zachowanie wokalisty stanowiło coraz większy problem dla reszty zespołu. Izzy Stradlin opowiadał w "Vox": "Axl jest po prostu z natury spóźnialski. To może czasem denerwować, zwłaszcza jeśli powinieneś już być na scenie, a zamiast tego siedzisz, licząc sekundy i myślisz: w St. Louis były zamieszki, teraz jesteśmy w Teksasie, co wydarzy się tutaj?" Slash opisał swój stan ducha bardziej zwięźle: "Szaleństwo Axla doprowadza mnie do szału".

Inny Gunner - Duff też nie należał do grzecznych chłopców. Nie zastanawia się, co robić gdy go ktoś zaczepia. Na ogół oddaje. Przy czym twardo uważając się za normalnego faceta, nie życzy sobie towarzystwa ochrony osobistej. A może coś się zmieniło?! Slash uważał wówczas, że koledzy z zespołu są niedoceniani jako muzycy: "Duff nie zdobył jeszcze wystarczającej pozycji jako basista, nikt nie mówi o tym, jak dobrym gitarzystą jest Izzy. Ludzie zauważają mnie i Axla, bo jesteśmy z przodu....

Niepokój mogły również budzić autorytarne zapędy Axla, który w tym samym 1991 roku zwolnił menażera Alana Nivena. We wspomnianym wyżej wywiadzie dla "Vox" Stradlin nie krył swego żalu: "Źle się z tym czułem, bo Alan jest nadal moim przyjacielem. Czułem, jakbym musiał wybierać pomiędzy nim a zespołem. On był przez jakiś czas prawie jak szósty członek grupy. I naprawdę nam pomógł znaleźć się tu, gdzie jesteśmy. Wciąż uważam, że był dobrym menażerem. Ale Axl i Alan w końcu mieli dosyć konfliktu osobowości. Alan ma swój sposób prowadzenia spraw, przypominający strategię wojskową. Axl chce robić wszystko po swojemu, w swoim tempie, w swoim czasie." Nowym menażerem Guns N'Roses został Doug Goldstein.

*W tym czasie wyżucony z GN'R Steven Adler reaktywował Road Crew, lecz jego nowa "kapela" była tylko żałosną próbą powrotu do muzyki.

* 1. lipca wydany zostaje pierwszy singiel promujący nadchodzący album - You Could Be Mine, znany już ze ścieżki dźwiękowej, który znalazł się na soundtracku "Judgement Day" do filmu Arnolda Schwarzeneggera - Terminator 2. Arniemu tak spodobała się ta piosenka, że zgodził się wystąpić w teledysku.

* Prawie dwa miesiące później, dokładnie 31 sierpnia na Wembley Arena w Londynie odbywa się ostatni koncert Gunsów z udziałem Izzy'ego Stradlina (współzałożyciela Guns N' roses), który postanowił odejść z zespołu. To będzie już poważny początek końca istnienia zespołu Guns N' Roses. Ale na razie póki co czekamy na płytę. A ta ukazała się w 16 dni po sierpniowym koncercie... W sierpniu też ukazał się drugi singiel z zapowiadanych płyt "Don't Cry" okładka singla

O północy z 16/17 września do sklepów trafiły jednocześnie dwa od dawna wyczekiwane wydawnictwa - Use Your Illusion I i Use your Illusion II - płyty, które zanim jeszcze ukazały się w sklepach stały się legendą. I płyty, które przez dwie godziny od momentu pojawienia się w sklepach sprzedały się na terenie USA w....500.000 egzemplarzy (!!!). Ozdobione były okładkami w kolorze żółtym i niebieskim, przedstawiającymi obraz Marka Kostabiego pod tym samym tytułem. Ale o tym w następnym rozdziale.

Komentarze

Brak komentarzy
Aby dodać komentarz musisz się zalogować